Real Madryt – Elche 5:1

W ramach piątej kolejki Primera Division, Królewscy zmierzyli się z szesnastą drużyną poprzedniego sezonu, Elche.


 

Ustawienia

Do pierwszej jedenastki Realu wrócił niedawno kontuzjowany Dani Carvajal. Poza nim nadal niezdolny do gry jest Portugalczyk Pepe, dlatego Varane wyszedł od pierwszej minuty już w drugim spotkaniu z rzędu.  W drugiej linii Ancelotti postawił na rzadziej grającego w tym sezonie Asiera Illaramendiego oraz Isco. Pierwszy raz w tym sezonie na ławce spotkanie zaczynał Karim Benzema.

Goście również przemeblowali jedenastkę. Na ławce usiedli obrońcy: Enzo Roco i Damian Suarez. Trener Fran Escriba do składu desygnował za to Victora Rodrigueza, który zastępując  Faycala Fayra, stworzył parę napastników razem z Brazylijczykiem Jonathasem.

Pressing Elche

Już od pierwszych minut Elche zaskoczyło Real intensywnym pressingiem. Nie wysokim, bo kończył się w okolicach środkowej linii, a nawet głębiej, ale intensywnym i agresywnym. Goście postawili na wysoką linię obrony. Kibice na Santiago Bernabeu mogli mieć dejavu z meczu z FC Basel. Wówczas podopieczni Paulo Sousy również ostro skracali pole, co skończyło się koszmarnie, bo Real rozniósł Szwajcarów 5-1. Różnica między tamtym spotkaniem, a tym wtorkowym jest taka, że Elche postawiło również na aktywny pressing w środku pola.

Biało-zieloni bronili się w standardowym ustawieniu 4-4-2.  Kluczem do sukcesu była kompatybilna współpraca całego zespołu, również napastników.  Dzięki wysoko ustawionej defensywie, cała drużyna grała wyżej, zmniejszając tym samym przestrzeń do spokojnego rozgrywania piłki.  Do pressingu podłączali się napastnicy, często naciskając na głębiej ustawionych: Kroosa i Illarę. Podczas próby rozegrania przy udziale bocznego obrońcy, jeden z atakujących (zwykle Rodriguez) schodził do boku, podwajając lub potrajając zawodnika będącego przy piłce.Ważnym elementem tu była agresja w grze, zwłaszcza w odbiorze piłki. Goście błyskawicznie doskakiwali do piłkarzy Realu, niejako ustawiając sobie przeciwnika.

Jednak determinującym grę Realu  w pierwszej połowie czynnikiem była niewielka przestrzeń między pomocnikami a obrońcami Elche, czemu służyła owa wysoka obrona. Dzięki temu Real był zmuszony do mozolnego budowania ataku pozycyjnego przez serię krótkich podań w szerz boiska. Brakowało, kluczowej w meczu z Deportivo, penetracji boiska. Poniższa grafika dobitnie pokazuje minimalną liczbę podań za 30-35 metr od bramki. Widać wiele krótkich podań w środku boiska, nie przynoszący zresztą dużych korzyści oraz próba akcji oskrzydlających, ale daleko pod linią boczną.

elche

Atak pozycyjny Realu

Roszady w składzie Ancelottiego sprawiły, że grze ofensywnej Królewskich pojawiły się nowe rozwiązania w konstruowaniu ataku pozycyjnego (Real dominował w posiadaniu piłki 64% do 36%).  Blancos co prawda wyszli na boisku w swoim tradycyjnym ustawieniu 4-3-3, ale podczas organizacji ataku pozycyjnego przypominali coś na kształt 4-2-2-2.

Tym razem rolę zawodnika pomagającego w rozegraniu stoperom przyjął Asier Illaramendi. Kroos grał nieco wyżej, dawał możliwości rozciągnięcia drugiej linii Elche, czasem podłączał się pod akcje zaczepne. Isco nieustannie zbiegał na lewą stronę boiska, próbując rozciągnąć drugą linię gości. Grał wyżej od dwójki swoich kolegów ze środka pola, choć często cofał się w głąb pola, pomagając w rozegraniu piłki. Gdy Real stosował pressing , Isco wcielał się w rolę lewoskrzydłowego i napierał na prawego defensora gości. Po drugiej stronie stacjonował James Rodriguez. Z Elche nie pokazał swoim najwyższych możliwości – Kolumbijczyk grał wąsko, mimowolnie schodził z piłką do środka pola, już mocno zagęszczone przez gości. Taka gra nie premiowała samego Jamesa, ale za to otwierała szansę dla Daniego Carvajala. Hiszpan jednak sobie we wtorek nie pograł – grający na lewym skrzydle Coro, niemal indywidualnie krył Daniego, nie pozwalając mu na rozwinięcie skrzydeł. Najwyżej na boisku grał Gareth Bale. Walijczyk nie zaliczy jednak spotkania do udanych.  W Realu tylko… Keylor Navas miał mniej kontaktów z piłką. Eksperymentu z Bale’m w środku ataku nie wolno jednak spisywać na straty –  z Deportivo był efektywniejszy, dzięki jego zejściom z linii ataku w głąb pola, dając nowe możliwości zagrania piłki. Z Elche to nie wypaliło, obrońcy grali blisko pomocników, a Bale utknął gdzieś między nimi, nie bardzo wiedząc, jak odnaleźć się w nowej sytuacji.

Szanse Elche

Biało-zieloni w meczu z Realem nie koncentrowali się wyłącznie na defensywie, ale też potrafili skutecznie i sprawnie wyprowadzić groźny kontratak. W momencie odbioru piłki przez któregoś z zawodników Elche, jeden z napastników cofał się po piłkę (zwykle był to Victor Rodriguez), drugi ustawiał się nieco wyżej. Po przejęciu futbolówki obaj skrzydłowi – Coro i Rodrigues – wykonują sprint w linii prostej, czekając na pełnej szybkości na zagranie piłki. Dzięki aktywnej grze w defensywie Rodrigueza, jest on blisko pomocników, gotów w każdej chwili wyprowadzić akcję. Kontry Elche składały się zwykle z 3-4 podań.  Po przejęciu i zagraniu do Rodrigueza, ten ma dwa wyjścia. Zagrać za plecy bocznego obrońcy do wychodzącego na wolne pole skrzydłowego – tak padła kontra, w której Marcelo musiał ratować się faulem tuż przed polem karnym. Drugie wyjście to bliższe podanie do drugiego napastnika. To rozwiązanie było stosowane, by zmienić stronę wyprowadzania kontrataku lub gdy boczny obrońca zdążył wrócić na swoje miejsce. Dalej to improwizacja. Chodzi o to, by jak najszybciej i jak najmniejszą ilością podań przetransportować piłkę w pozycję, z której możliwe będzie oddanie strzału.

W momencie otrzymania piłki przez Rodrigueza, najgłębiej ustawiony w drugiej linii Illara, próbował pressingiem zmusić rywala do spowolnienia akcji do czasu, gdy wróci się reszta drużyny.  Takie duszenie kontr Elche w zarodku nie skutkowało (Rodriguez uciekał spod pressingu, był zwrotniejszy), a Real zmniejszał liczbę swoich graczy będących przed linią piłki, mogących powstrzymać pędzących rywali.

Druga połowa

W drugiej połowie gra gości uległa zmianie. Zdecydowanie cofnęli się, skupili na obronie środka boiska, zachęcając Real do gry skrzydłami. Gra Realu opierała się na dwójkowych akcjach: po lewej Isco-Marcelo, po prawej James-Carvajal. Więcej z gry miał też Cristiano Ronaldo, który szukał gry na bokach, starając się wspomóc osamotnionych kolegów.  Grę Realu w drugiej połowie może podsumować statystyka – w samej drugiej części gry wykonali 14 dośrodkowań (nie licząc tych ze stałych fragmentów gry), ledwie 4 z nich były celne.

Obie drużyny w drugiej połowie odpuściły z pressingiem. Królewscy kilkukrotnie zapraszali gości na własną połowę, Elche nie radziło sobie z dłuższym utrzymaniem przy piłce, brakowało ruchu w środku pola, boczni obrońcy z rzadka podłączali się pod akcje zaczepne.

Podsumowanie

Królewscy mieli w tym meczu sporo szczęścia, nie często mecz układa się im tak jak ten wtorkowy. Elche miało pomysł na siebie, zawodnicy skutecznie się bronili, potrafili co jakichś czas wyprowadzać groźne ataki – czego więcej się spodziewać po drużynie, która do samego końca broniła się w zeszłym sezonie przed spadkiem z La Liga. Błędy indywidualnie rywali plus kuriozalne decyzje sędziego sprawiły, że Królewscy już do przerwy prowadzili 3-1. Cóż, najważniejsze są trzy punkty i wysokie zwycięstwo – o grze Realu za kilka tygodni nikt już nie będzie pamiętał.

 

Rafał Gomuła
W przerwach między meczami, oglądam filmy. Między oglądaniem filmów, oglądam mecze. Na Twitterze: @gomrav

Reklama