Liverpool w Europie, część 3: AS Roma 2001

Po okresie kontynentalnej dominacji liverpoolczyków na przełomie lat 70. i 80. XX wieku zwieńczonej dwoma zwycięskimi finałami Pucharu Europy rozegranymi w Wiecznym Mieście, kolejny znaczący występ The Reds w europejskich pucharach zakończony sukcesem miał miejsce dopiero po kilkunastu latach, gdy wczesną wiosną 2001 roku wybrali się na mecz czwartej rundy Pucharu UEFA do… Rzymu. Stadio Olimpico znów stało się taktycznym punktem odniesienia w rozwoju zespołu, jednak tym razem model gry Liverpoolu znacznie różnił się względem tego z późnej ery Boot Roomu.


Łabędzi śpiew i szalone lata 90.

Pomiędzy wiktorią z roku 1984 a powrotem z tarczą ze stolicy Włoch na początku nowego wieku minęła wszakże cała epoka, odznaczająca się przewagą upadków, aniżeli wzlotów. Piłkarze z Anfield miano najlepszej drużyny Starego Kontynentu dzierżyli do maja 1985 roku, kiedy ponownie wystąpili w finale Pucharu Europy, ulegając Juventusowi 0-1 na belgijskim Heysel, lecz tragedia spowodowana agresją kibiców z Merseyside, w skutek której zginęło 39 widzów, doprowadziła do nałożenia na klub sześcioletniego zakazu udziału w rozgrywkach europejskich (pięć lat dla innych angielskich drużyn). Przytłoczony sytuacją trener Joe Fagan zrezygnował z dalszej pracy, a zastąpiony został przez Kenny’ego Dalglisha, który wcielił się w rolę grającego szkoleniowca oraz duchowego opiekuna społeczności Liverpoolu w tym trudnym dla klubu czasie (głęboko przeżył również kolejną katastrofę, na stadionie Hillsborough w Sheffield cztery lata później). Przez niespełna sześć sezonów rządów Szkota liverpoolczycy zdobyli trzy mistrzostwa kraju oraz dwa puchary FA i wydawało się, że kontynuacja tradycji poprzednich wielkich menedżerów została zachowana, tymczasem zbytnie przywiązanie do duetu skrzydłowych Peter Beardsley-John Barnes, opieranie gry ofensywnej głównie na ich umiejętnościach indywidualnych oraz przegapienie momentu na wzmocnienie zespołu młodszymi graczami zadało kres kolektywnemu systemowi gry The Reds z ostatnich trzech dekad. W 1991 roku drużynę przejął były kolega z boiska Dalglisha, Graeme Souness, który po doświadczeniach w genueńskiej Sampdorii (jako zawodnik) oraz Rangersach (także w roli trenera) jedynie utwierdził się w przekonaniach dotyczących słuszności systemu taktycznego znanego mu wcześniej z Anfield. Pomimo zdobycia Pucharu Anglii w pierwszym roku pracy szkoleniowej, jego trzyletni okres menedżerski określić należy jako niemal całkowite fiasko, kojarzące się miłośnikom LFC z nieumiejętnością pogodzenia interesów starszych graczy, np. Iana Rusha czy Ronniego Whelana (dzielących niegdyś z Sounessem szatnię) ze sprawiedliwym traktowaniem młodszych zawodników, którzy w dodatku nie pojmowali metod wdrażanych przez byłego szkockiego pomocnika. Nie udało mu się również dokonać zmiany mentalności członków drużyny, przejścia z „kultury picia” oraz fish and chips na ścisłą dietę profesjonalnych piłkarzy, co uwidoczniło się szczególnie w połowie lat 90., gdy menedżerem został Roy Evans, były członek Boot Roomu związany z klubem od trzydziestu lat, lecz jego pobłażliwość i przyjęcie postaci „dobrego wujka” przyczyniło się do jeszcze większej rozwiązłości grupy graczy, nazywanych pospolicie Spice Boys, dla których myśl przewodnią stanowiło rychłe udanie się po zakończeniu weekendowego meczu do londyńskiej rozgrywkowej dzielnicy Soho (niegdyś stolica Anglii kojarzyła się liverpoolczykom z miejscem zwycięstw w finałach Pucharu Anglii na Wembley, zwanym przez nich jako „Anfield południa”). Tryb życia piłkarzy i podejście sztabu szkoleniowego miało swoje odzwierciedlenie w postawie na boisku. Evans, poddający się trendom „bilardyzmu” (model gry trenera Carlosa Bilardo m.in. w reprezentacji Argentyny, triumfującej w Mistrzostwach Świata 1986 w Meksyku) i próbującej przystosować ten system na swoją modłę kadrze Anglików na Mundialu w 1990 roku w Italii, postanowił zaimplementować w zespole ustawienie z trójką środkowych obrońców, wprowadzając ogromny chaos wśród zawodników, którzy nie byli w stanie przystosować się do zaleceń i zrozumieć charakterystyki gry w poszczególnych fazach i strefach. Ponadto zespół nieskrępowanie dążył do zdobywania kolejnych bramek, angażując zbyt dużą liczbę graczy w fazy kreowania oraz tworzenia szans strzeleckich i zatracając jednocześnie balans pomiędzy atakiem a obroną, co w pełni uwidocznił jeden z najsławniejszych meczów Premier League przeciwko Newcastle United na Anfield w kwietniu 1996 roku zakończony wynikiem 4:3, kiedy brawurowe ofensywne szarże The Reds zostały skarcone przez drużynę „Srok” dzięki kontratakom, w których wielokrotnie przewagę liczebną osiągali piłkarze z północno-wschodniej Anglii. Wspomnienia byłych graczy Liverpoolu z tamtego okresu jasno wskazują, iż zazdrościli mistrzom kraju z Manchesteru United umiejętności kontroli pojedynków, co wyrażało się w częstym poprzestawaniu na wyniku 1:0. W tym czasie popularność zyskały również piosenka oraz teledysk w wykonaniu zawodników The Reds w refrenie ze słowami ‘pass and move, it’s the Liverpool groove’ („podaj i przemieść się, to nawyk Liverpoolu”), nawiązującymi do podstawowej zasady w kreowaniu gry przez zespół Billa Shankly’ego, lecz zestawiając je z rzeczywistością połowy dziewiątej dekady wieku, nabierają cech taniego populizmu. Ostatecznie Roy Evans zakończył czteroletnią kadencję trenerską z zaledwie jednym zwycięstwie w Pucharze Ligi i z brakiem choćby pojedynczego awansu do Ligi Mistrzów.

Gérard zawodowiec

Latem 1998 roku posadę szkoleniowca objął Gérard Houllier, początkowo dzieląc się obowiązkami z Evansem (ten jednak po kilku miesiącach podał się do dymisji) i natychmiastowo dokonał rewolucji (choć sam przyznawał, że nie podoba mu się to określenie) w kulturze pracy na Anfield. Nowe narzędzia treningowe oraz nakaz rzetelnego przestrzegania jadłospisu przypominać mogły początek transformacji przeprowadzanej w Arsenalu przez Arsene’a Wengera dwa lata wcześniej i z pewnością miały ze sobą wiele wspólnego, jednak podejście taktyczne Houlliera i rygor wobec piłkarzy w spełnianiu ich ról na boisku nosiły znamiona jeszcze wyraźniejszej odmienności, jakiej dotąd w czerwonej części Merseyside nie doświadczono. Były trener Paris Saint Germain czy reprezentacji Francji, który już w młodzieńczym wieku pozostawał pod wrażeniem pojedynków w defensywie i możliwości odbioru futbolówki, obrał strategię reaktywną, nie dążył za wszelką cenę do posiadania piłki, lecz pragnął odzyskać ją jak najszybciej i najwyżej, by za pomocą kilku szybkich podań stworzyć sytuację podbramkową. Podstawę takiego modelu gry miała stanowić bardzo spójna struktura pozycyjna zespołu, dzięki której można skutecznie zagęścić daną strefę boiska, wykonać doskok pressingowy i zaskoczyć przeciwnika w fazie przejściowej między obroną a atakiem. Szczególną istotność zespołowego aspektu działań drużyny w trakcie meczu Houllier dostrzegł pięć lat przed rozpoczęciem pracy w Liverpoolu, gdy w decydującym o awansie na Mundial 1994 starciu prowadzonej przez niego Francji przeciwko Bułgarii David Ginola w jednej z ostatnich akcji spotkania posłał górne dośrodkowanie w pole karne, gdzie zdecydowaną przewagę liczebną nad osamotnionym Ericiem Cantoną mieli piłkarze ze wschodniej Europy, w skutek czego stworzył okazję dla rywali do przeprowadzenia szybkiego kontrataku, którego skuteczna finalizacja przesądziła o porażce Les Bleus i absencją na turnieju rozegranym w Stanach Zjednoczonych. Od tej pory podobne zachowania w zespołach Houlliera nie miały racji bytu, a realizacja taktyki Francuza przyniosła na Anfield oczekiwane rezultaty w trzecim sezonie, zakończonym pucharowym trypletem (Puchar Ligi, Anglii oraz UEFA), a właściwie pięcioma trofeami, włączając w to zdobycie Superpucharów kraju oraz Europy. W trakcie drogi po laur w drugich najważniejszych rozgrywkach na kontynencie szczególnie jeden mecz zapisał się w kartach historii jako pojedynek definiujący system gry drużyny Houlliera.

AS Roma 0-2 Liverpool

15 lutego 2001 roku na Stadio Olimpico w Rzymie w pierwszym spotkaniu czwartej rundy Pucharu UEFA liverpoolczycy zmierzyli się z AS Romą trenera Fabio Capello, zmierzającą po swój trzeci tytuł mistrza Włoch. Od początku spotkania podopieczni francuskiego szkoleniowca oddali inicjatywę przeciwnikom, przeszli do średniego, bądź niskiego pressingu, czyhając na możliwość wyższego podejścia do rywala.

Wyjściowe zestawienia obu zespołów. Liverpool (złoto-granatowe stroje) w defensywie przechodził często z 1-4-4-2 na 1-5-3-2, gdy Christian Ziege mocno wspierał działania obronne po lewej stronie, by uniemożliwić pojedynki indywidualne ofensywnie usposobionego Cafu ze słabo zwrotnym Jamie’m Carragherem.
Blisko ustawione względem siebie formacje The Reds tworzyły kompaktowo przesuwający się blok, potrafiący efektywnie przegrupować się w chwili szybkiej zmiany centrum gry przez zawodników Romy.
Dzięki umiejętnemu poruszaniu się przez piłkarzy drugiej linii, wsparciu zawężającego grę bocznego pomocnika (Barmby) oraz wzajemnej asekuracji stref w defensywie (McAllister) Liverpool niwelował przewagę liczebną Rzymian w środku pola oraz skutecznie okupował półprzestrzenie, którymi gospodarze próbowali przejść do fazy tworzenia szans bramkowych dzięki wcześniejszemu ustawieniu pomiędzy dwoma piłkarzami LFC, prowokując wśród nich powstanie kryzysu decyzyjnego.
Zawodnicy Romy starali się także zastosować koncept z wykorzystaniem tzw. trzeciego zawodnika (Tommasi), który miał za zadanie swoim szybkim ruchem „zdobyć” plecy skrajnych obrońców, lecz zwykle jeden ze środkowych pomocników Liverpoolu zdążał objąć go kryciem i stworzyć przewagę liczebną w bocznej strefie boiska, gdzie często ataki Giallorossich były przerywane. Niezwykle ważną kwestię stanowiła w tych momentach defensywna praca jednego z napastników (Owen), którego doskok do przeciwnika z piłką poprzedzało właściwe zabiegnięcie, dzięki czemu odcinał linie podań do zawodników mogących dać wsparcie do przeniesienia akcji na przeciwległą stronę placu gry oraz rozciągnięcia struktury Liverpoolu.
Kiedy pojawiała się taka okazja, The Reds podchodzili do wyższego pressingu, zagęszczając nie tylko boczne strefy, ale również środkową poprzez niższe zejście napastników oraz wsparcie bocznego pomocnika. Uzyskiwali tym samym przewagę liczebną, przejmowali piłkę i kierowali grę na zewnątrz. Działania te koniecznie musiały kończyć się powodzeniem, gdyż wyjście Romy spod pressingu i przeniesienie ataku na przeciwległy skraj boiska automatycznie tworzyłoby szanse strzeleckie.
Trener Gérard Houllier zwracał uwagę swoim napastnikom, by wzajemnie uzupełniali swoje ustawienie i w chwili odbioru piłki nie byli ustawieni w poziomie, a w pionie w celu szybkiego tworzenia linii podań i natychmiastowego zagrożenia bramce Antonioliego.
Nierzadko szybkie ataki liverpoolczyków tworzone były w oparciu o zacieśnienie pola gry, zebranie tzw. drugich piłek oraz często stratę futbolówki i jej błyskawiczny odbiór. W materiale po odzyskaniu piłki dwójka napastników Robbie Fowler-Michael Owen wsparta przez Nicka Barmby’ego wykonuje szybką zmianę krzyżową pomiędzy defensorami, dzięki czemu chcą przedrzeć się za linię obrony Romy jednym podaniem.

Taktyka Liverpoolu z solidnym ustawieniem bazowym w obronie, co najmniej ośmioma zawodnikami za linią piłki oraz chęcią zaskoczenia przeciwnika w fazach przejściowych oraz po kontratakach ziściła się co do joty – Roma oddała zaledwie jeden strzał głową z „szesnastki” z ostrego kąta, większość pozostałych uderzeń zza pola karnego została zablokowana, a dwie jedyne sytuacje strzeleckie The Reds na bramki zamienił Michael Owen, co kibice Liverpoolu zgromadzeni na Stadio Olimpico skwitowali gromkim ‘we shall not be moved’ („jesteśmy nie do ruszenia”) . Pojedynek ten uświadomił całej Europie, a w szczególności samym piłkarzom, iż po kilkunastu latach Liverpool sposobi się do powrotu na piłkarski szczyt Starego Kontynentu, tym razem jednak nie dzięki przejmowaniu inicjatywy w meczu i prowadzenie gry, a raczej poprzez cierpliwe wyczekiwanie swoich okazji do zagrożenia rywalowi i zwartą defensywę, która w drodze do finału Pucharu UEFA straciła zaledwie pięć bramek w dwunastu meczach. Przemiana dokonana na Anfield przez Gérarda Houlliera zaspokoiła wśród liverpoolczyków ponowne pragnienie sukcesów po kompletnie zmarnowanej poprzedniej dekadzie, położyła grunt pod pracę kolejnego szkoleniowca, Rafaela Beniteza, przyjmującego podobne taktyczne podejście, a stwierdzenie prezesa klubu skierowane w stronę francuskiego trenera dobrze konkluduje jego okres rządów w Liverpoolu: „wprowadziłeś klub w XXI wiek”.

Źródła:

  • Jonathan Wilson, Scott Murray, Anatomia Liverpoolu, Wydawnictwo SQN, Kraków 2019
  • fourfourtwo.com
  • stacja telewizyjna History
  • lfchistory.net
  • telewizje RAI i BBC (materiały wideo)
  • sharemytactics.com (plansza ze składami)
  • talkSPORT (zdjęcie wyróżniające)
  • The Athletic


M jak Mecz. Piłkarski Pamiętnik. Entuzjasta analitycznego spojrzenia na piłkę nożną.

Reklama