Czy ESA37 zbliża nas do Europy?

Wszyscy obserwatorzy ekstraklasy są zgodni: poziom ligi nie jest zbyt wysoki. Pomijając nieliczne wyjątki polskie drużyny od lat nie prezentują się dobrze na tle europejskich drużyn o podobnym potencjale. Kolejne weekendy przynoszą więcej memów niż klipów z ładnymi akcjami. Sposobem na podniesienie jakości rozgrywek miało być zwiększenie liczby meczów i nadanie im wyższej stawki – efektem jest system ESA37.


Pomysł ten ma swoich gorących orędowników. Twierdzą oni, że eliminowane są mecze o nic i przez wszystkie kolejki drużynom powinno zależeć na zwycięstwach. Kibice przy tym mają więcej emocji, widząc, że ich podopieczni dają z siebie wszystko.

Patrząc jednak na rozgrywane około 10 kolejki spotkania można jednak złapać pewne wątpliwości. Czy spotkania nie odbywają się w tempie spacerowym? Nie kwitnie niechlujstwo na boisku? Czy całe domniemane widowisko nie przynudza? Swego czasu intuicyjnie skwitowałem to takim oto obrazkiem:

image002

Nie był on oparty o żadne fakty, a jedynie odczucia towarzyszące obserwatorowi Ekstraklasy. Pomyślałem jednak, że dobrym pomysłem byłoby potwierdzenie tej obserwacji w jakikolwiek mierzalny sposób.

 

Zastanówmy się na początek, co jest liczbową miarą widowiskowości, jakości i zaangażowania graczy w mecz. Można by stwierdzić, że jest to liczba goli i strzałów. Te jednak mogą być efektem zarówno dobrych akcji, jak i z faktu, że obie drużyny grają radosną i chaotyczną piłkę, nie mającą wiele wspólnego z grą, która zasłużyłaby na miano „porywającej”. Odpada liczba podań – można być Cracovią Wojciecha Stawowego i zanudzać siebie samego ilością wymian, a można dwoma zagraniami stworzyć zagrożenie. Także ich celność nie byłaby adekwatną miarą – podania grane w poprzek boiska skutecznie burzyłyby tę statystykę.

Drużyny grające futbol skuteczny w dużym uproszczeniu robią dwie rzeczy: potrafią efektywnie przemieszczać się z piłką w kierunku bramki rywala oraz o piłkę mocno walczą. Ciężko wyobrazić sobie drużynę odnoszącą sukcesy na poziomie średnio-europejskim, która próbując zagrać podanie ofensywne natychmiast piłkę traci, ewentualnie nie podejmuje o nią walki.

W skali ligi pozostałe czynniki bardzo często prowadzą do wartości średnich. Posiadanie piłki przez wszystkie drużyny zawsze będzie prowadzić do wartości równej 50%. Średnie statystyki typu ilość strzałów / dryblingów będą oscylowały wokół wartości zbliżonych do pozostałych lig . Celność podań zagranych do przodu jednak w mniejszym stopniu będzie zmierzać do średniej. Tu liczy się staranność, technika i koncentracja liczona dla każdego zespołu, w mniejszej zależności od rywala. Nie wspominając o pojedynkach. To czy drużyna bierze w nich udział zależy jedynie od jej nastawienia.

Teoretycznie, skoro nie ma w ESA37 meczów o nic, w każdym spotkaniu piłkarze powinni walczyć o piłkę równie mocno i być równie skoncentrowani na tym, żeby podać piłkę do przodu.

Sezon 2015/16 pokazał nam jednak coś innego.

Faktycznie, na początku piłkarze dość często brali udział w pojedynkach. Później – między 5 a 20 kolejką – widać jednak wyraźnie gorszy wynik, sięgający dołu w okolicach środka rozgrywek. Czyżby świadomość gry o połowę punktów jednak robiła swoje? Wzrost tych współczynników i oprzytomnienie widoczne jest dopiero pod koniec rundy zasadniczej, gdy punkty zaczynają decydować o być albo nie być w grupie mistrzowskiej.

image003

Niewiele lepiej sytuacja wygląda przy dokładności podań atakujących – dobry początek, a potem wielki dół, z lekko lepszym trendem w ostatnich kolejkach rundy zasadniczej.

image005

Analogicznie w środku sezonu piłkarzom mniej się chce odbierać piłkę rywalom. Wykres poniższy przedstawia liczbę akcji na minutę posiadania piłki przez przeciwnika. Niezły początek, potem wyraźny spadek i oprzytomnienie w ostatnich kolejkach.

image007

 

Wnioski te okazały się na tyle zaskakujące, że byłem skłonny uznać je za przypadkowe dla danego sezonu. Wcześniejszy pokazał jednak inną ciekawostkę. Trudniej zauważyć chęć do gry na początku sezonu, ale generalnie zaangażowanie rośnie dopiero wraz z upływem czasu. Apogeum następuje, oczywiście, na sam koniec.

Bo tak było i dla pojedynków:

image009

I dla celności podań atakujących:

image012

O akcjach w defensywie na minutę posiadania piłki przez rywala nie wspominając

image013

 

Tu jednak można przyjąć hipotezę, że taka gra może być typowa dla każdych rozgrywek i nie ma tu znaczenia, czy punkty są dzielone, czy nie. Zajrzałem więc do Niemiec. A tam?

Pojedynki jakby bardziej liniowo

image015

Celne podania atakujące z rozstrzałem przez cały sezon na poziomie 3(!) punktów procentowych.

image017

Akcje w defensywie także.

image019

Dołek? Owszem. Trwające około 3-4 kolejek w środku sezonu. U nas trwa on kilkanaście serii.

Tu należy się słowo wyjaśnienia. Uważny obserwator z pewnością zauważy niższą niż u Polsce liczbę i intensywność pojedynków. Jest to naturalne dla silnych lig, które lepiej radzą sobie w operowaniu piłką. Walki o nią jest mniej, bo lepsza jest gra z użyciem podań. Na razie jednak skupiamy się w utrzymaniu gry na podobnym poziomie przez cały sezon. Do tego, jak intensywnie walczy się o piłkę w silniejszych ligach, a jak w Polsce – jeszcze wrócimy.

 

Wykresy dla Bundesligi wyglądają inaczej niż w Polsce, bo jest to liga znacznie lepsza. Zajrzyjmy więc do Czech.

W podaniach atakujących mocny start, ale potem stabilnie, z ożywieniem w samej końcówce. Ciężko tu jednak zauważyć wyraźny dołek.

image020

W pojedynkach stabilności nie widać, ale nie ma wyraźnych trendów

image022

Trend zbliżony do polskiego można zauważyć przy intensywności pojedynków, choć tu zastrzeżenia wymaga jedna uwaga – wartości te nawet w najniższym punkcie są zbliżone do tych najwyższych na wykresie polskim. W skrócie, w lidze czeskiej nawet w kolejkach o najniższej intensywności, jest ona porównywalna dla kolejek w Polsce o intensywności najwyższej.

image024

To podkreśla inną rzecz: liga czeska na poziomie technicznym raczej nie stoi na dużo wyższym poziomie niż Polska. Jednak tamtejsze kluby radzą sobie w Europie znacznie lepiej. Dlaczego? Bo braki techniczne nadrabiają tym, że w lidze znacznie intensywniej walczą o piłkę. Te wzorce są w stanie przenieść do pucharów.

 

Nigdzie w Czechach nie widać zależności zbliżonej do ESA37. Czy rzecz leży w podziale punktów? Zajrzyjmy tam, gdzie dzielą. Pada na Serbię.

W celności podań – jak u nas, mocny start, po nim następuje dołek, po czym nadrabianie na finiszu

image026

W pojedynkach duża stabilność

image028

Zaś w atakowaniu rywala z piłką, znany wykres z polskiej ligi i pobudkę na końcowe mecze.

image030

Co było do uwodnienia.

Warto również zauważyć, że wartości liczbowe dla pojedynków i ich intensywności są zbliżone do tych z ligi polskiej. Serbia zajmuje przy tym 27. miejsce w klubowym rankingu krajowym UEFA, ani drgnęła przez ostatnich 7 lat, zaś w tym sezonie wszystkie jej drużyny zostały już z pucharów wyeliminowane.

 

Wracając do porównania wartości bezwzględnych dotyczących liczby i intensywności pojedynków w różnych krajach: wspomniałem już, że w silniejszych, lepszych technicznie ligach o piłkę walczy się mniej, zaś kraje słabsze, ale ze względnymi sukcesami, o piłkę walczą więcej.

Zobaczmy zatem jak radzą sobie na tym tle polskie drużyny w Europie:

00001

Z drużynami typu Botosani, Kukesi czy St.Patrick’s Legia w tych wartościach górowała. Zdarzały się solidne mecze, jak starcia z Brugią czy Midtyjlland. Kiedy jednak przychodziło do spotkań z Ajaksem czy Napoli, Legioniści wyglądali jak ekipa z innej bajki, mimo, że teoretycznie rywale w swoich ligach o piłkę walczą mniej.

Lech? Bardzo solidne starcie w eliminacjach do LM z Basel, później pokazanie wyższości na Belenenses i Videotonem. Na drugi pojedynek z zespołem z Bazylei i z Fiorentiną pary już zabrakło.

00002

Oczywiście, by potwierdzić teorię tą analizą, warto byłoby rozszerzyć ją na kolejne ligi. Powyższe liczby jednak pokazują, że aktualny system rozgrywek Ekstraklasy w żaden sposób nie poprawia jej poziomu. Nie sprawia, że walczy się o każdy punkt, ani nie przyczynia się do przenoszenia prawidłowych wzorców zachowania na boisku do meczów w europejskich pucharach. Twarde dane udowadniają, że linia obrony ESA37 – m.in. „jest więcej meczów o stawkę” – wcale nie jest zgodna z prawdą.

W związku w wynikami analizy warto zaapelować do władz Ekstraklasy S.A. Może to odpowiedni moment na zdanie sobie sprawy, że do poprawy poziomu ligi konieczne jest wdrożenie innych metod. A każdy nowy pomysł warto dokładnie przeanalizować.

 

(wszystkie użyte w tekście dane pochodzą od firmy InStat Football)

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

  • Kris

    Dobra robota. Proszę to wydrukować w kolorze, ładnie oprawić, zaadresować kopertę cc Dariusz Marzec, Ekstraklasa i wysłać poleconym.

  • zlamacsport

    Panie Andrzeju, skąd ma Pan takie wypas statystyki? Zapraszam na mojego bloga o analitycznym podejściu do sportu: http://www.zlamacsport.blog.pl

Reklama