I Liga: Odra Opole – GKS Tychy 2:1 (0:1)

Bramka w doliczonym czasie gry debiutującego na polskich boiskach Ivana Martina Gomeza dała Odrze Opole zwycięstwo na inaugurację nowego sezonu Fortuny I Ligi w meczu, który gospodarze powinni byli rozstrzygnąć znacznie wcześniej.


Trener Mariusz Rumak wystawił w wyjściowej jedenastce aż sześciu spośród 10 nowych zawodników, którzy zostali dotychczas sprowadzeni do Odry w trwającym okienku transferowym.

Dla kontrastu, trener Ryszard Tarasiewicz postawił od początku na dwóch nowych graczy: Marcina Kowalczyka oraz Sebastiana Stebleckiego.

Goście rozpoczęli spotkanie w awizowanym przed meczem ustawieniu z trójką środkowych obrońców i wahadłowymi, co – jak przyznał po końcowym gwizdku sam szkoleniowiec GKS-u – miało na celu zdominowanie środkowej części boiska.

3-5-2 czy 4-4-2?

Wbrew przedmeczowej grafice, nowy system gry jednego z faworytów do awansu do Ekstraklasy nie przybrał jednak klasycznej formy. O ile gdy tyszanie byli w posiadaniu piłki, Edgar Bernhardt i Mateusz Grzybek rzeczywiście pełnili rolę wahadłowych, o tyle bez piłki goście ustawiali się w zwykłym 4-4-2 – z Danielem Tanżyną jako lewym obrońcą oraz Bernhardtem i najczęściej Stebleckim jako bocznymi pomocnikami.

Co ciekawe, w pierwszej połowie inaczej z i bez piłki ustawiała się również Odra, a konkretnie jej defensywny pomocnik – Jakub Habusta. Gdy przy piłce znajdowali się przeciwnicy, Czech zajmował bowiem miejsce bardzo głęboko, w zasadzie jako dodatkowy środkowy obrońca pomiędzy Pawłem Baranowskim i Mateuszem Bodziochem, a przed napastnikiem rywali, Kamilem Zapolnikiem.

Choć w początkowym fragmencie meczu Odra podchodziła wysoko i starała się uniemożliwić rywalom budowanie gry od tyłu krótkimi podaniami, GKS szybko osiągnął przewagę (również za sprawą ustawienia Habusty, którego nie było w środku pola). Szczególnie aktywni byli chętnie schodzący do lewej strony Łukasz Grzeszczyk oraz szukający piłki na całej szerokości boiska Steblecki. Swoje zadania spełniali także wahadłowi. Bernhardt dwukrotnie zakręcił przy linii bocznej pola karnego prawym obrońcą Odry (Serafinem Szotą), podczas gdy po dynamicznym wejściu, minięciu lewego obrońcy przeciwnika (Łukasza Winiarczyka) i dograniu piłki pod bramkę przez Grzybka, uderzenie Zapolnika w ostatniej chwili zablokował Baranowski.

Ostatecznie to właśnie dośrodkowanie Bernhardta, który zaskoczył Szotę ruchem za plecy i wykorzystał dokładne podanie z głębi pola Keona Daniela, połączone z błędem bramkarza rywali (Michała Szromnika) przyniosło gościom prowadzenie w 27. minucie meczu.

Nawet w tym fragmencie spotkania – jak i przez jego większość – to rewelacyjni w pierwszej połowie poprzedniego sezonu opolanie stwarzali sobie jednak lepsze okazje do zdobycia bramki. Po odbiorze lub zebraniu drugiej piłki Odra potrafiła szybko przejść z obrony do ataku. Działo się to zarówno dzięki szukającym prostopadłych podań środkowym pomocnikom (Mateusz Czyżycki, Habusta), wychodzącemu do nich na lewej stronie Mariuszowi Rybickiemu czy nieźle zgrywającemu piłki Jakubowi Moderowi. To właśnie ten ostatni – po zagraniu Habusty na wolne pole do Rybickiego – powinien był dać gospodarzom prowadzenie już w pierwszym kwadransie meczu.

Janus vs Tanżyna

Z biegiem meczu to, co najważniejsze na boisku, miało miejsce na prawym skrzydle opolan i lewym tyszan. Tam nominalnie środkowy obrońca Tanżyna został pozostawiony zupełnie sam przeciwko szybkiemu skrzydłowemu Krzysztofowi Janusowi. Tanżyny nie wspomagał ani wysoko ustawiony wahadłowy Bernhardt ani żaden ze środkowych pomocników. Janus już w pierwszej połowie mijał i dośrodkowywał piłki mimo obecności swojego bezpośredniego rywala praktycznie za każdym razem, choć bez efektu końcowego w postaci dokładnego dośrodkowania czy zdobytej bramki.

Pojedynki, dośrodkowania i strzały (wszystko z gry) Janusa. Na żółto wygrane/celne, na czerwono przegrane/niecelne/obronione.

Biorąc pod uwagę wolną przestrzeń pozostawianą Janusowi, to niesamowite, że tuż przed przerwą Odra nie rozgrywała każdej akcji ofensywnej przez prawoskrzydłowego. Szokujące było również to, że GKS kompletnie nie zareagował w tym fragmencie na rozwój boiskowych wydarzeń. Janus po prostu ustawiał się szeroko, czekał na podanie lub przerzut piłki, po czym ruszał jeden na jeden na Tanżynę.

Goście podjęli się reakcji dopiero po przerwie, niedługo po której koszmarny błąd bramkarza tyszan (Konrada Jałochy) zamienił na wyrównującą bramkę wyróżniający się na boisku Czyżycki. Tanżyna prawdopodobnie został poinstruowany, by opuszczać swoją pozycję, doskakiwać bliżej do Janusa i starać się uniemożliwić mu odwrócenie się z piłką twarzą do bramki. W dwóch sytuacjach na początku drugiej połowy pojawiło się również wsparcie ze strony Bernhardta (lewego wahadłowego) i Daniela (środkowego pomocnika).

W kolejnych fragmentach Janus znowu miał jednak mnóstwo miejsca, a osiągający wówczas przewagę opolanie wreszcie zdawali się kierować większość piłek (zwłaszcza bardziej aktywny po przerwie Rafał Niziołek) właśnie do skrzydłowego. Mimo kolejnych groźnych dośrodkowań, były zawodnik Zagłębia Lubin wraz ze swoimi partnerami nie potrafili przekuć jednak tych centr na gole.

Podania kierowane do Janusa. Na żółto celne, na czerwono niecelne.

W końcu Tarasiewicz zamienił Tanżynę pozycjami z Marcinem Biernatem, również środkowym obrońcą, choć mającym doświadczenie w grze na boku obrony. Podczas gdy Tanżyna swoim ustawieniem ciała wypychał Janusa na jego… mocniejszą prawą nogę, Biernat starał się postąpić odwrotnie. Widząc to, Janus spróbował w końcu zejścia na swoją lewą nogę, kończąc akcję bardzo niecelnym uderzeniem z linii pola karnego.

Zwycięska bramka

Choć im bliżej końca, tempo meczu zdecydowanie spadało, to właśnie po akcji prawą stroną Odra rozstrzygnęła losy spotkania. W drugiej połowie gospodarze nie zawsze robili Janusowi miejsce do podejmowania kolejnych pojedynków z Tanżyną/Biernatem. Skrzydłowego wspomagali również w pierwszej połowie szukający gry po lewej stronie Czyżycki (ruch w kanał) oraz częściej włączający się w akcje ofensywne Szota.

W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Janus zagrał piłkę z głębi pola właśnie w kanał do rezerwowego Sebastiana Boneckiego, który podał ją następnie z powrotem do tyłu do Janusa i sam cofnął się po podanie zwrotne, po czym odwrócił się z piłką w kierunku bramki, podniósł głowę i doskonałym dośrodkowaniem między obrońców i bramkarza przeciwnika obsłużył innego rezerwowego, Martina Gomeza. Hiszpan dopełnił formalności, a Odra dopięła swego po ataku tą stroną boiska, po której stwarzała zagrożenie przez niemal całe spotkanie.

Podsumowanie

Rzadko na poziomie I ligi zdarzają się mecze, w którym któryś z zespołów próbuje ustawienia innego niż z czwórką obrońców, a jeszcze rzadziej spotkania mające tak oczywiste, kluczowe zagadnienie taktyczne. Trudno ocenić, co było w Opolu najbardziej zaskakujące czy wręcz szokujące:

– nieskuteczność Janusa i Odry, która zupełnie nie potrafiła skorzystać z zaistniałej sytuacji;

– kompletny brak reakcji ze strony GKS-u na tak wielki, boiskowy problem;

– brak reakcji zwłaszcza pod koniec pierwszej połowie ze strony samych zawodników obu zespołów, którzy musieli czekać na podpowiedzi swoich trenerów w przerwie, by: kierować więcej ataków prawą stroną boiska (Odra); zabezpieczyć swoją lewą flankę (GKS)?

Wojciech Falenta
Trener licencjonowany Football Academy. Miłośnik taktycznego spojrzenia na piłkę nożną.

Reklama