Villareal – Real Madryt 0:2

Real Madryt zwycięstwem w meczu z Villarealem utrzymał czteropunktową stratę do liderującej Barcelony.


 

Składy

Carlo Ancelotti postawił na swój najsilniejszy możliwy skład. Wciąż niedysponowani byli obrońcy: Pepe i Coentrao. Do składu wrócili Benzema i Modrić. Na ławce pojawił się pomocnik Castilli, Sergio Akuza.

Trener Marcelino Garcia postawił na standardowe 4-4-2, z wąsko grającymi skrzydłowymi. Gospodarze musieli sobie radzić bez wciąż kontuzjowanego Jaume Costy, na lewej obronie zastąpił go przesunięty ze stopera Gabriel Paulista. Do składu wróciło kilku odpoczywających ostatnio zawodników, jak choćby Cani czy Victor Ruiz.

Analiza

W spotkaniu żadna ze stron nie była w stanie zdominować drugiej, choć to Villareal – przynajmniej w pierwszej połowie – miał więcej z gry niż bardziej utytułowany rywal z Madrytu. Już od pierwszych minut starali się narzucić swoje tempo gry. Napastnicy naciskali na Modricia i Kroosa tuż pod polem karnym Królewskich. Pomocnicy zajmowali wysokie pozycje, uniemożliwiając tym samym płynne rozegrania piłki od obrońców. W pierwszej fazie gry obronnej, Villareal stosował wysoki i agresywny pressing, z wykorzystaniem całej swojej drugiej linii – tu pomagała wysoko grająca linia defensywna, skutecznie zmniejszając Realowi przestrzeń do swobodnego utrzymywania się przy piłce.

W drugiej fazie cała drużyna cofała się głęboko na własną połowę, tworząc płaskie 4-4-2. Druga linia ustawiała się w takim miejscu, by przed linią piłki znalazła się jak największa liczba zawodników drużyny przeciwnej.  Czwórka pomocników ustawiało się wąsko, blisko siebie. Celem było zachęcenie rywala do gry skrzydłami,  by tam móc zwiększyć skuteczność swojego pressingu i tym samym szansę na odbiór piłki. Cristiano Ronaldo i Gareth Bale grali bliżej stoperów, co powodowało że w bocznych sektorach w rolę skrzydłowych wcielali się boczni obrońcy. Aktywna gra w defensywie skrzydłowych Villarealu – Caniego i Gomeza – sprawiała, że gospodarze podwajali defensorów Realu. Patrząc na pressing Villarealu na bokach, trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz.

System, który starał się wcielić w życie trener Garcia, miał jedną wadę. Aktywny pressing w bocznych strefach wymaga agresywnej gry bocznego obrońcy. Sprawia to, że często łamie on linię obrony, a to z kolei tworzy sporo miejsca za jego plecami.  Ten problem spotyka niemal wszystkie drużyny korzystające z tego systemu, z Atletico Madryt na czele. Prawdopodobnie ten błąd ustawienia był powodem, dla którego Ancelotti przesunął Bale’a bliżej stoperów. Dlatego tak ważna była gra Bruno, który w momencie opuszczania pozycji przez bocznego obrońcę, wchodził we wspomnianą lukę.  Miejsce w środku asekurowała wąska gra bocznego pomocnika. Gospodarze mogli w ten sposób upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: gra Bruno zapobiegła „omijaniu” bocznego obrońcy, a „positioning” bocznego pomocnika powstrzymywał środkowych pomocników Realu od wejść w pole karne z drugiej linii.

Grę ofensywną Villareal opierał o dwie rzeczy: bocznych obrońców dających szerokość ich atakowi pozycyjnemu oraz o zmiany stron gry.  Obie były efektem tego samego czynnika – pasywnej obronie w bocznych sektorach.  Real stara bronić się w systemie 4-4-2, choć w tym meczu bardziej próbowali nie zmieniać ustawienia po stracie piłki. Ronaldo gra głębiej niż zwykle i odcinał stoperów od podań do bocznych obrońców, podobnie Bale. Jednak po ominięciu pierwszej linii Realu, całość gry obronnej spoczywał na środkowych pomocnikach – musieli w trójkę kontrolować całą szerokość boiska. Dlatego bardzo dużo miejsca do gry mieli boczni obrońcy Villarealu. Ułatwiała to wąska gra skrzydłowych, którzy grając bliżej środkowych pomocników odciągali uwagę od zawodników przy liniach bocznych.  Boczni defensorzy Realu mieli dwa wyjścia: założyć wysoki pressing na bocznych obrońców rywala, tworząc lukę za swoimi plecami lub zostać w linii i skoncentrować się na obronie przed własnym polem karnym. Oba rozwiązania były złe. Pierwsze wyjście powodowało, że przestrzeń za plecami Marcelo czy Carvajala zajmował któryś z napastników Villarealu, stając się skrzydłowym. Wówczas skrzydłowi Cani lub Gomez z drugiej linii wchodzili w linię ataku, wprowadzając konsternację w grę obrońców Realu. Natomiast drugie rozwiązanie sprawiało, że gospodarze mogli przeciągnąć na jedną stronę środkowych pomocników, by następnie przenieść grę na drugą stronę i tam stworzyć tam jeszcze groźniejszą sytuację. Poza tym pozostanie w linii obrońcy i tak powodowało, że został on podwajany.

Gdy boczni obrońcy Villarealu dostawali piłkę gdzieś na wysokość pola karnego zwykle dośrodkowywali piłkę lub zagrywali mocne podania w pole karne do wchodzących z drugiej linii wspomnianych skrzydłowych.  Z dośrodkowaniami Real też miał problem. Przeważająca ich liczba posyłana była nie na głowy napastników, a do nogi. W momencie dośrodkowania futbolówki napastnicy stali blisko Ramosa czy Varane’a.  Przed otrzymaniem podania często wykonywali ruch do tyłu, gubiąc w ten sposób krycie i stając przed szansą na zdobycie bramki.

Zaangażowanie w grę ofensywną bocznych obrońców Villarealu, a także wysokie pozycje zajmowane przez środkowych pomocników dawały dużo miejsca na kontrataki Realu. Można przewidywać, że wyższa pozycja Bale’a i głębsza Ronaldo, miały na celu zwiększyć szybkość przejścia z obrony do ataku podczas kontry.  Zawodnicy gospodarzy stosowali jednak bardzo wysoki pressing po stracie, zwłaszcza w strefie, w której stracili piłkę. Jedynie Ronaldo był w stanie utrzymać się przy futbolówce pod pressingiem, ale często brakowało mu możliwości podania do kolegów. W meczu jednak tylko jedna kontra udała się Realowi – ta po której padła bramka na 2:0.

Większość kontr kończyła się spowolnieniem akcji i mozolnej budowie ataku pozycyjnego. Miało to swoje dobre strony. Kontrataki Realu kończyły się wysoko pod bramką rywala, wtedy następowało wycofanie piłki. Automatycznie atak pozycyjny rozpoczynał się wyżej niż zwykle. Żółci musieli się cofnąć głęboko, czasem w pole karne. To z kolei powodowało, że Królewscy mieli więcej miejsca do budowania akcji. Głęboko pozycje zajmowane przez graczy gospodarzy zachęcały do bardziej ofensywnej gry również tych zawodników Realu odpowiedzialnych za grę defensywną. W tych momentach spotkania Blancos mogli zdominować rywali, zwiększyć liczbę piłkarzy w centrum boiska – stąd też bramka Luki Modricia.

Wąska gra Villarealu była wodą na młyn dla Królewskich. Real znany jest ze świetnych zmian stron gry – tu uwydatnia się rola Kroosa. Jest on głównym decydentem w sprawie, w którym kierunku idzie akcja. Gdy Niemiec dostaje piłkę, momentalnie odwraca się z piłką i wykonuje podanie w drugą stronę. Im dłużej trwał mecz, tym więcej miejsca miał – napastnicy gospodarzy rzadziej uczestniczyli  w grze obronnej. Długie zagrania były o tyle ważne, że przy węższym ustawieniu, więcej miejsca mieli boczni obrońcy. Dzięki temu Real mógł sprawnie omijać podwajanie Carvajala czy Marcelo, tworząc pojedynki 1 na 1 z bocznymi obrońcami drużyny przeciwnej.

Podsumowanie

Podczas całego spotkania żadna z drużyn nie była w stanie przejąć inicjatywy. Oba zespoły miały swoje okazje, choć nie da się ukryć, że więcej z gry mieli piłkarze z Villarealu. Byli lepiej zorganizowani, zarówno w ataku , jak i obronie. Stara prawda piłkarska mówi jednak, że nie wykorzystane sytuacje lubią się mścić. Tak było i tym razem. Prawda jest też inna: to był kolejny mecz Realu w tym sezonie, w którym wynik jest lepszy od gry.

 

 

Rafał Gomuła
W przerwach między meczami, oglądam filmy. Między oglądaniem filmów, oglądam mecze. Na Twitterze: @gomrav

Reklama