Krystian Bielik – polski towar eksportowy

Przejście Krystiana Bielika z Lecha do Legii pół roku temu nie wzbudziło prawie żadnych emocji. Ciężko było spodziewać się, że nastolatek będzie w stanie w  krótkim czasie przebić się do drużyny, mającej silnie obsadzoną każdą pozycję. Zawodnik rodem z Konina tymczasem nie tylko był w stanie wywalczyć sobie kilka występów, ale i zapracować na transfer rundy w Ekstraklasie.


 

Od pudła do pudła

Wysuwającą się na pierwszy plan zaletą Bielika jest jego uniwersalność. Choć wydaje się naturalnym defensywnym pomocnikiem, może z powodzeniem grać bardziej ofensywnie usposobionego środkowego. Nieprzypadkowo więc angielskie media zdążyły już określić go mianem pomocnika „box-to-box” i doszukiwać się w nim nowego Patricka Vieiry. Zresztą trener Hamburgera SV, który z Arsenalem konkurował o Bielika widział go w swojej drużynie w roli „ósemki”.

Co decyduje o takiej uniwersalności Bielika? Przede wszystkim to, że nie boi się on brać odpowiedzialności za rozegranie. Gdy obrońcy zaczynają wyprowadzanie akcji, ma on w zwyczaju zejść bardzo głęboko po piłkę. W ten sposób zwalnia z obowiązku wyprowadzania piłki stoperów. To pozytywna cecha przy założeniu, że nie będzie miał obok siebie obrońców, którzy są w stanie samodzielnie sobie z tym poradzić. W innym przypadku, schodząc niemal w linię z defensorami, zabiera im jedną z możliwości zagrania podania atakującego.

 

Człowiek z wizją

Efekt jest wtedy często taki, że Bielik jest wtedy zmuszony szukać dłuższych piłek. To, co w normalnych okolicznościach mogłoby być problemem, w naszych warunkach potrafił przekładać na zaletę. Pomocnik Legii sporo widział, dostrzegał partnerów przesuwających się wzdłuż linii bocznej boiska i znajdował ich kilkudziesięciometrowymi podaniami. Precyzja długich zagrań Bielika stała na dobrym poziomie, co sprawia, że tego typu grę można wykorzystać w sytuacji, gdy rywale bronią się dość głęboko i wymagane jest szybkie przenoszenie piłki między sektorami boiska. Nowy nabytek Arsenalu znajdował się w tym elemencie gry bardzo dobrze – jego długie podania są dość ostre i niezbyt wysokie, nie jest to typ „balona”, który leci kilka sekund, dając rywalom czas na ustawienie się na boisku. Oczywiście, takie podania wymagają co najmniej poprawnej techniki od osoby przyjmującej, jak i szybkości, by adresat dorał do piłek zagranych na wolne pole. Od kogo jednak wymagać tych elementów, jak nie od skrzydłowych?

Jest tu i druga strona medalu. Do gry dłuższymi podaniami Bielik sam się na swój sposób swoimi głębokimi zejściami zmuszał. Powodowało to sytuacje, że z tego właśnie powodu trzeba było szukać bardziej bezpośredniej gry. O ile na poziomie polskim nie był to żaden odchył od normy, tak można się spodziewać, że a Arsenalu większy nacisk będzie kładziony na szybsze kombinacje.

Człowiek o dwóch nogach

A w tym momencie Bielik miałby się czym pochwalić. Technicznie prezentował się bez zarzutu, poprawnie przyjmował piłkę, a przy jej operowaniu potrafił korzystać z obu nóg. 80% skuteczności atakujących podań przemawia samo za siebie, nawet jeśli jest to rezultat wypracowany głównie meczami z Piastem i Koroną (gdy Bielik wchodził na końcówki, spadało to do zaledwie 56%). Jak na nominalnego defensywnego pomocnika nieźle radził sobie dryblując (60% skuteczności). Mimo wzrostu sprawia wrażenie zwrotnego, dobrze balansuje ciałem, potrafi poruszając się z piłką natychmiast zmienić kierunek czy nawet obrócić się. Do pełni szczęścia brakuje tu jednak odpowiedniego przyspieszenia. Nawet w momencie, gdy uda mu się zwodem minąć rywala, brakuje szybkości, aby odstawić go na bezpieczną odległość po wypuszczeniu sobie piłki. Z tego względu na nawet po udanej akcji indywidualnej Bielik musi się szybko piłki pozbywać.

 

Z wiatrem i pod wiatr

Gra pod pressingiem to jedna z większych bolączek Bielika. Bardzo umiejętnie jest w stanie go uniknąć, ale w momencie gdy nie był w stanie uwolnić się spod opieki rywala w chwili przyjęcia piłki (lub zanim to nastąpiło), ciężko mu było mijać przeciwnika, częściej ten wypychał go w kierunku własnej połowy. Bielik ma dobre jak na swój wiek warunki, jednak mocno stojący na nogach rywal jest sobie w stanie z nim poradzić w fizycznej walce. Nie dziwi więc, że po piłkę schodził głęboko, by przyjmować ją dalej od rywala, a przy kreowaniu akcji przez drużynę raczej nie znajdował się zbyt wysoko, starając się czekać na ewentualne zagrania do tyłu lub na drugie piłki.

O ile pod pressingiem Bielik nie oczarowuje, tak bardzo dobrze wyglądał samemu go stosując. Znajdował się bardzo blisko rywali w momencie gdy otrzymywali oni piłkę i nie odpuszczał krycia, zostawiając niewielkie szanse na odwrócenie się w kierunku bramki. Nawet jeśli niekoniecznie prowadziło to do odzyskania piłki, bardzo skutecznie opóźniało akcję przeciwnika i zmniejszało ryzyko groźnych kontr.

 

Z głową w chmurach

Mit zgodnie z którym zawodnik wysoki jest skuteczy w powietrzu (i na odwrót) został już obalony. Bielik jednak nie jest jednym z tych, którzy by służyli za dowód w tej sprawie. Potrafi on dobrze wyczuć moment naskoku i dobrze kieruje futbolówką w oczekiwane miejsce. Widać to zwłaszcza bardzo dobrze w sytuacji, gdy trzeba w ten sposób zgarnąć bezpańską piłkę albo pod bramką rywala, gdy ci odpuszczali krycie (vide gol w reprezentacji U-17 z Liechtensteinem). Problem pojawiał się w starciu z mocniej naciskającym przeciwnikiem. Jak już wspominano, zwłaszcza w ofensywie Bielik nie jest ekspertem od ostrzejszej walki, przez co może mieć problemy z wypracowaniem sobie dobrej pozycji do naskoku.

 

Nogi gonią głowę

Taktycznie pojawiał się pewien dysonans. Z tyłu często grał bardzo bezpiecznie, podając piłkę do boku i do tyłu nawet w relatywnie prostych sytuacjach, kiedy po odzyskaniu piłki można było pokusić się o przyspieszenie akcji. Z kolei z przodu chętnie parł do przodu nawet w trudnych sytuacjach. Ratowała go wizja – można było odnieść wrażenie, że już w momencie przyjmowania piłki ma pomysł co z nią zrobić dalej. Potrafił dotrzec wybiegającego na pozycję partnera, szukał kluczowych podań. Czasem jednak do swoich możliwości podchodził zbyt optymistycznie – mimo wszytsko noga nie nadążała za pomysłem. Tu pojawia się pytanie, na ile da radę jeszcze poprawić aspekty techniczne do wykonania zagrań ‚prawie’ niemożliwych, a na ile konieczna jest realniejsza ocena sytuacji na boisku.

 

Perła na głębokiej wodzie

Dla Polaka Arsenal to doskonała możliwość rozwoju, choć zawsze w takiej sytuacji pojawi się pytanie, czy przeskok to nie za duży. W normalnych okolicznościach trafniejszym wyborem byłby pewnie HSV, gdzie sytuacja zmusza Zinnbauera do poszukiwania nowych rozwiązań, wobec czego zapowiedział on, że będzie stawiać na młodzież. Arsenal to jednak klub, dla którego ściąganie „diamencików” to normalna polityka. Jeśli Bielik faktycznie takim jest, z całą pewnością ma szansę otrzymać tam dobre szlify.

 

zdjęcie: sport.pl

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

  • Łukasz

    a ja powiem krótko.. nie wiem czemu ale jakoś nie porywa mnie ten chłopak.. owszem.. niezły balans ciałem, długie podanie na całkiem fajnym poziomie, niezly w odbiorze.. technicznie też jest ok.. ale.. to wszystko.. bez szału.. nie jestem pewny czy da sobie rade.. obym sie mylił 😉

  • normi2000

    Odwrócenie się z piłką zajmuje mu bardzo dużo czasu ,rzadko przyjmuje kierunkowo.B.często ustawa się tyłem do bramki przeciwnika.W Anglii nie będzie na to czasu nawet w 5 lidze.Wykoszą i po sprawie …

  • gp

    Nie wiem, skad ten hałas wokół niego, mielismy już kilku juniorów w czołowych klubach świata, i takiego szumu medialnego nie było…

Reklama