Newcastle United – Southampton. Raport taktyczny

W meczu 35. kolejki Premier League Newcastle United podejmowali na St James’ Park drużynę Southampton. Gospodarze, dzięki wygranej, praktycznie zapewniliby sobie utrzymanie w elicie, natomiast goście przystępowali do tego spotkania z zaledwie pięcioma punktami przewagi nad strefą spadkową, wobec czego stawka tego meczu była bardzo wysoka. Ponadto oba zespoły znane są z wypracowanych i wyrazistych stylów gry, które można określić jako iberyjska dyscyplina i alpejski gegenpressing, nawiązując do pochodzenia szkoleniowców obu drużyn. Czy cechy te uwidoczniły się podczas potyczki w północno-wschodniej Anglii? Zapraszam do analizy taktycznej spotkania.


Wyjściowe jedenastki

Rafael Benitez postawił na dokładnie to samo zestawienie zawodników, co przed ośmioma dniami w wyjazdowym meczu z Leicester City. W ustawieniu 1-5-4-1 zwracać uwagę mogło miejsce w składzie dla dwóch nominalnych lewych obrońców/wahadłowych – Paula Dummetta i Matta Ritchiego. Pierwszy z nich zorientowany jest jednak bardziej defensywnie, natomiast drugi został cofnięty w czasie poprzednich rozgrywek na tę pozycję ze skrzydła. Dzięki temu zabiegowi „Sroki” zyskują większą elastyczność taktyczną i są w stanie płynnie przechodzić z pięcioosobowego bloku w fazie defensywnej do czwórki w obronie w ataku pozycyjnym.

Zespół gości z St Mary’s Stadium rozpoczął mecz w bardzo podobnym zestawieniu, co gospodarze. Zmagającego się z chorobą Yana Valery’ego na prawym wahadle zastąpił James Ward-Prowse, z kolei po serii błyskotliwych występów miejsce w składzie zachował młody skrajny atakujący „Świętych” Josh Sims.

Długa piłka do Rondona, agresywny doskok do rywala i szybki atak,
czyli koncepcja Newcastle

The Magpies weszli w to spotkanie z zamiarem natychmiastowego narzucenia swoich warunków, lecz nie zależało im na własnym posiadaniu piłki, a raczej na kontrolowaniu rozgrywającego futbolówkę przeciwnika. Stara zagrywka Beniteza jak sprawdzała się w poprzednich meczach, tak przyniosła wiele korzyści również i w tej rywalizacji. Pressing piłkarzy Newcastle nie dosyć, że był gremialny, to jeszcze wyjątkowo skuteczny. Najczęściej zawodnicy znad rzeki Tyne, atakując rywala, tworzyli czworokąty w bocznych strefach placu gry, głównie dzięki zejściu w tę strefę jednego ze skrajnych atakujących.

Co więcej, konsekwentne naciskanie na przeciwnika doprowadziło do zdobycia przez podopiecznych hiszpańskiego managera bramki na 1:0. Rozegranie futbolówki od własnej bramki w wykonaniu Southampton nie zostało przeprowadzone po myśli gości dzięki wysokiemu pressingowi gospodarzy. Isaac Hayden (zdecydowanie najlepszy gracz pierwszej połowy spotkania, polecam każdemu przyjrzenie się przez kilka minut wyłącznie poczynaniom Anglika w środku pola) wślizgiem wyłuskał piłkę Pierre’owi-Emilowi Hojbjergowi, Oriol Romeu nie zdążył z asekuracją swojej strefy, przez co Ayoze Perez z łatwością przejął futbolówkę i, dzięki odciągnięciu uwagi dwóch obrońców Southampton przez Miguela Almirona oraz Salomona Rondona, z łatwością skierował piłkę do siatki Angusa Gunna.

W podobnej sytuacji padła także bramka na 2:0. Niechlujna strata piłki zawodników The Saints przy bocznej linii boiska uruchomiła natychmiastową szybką akcję zaczepną Newcastle. Rondon znakomicie urwał się za linię obrony „Świętych”, inteligentnie dograł futbolówkę do wbiegającego na pełnej szybkości w pole bramkowe Pereza, który posłał piłkę obok próbującego skutecznie interweniować Gunna.

Jeśli chodzi o atak pozycyjny, który momentami zmuszeni byli przeprowadzać zawodnicy Beniteza, na plan pierwszy wysuwał się Fabian Schaer, który niejednokrotnie tworzył przewagę liczebną na połowie Southampton dzięki odważnym szarżom z piłką oraz posyłał futbolówkę do niepilnowanego partnera. Był nim najczęściej Rondon – napastnik o ogromnej sile i imponujących warunkach fizycznych, dlatego kierowanie dalekich podań właśnie do niego należy uznać za taktykę nie tylko naturalną, lecz także w pełni pożądaną. Rzecz jasna, po niemal każdym z tych zagrań Wenezuelczyk błyskawicznie tworzył zagrożenie pod bramką Gunna czy to poprzez zgranie piłki do partnera, czy też po solowej akcji.

Silną stronę Newcastle stanowiły również stałe fragmenty gry, zarówno w fazie obronnej, jak i ofensywnej. W tych sytuacjach uwidaczniała się duża przewaga fizyczna zawodników gospodarzy nad raczej wątłej postury gośćmi (Jannik Vestergaard, mierzący 199 cm wzrostu, pauzował z powodu kontuzji pachwiny). Wejścia w obie „szesnastki” Jamaala Lascellesa, Fabiana Schaera i Salomona Rondona zwiastowały rychłe skierowanie futbolówki na ich głowy (w przeciągu całego spotkania Southampton zdołało oddać zaledwie jeden strzał po centrze ze stojącej piłki).

Piłkarze z północno-wschodniej Anglii wytrzymali w ryzach żelaznej dyscypliny całą pierwszą część spotkania, podczas której zdołali wypracować dwubramkową przewagę. Po przerwie wkradło się wyraźne rozluźnienie, środek pola w postaci duetu Hayden-Ki nie był już tak kliniczny w pojedynkach, jak w pierwszej połowie, za dowód czego należy z pewnością uznać stratę gola na 2:1 po zbyt powolnym powrocie do defensywy Anglika i Koreańczyka. Czujność drużyny została uśpiona przez „Świętych”, jednak odporność psychiczna piłkarzy „Srok” doprowadziła do powiększenia przewagi bramkowej w końcowych minutach spotkania.s

Dwie twarze Southampton w dwóch zupełnie różnych połowach

Od początku potyczki na St James’ Park zawodnicy Southampton starali się odpłacić przeciwnikom „pięknym za nadobne”, stosując równie skuteczny pressing w skrajnych strefach boiska, dlatego mecz ten od pierwszego gwizdka był bardzo zamknięty; niekiedy na kilkunastu metrach kwadratowych o piłkę walczyło do dziesięciu zawodników obu zespołów.

Im dłużej trwało to spotkanie, tym piłkarze gości stopniowo tracili pewność siebie, zaczęli popełniać indywidualne błędy (m.in. niecelne podania Yoshidy przed własnym polem karnym sprowokowały akcje zaczepne gospodarzy), doskok do rywala był wyraźnie spóźniony, a linia obrony przy ataku pozycyjnym Newcastle dawała się zepchnąć coraz bliżej bramki Gunna. W rezultacie The Saints w przeciągu kilku minut dwukrotnie wyciągali piłkę z siatki i tym samym do minimum ograniczyli swoje szanse na wywiezienie punktów z regionu North East.

Słusznym posunięciem było natomiast posyłaniem prostopadłych piłek do niezwykle szybkiego Nathana Redmonda, który wchodził w pojedynki jeden na jednego z wysokimi, acz mało zwrotnymi stoperami Newcastle. W tym czasie kilkoro partnerów skrzydłowego zdołało obstawić pole karne i dopomóc Anglikowi w podjęciu dobrego wyboru w końcowej fazie rozegrania akcji. Na nieszczęście drużyny z południowego wybrzeża, nie udało się w ten sposób realnie zagrozić bramce Dubravki.

Obraz gry diametralnie zmienił się wraz z początkiem drugiej części spotkania. Trener Southampton Ralph Hasenhuttl trafnie zdiagnozował problemy zespołu w pierwszej połowie (czyt. przegrana walka o środek pola), o czym świadczy wpuszczenie na plac gry od 46. minuty Mario Leminy, typowego zawodnika box-to-box, oraz Stuarta Armstronga. Ów podwójna rotacja zmieniła system taktyczny z 1-5-4-1 (bądź 1-3-4-3) w klasyczne 1-4-3-3 z zagęszczoną przez Gabończyka drugą linią.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. W okresie gry po przerwie do 60. minuty goście zmiażdżyli wręcz zespół „Srok”. Po raz pierwszy w tym spotkaniu przeszli do tworzenia szybkich akcji krótkimi podaniami, Lemina dezorientował obrońców Newcastle wejściami w pierwszą linię, a Armstrong, gdy tylko otrzymywał piłkę, wchodził w pojedynki indywidualne, dzięki którym goście mogli zagrozić piłkarzom Beniteza po stałych fragmentach. Ukoronowaniem dobrej postawy drużyny stanowiła bramka zdobyta po kwadransie od podwójnej korekty w składzie. Hojbjerg zebrał (wreszcie!) piłkę posłaną przez Dubravkę na połowę „Świętych”, bez zbędnej zwłoki przekazał ją do napastników, którzy umiejętnie przetrzymali futbolówkę, po czym Redmond posłał ją w wolną strefę przed „szesnastką”, gdzie kooperacja szkocko-gabońskiego duetu zmniejszyła prowadzenie Newcastle. W tym czasie ekipa Hasenhuttla zaprezentowała styl doskonale oddający filozofię gry szkoleniowca, którą poprzednio Austriak zaszczepiał piłkarzom w Lipsku.

Z upływem kolejnych minut zespół Southampton tracił jednak przekonanie, iż może doprowadzić do remisu, oddał zaledwie kilka niecelnych strzałów z dystansu, a w końcowych momentach rywalizacji wkradła się niepotrzebna nerwowość, czego dowód stanowi fatalne wybicie piłki głową przez Jana Bednarka przy bramce ostatecznie rozstrzygającej losy rywalizacji.

Wnioski

Nie ulega wątpliwości, że mecz pomiędzy Newcastle Beniteza a Southampton Hasenhuttla należy uznać nie tylko jako potyczkę o ligowe punkty, lecz również jako spotkanie częściowo zbieżnych ze sobą systemów gry. Hiszpański szkoleniowiec wyraźnie hołduje uprzedniemu zabezpieczeniu wszystkich stref boiska przed wyjściem na połowę rywala z akcją zaczepną. Należy stwierdzić, iż styl ten doskonale odpowiada zespołowi, którego możliwości są wyjątkowo ograniczone – wystarczy choćby wspomnieć kupno Miguela Almirona, bijącego rekord transferowy klubu, dzierżony od 14 lat przez Michaela Owena! W świecie horrendalnych sum pieniędzy na rynku piłkarskim, kwoty (nie)wydawane przez Newcastle zaczynają budzić zażenowanie. Tym większy podziw wzbudzać mogą dokonania Beniteza w North East, który drugi rok z rzędu, dzięki idealnie dobranej do zasobów ludzkich taktyce, dryfuje w bezpiecznym na finiszu sezonu rejonie tabeli. Gdyby w Premier League przyznawano nagrodę dla najlepszego trenera sezonu z drużyn dolnej połowy stawki, Hiszpan rodem z Madrytu z pewnością byłby faworytem do zwycięstwa.
W drużynie Southampton, mimo większych możliwości finansowych i sportowych, progres po przejęciu zespołu przez „alpejskiego Kloppa” zdecydowanie przygasł. „Święci”, w porównaniu do analogicznego okresu pracy poprzedniego trenera, zdobyli dwa razy więcej punktów, jednak ochoczy gegenpressing, napędzany wysokim pressingiem oraz młodzieńczą energią Warda-Prowse’a, Valery’ego i Redmonda, chwilami zaczął zamieniać się w chaos. The Saints do końca sezonu skazani są na walkę o utrzymanie, jednak Ralph Hasenhuttl nie raz pokazał, iż potrafi wydźwignąć zespół z kryzysu zarówno pod względem mentalnym, jak i za pomocą roszad taktycznych.

W analizie wykorzystano materiały graficzne wydane przez Premier League.


M jak Mecz. Piłkarski Pamiętnik. Analizy najwspanialszej gry pod słońcem.

Reklama