The man who COULD silence Wembley…

Po meczu niestety już wiemy, że słowo „can”, użyte w nagłówku jednego z artykułów Daily Mirror przed meczem Anglia – Polska można, już po meczu, zamienić formą tego słowa w czasie przeszłym, czyli „could”.  Dziennikarze nie mylili się, rzeczywiście Robert Lewandowski mógł uciszyć Wembley (choć akurat to Wembley z wtorku przypominało bardziej Stadion Narodowy w Warszawie). I to nie raz.  Dlaczego zatem tego nie uczynił? W tym akurat spotkaniu nie mógł winić partnerów, źle dogrywających, bądź wcale nie dogrywających mu piłki. Wydaje się, że wskazywanie tego właśnie, jako przyczynę nieskuteczności Lewego w kadrze jest zbyt proste. W całych bowiem eliminacjach napastnik BVB miał sporo okazji, żeby trafić do bramki rywali.


Założenia, czy samowolka Lewandowskiego?

Polacy grali w ustawieniu przypominającym 1-4-4-1-1, co widać na grafice poniżej. Lewandowski tym razem, po eksperymentach z Zielińskim, Majewskim, Klichem, miał za plecami Adriana Mierzejewskiego, który we wtorkowy wieczór całkiem nieźle wywiązywał się z zadania obsługiwania Lewandowskiego podaniami. Lewandowski nie angażował się w grę w defensywie, czynił to tylko wtedy, kiedy musieliśmy bronić przy stałych fragmentach gry dla Anglii. Wówczas w pole karne i jego okolice wracali wszyscy, a Robert zajmował miejsce na bliższym słupku bramki.

4-4-1-1

Niestety, Adrian Mierzejewski, ale także inni nasi piłkarze nie mogli zbyt często dograć w pole karne do naszego napastnika ze względu na fakt, że naszego asa z Dortmundu w polu karnym po prostu nie było.   Oglądając spotkanie, można było odnieść wrażenie, że Robert Lewandowski nie jest napastnikiem, a skrzydłowym, ewentualnie środkowym pomocnikiem. Przebywał na swojej pozycji najczęściej, kiedy broniliśmy bramki przed atakami rywala, natomiast w wielu akcjach był po prostu spóźniony, zbyt daleko się wycofywał, po czym miał problem, by nadążyć za akcją i skutecznie ją wykończyć w szesnastce. Zdecydowaliśmy się pokazać kilka takich sytuacji, ponieważ ten błąd pojawiał się w każdym meczu tych eliminacji.

Tak właśnie było w sytuacji pokazanej na kolejnej planszy.  Lewandowski chwilę wcześniej pokazuje się w środku pole, zgrywa krótko piłkę, która później wędruje na skrzydło, do Mierzejewskiego. Lewy co prawda pędzi w pole karne, ale jest zbyt daleko, by zdążyć zająć swoją pozycję. Pomocnik Trabzonsporu nie może wstrzelić piłki pomiędzy linię obrony a bramkarza, gdzie powinien być Robert. Szuka go i ostatecznie zagrywa mu piłkę ale do narożnika szesnastego metra. Tam Lewandowski uwikłał się w pojedynek z trzema rywalami, którzy blokują jego strzał. W miejsce Lewandowskiego nie wbiega też Błaszczykowski i akcja kończy się niepowodzeniem.

Lewy poza PK

Lewandowski był także w środku. Oczywiście nie było wtedy zawodnika, który zajął by jego miejsce i absorbował stoperów Anglii. Kolejna taka sytuacja pokazuje, jak łatwe życie mieli we wtorek Cahill i Jagielka. We wskazanej sytuacji Robert próbuje rozgrywać piłkę z głębi pola, 40 metrów od bramki rywala, gdzie nie jest żadnym zagrożeniem dla Anglików. Na jego pozycji znów nie ma kogoś, kto zajmie uwagę stoperów, którzy beztrosko mogą obserwować pozycyjny atak naszej reprezentacji.

Lewy z boku

 

 

I znów to samo… Robert pokazał się na skrzydle, wrzucającemu piłkę  z autu Celebanowi. Pozostawił przy tym mnóstwo miejsca przed polem karnym a oczywiście żaden kolega nie wbiegł w jego strefę.

Lewy schodzi przy aucie

Sytuacja z drugiej połowy. Aut dla Polski, do linii zbiega Peszko i…Lewandowski. Peszko zgrywa piłkę głową w kierunku środka boiska, spodziewając się , że przebywa tam Robert. Niestety, Roberta tam nie ma, zatem znów Anglicy są przy piłce, którą oddaliśmy im za darmo.

Aut, Peszko zgrywa

Ciekawe, czy to, żeby Robert grał nieco niżej, pokazywał się do niemal każdej piłki wynika z nakreślonej w ten sposób taktyki przez Waldemara Fornalika, czy jednak z samowolki napastnika Borussii, który za wszelką cenę chciał zdobyć w tym spotkaniu bramkę, przełamać się i pokazać na wyspach? Wolimy chyba wierzyć, że za taki stan rzeczy odpowiadała ta druga opcja.

Dużo siły, niewiele precyzji

Duży plus należy się Lewandowskiemu za nieustępliwość, ambicję, walkę, zaangażowanie, czyli wszystko to, o brak czego był podejrzewany w ostatnich meczach. Lewandowski, jak widać na grafice poniżej, asekurował, kiedy było to konieczne skrzydłowych (w tym przypadku Sobotę), wracał i próbował odzyskać każdą straconą piłkę. Szczególnie na początku meczu Robert starał się atakować środkowych obrońców Anglii, utrudniając im rozegranie piłki. Dowodem na waleczność może być chociażby sytuacja z pierwszej części, kiedy  Robert wrócił do środka i zabrał piłkę Gerrardowi, podciągnął w kierunku pola karnego i zagrał (niestety niecelnie) do Błaszczykowskiego.   I to właśnie ilość niecelnych podań budzi sporo zastrzeżeń. O ile Lewandowskiemu nie można odmówić zaangażowania, o tyle 8 niecelnych podań  (wszystkich miał 18) w meczu nie może cieszyć. Tym bardziej, że były to zagrania ważne, jak to do Kuby we wspomnianej kontrze, czy jeszcze dwukrotnie w innych sytuacjach także do partnera z wicemistrza Niemiec. Wszystko w jego grze wyglądało dobrze, do momentu podania.

asekuracja Soboty

Rożny na Roberta

Warto zwrócić uwagę na wykonanie przez naszą drużynę narodową rzutów rożnych, w których Lewandowski był kluczowym ogniwem. Piłki wrzucane z rzutu rożnego przeważnie przez Mierzejewskiego  adresowane były na głowę naszej „9”. W polu karnym było najczęściej czterech naszych zawodników, z czego trzech z nich wbiegało na bliższy słupek bramki zabierając ze sobą kryjących ich rywali, a Lewandowski czekał na dalszym słupku. Niestety, był dobrze pilnowany i zagrożenia po stałym fragmencie gry nie stworzyliśmy, jednak na uwagę zasługuje fakt rozegrania właśnie w taki sposób rzutu rożnego.

Rz. rożny w OFE

Obsługa Lewego

Podania do LewegoJak już wspomniano wcześniej, Adrian Mierzejewski dobrze wywiązywał się z zadania obsługiwania Lewandowskiego podaniami, co niestety czasem utrudniał mu sam bohater tej analizy, przebywając poza światłem bramki, lub w ogóle poza polem karnym. Pomocnik Trabzonsporu podawał 9 razy w całym meczu do Roberta, w tym dwukrotnie niecelnie. Sporo w tym elemencie gry wniósł po wejściu Mateusz Klich, który w ciągu drugiej połowy także dziewięć razy zagrywał do napastnika z Dortmundu i podobnie, jak Mierzejewski – dwa razy robiąc to niecelnie. Czterokrotnie Lewego podaniem obsługiwali Krychowiak (3 niecelne), Sobota (1 niecelne), a także Wojtkowiak (1 niecelnie podanie). Tylko dwa razy do Roberta zagrywał Błaszczykowski, ale nie były to podania kluczowe, otwierające drogę do bramki. Częściej to nasz napastnik szukał przed polem karnym i  w nim skrzydłowego BVB, jednak tylko na poszukiwaniach zwykle się kończyło. Na grafice widzimy, w których miejscach Lewandowski otrzymywał podania od partnerów. Wszystkie niemal podania w pole karne, kiedy Lewandowski był  w świetle bramki, były niecelne. Mało było zagrań prostopadłych, sporo natomiast piłek Lewy dostawał na skrzydle, bo tam niestety był bardzo często.

Liczby Lewego

Pisaliśmy już o ilości (zbyt dużej) niecelnych podań w tym meczu, których Lewandowski miał aż 8. Teraz popatrzmy na inne statystyki.

Zacznijmy od najważniejszej dla napastnika, a więc od ilości sytuacji bramkowych. Tych Lewandowski miał aż 4, każdą mógł zakończyć zdobyciem gola. Nie zrobił tego ani razu, a tego właśnie powinniśmy wymagać od zawodnika takiej klasy. Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy przypuszczać, że w meczu Borussii przynajmniej jedną sytuację by zamienił na gola. O tym, z czego wynika ta różnica napisano już wiele, nikt jednak odpowiedzi jeszcze nie znalazł.  Brak skuteczności można zarzucić napastnikowi także w poprzednich meczach eliminacyjnych. Za to duży minus dla Roberta.

Straty. Zdecydowanie zbyt dużo, bo aż 6 i niestety, należy dodać, że wynikały ze zbyt biernej gry Lewandowskiego w przyjęciu. Często był wyprzedzany, dobrze przepychany przez angielskich defensorów.

Pojedynki 1×1. Atut Lewandowskiego w tym meczu atutem nie był. Napastnik Borussii Dortmund wygrał 10 takich starć (6 na podłożu, 4 w powietrzu), przegrał aż 8 (4 na podłożu i 4 w powietrzu). I to właśnie w walce o górne piłki, głową ustępował zbyt często reprezentantom Anglii.

Ocena

Napastnika ocenia się za zdobyte bramki. Biorąc pod uwagę ilość sytuacji bramkowych w tym meczu Roberta Lewandowskiego, nie może to być ocena bardzo dobra. Dodając do tego ilość strat, niecelnych podań, stawianie 4 byłoby trochę naciągane. Ilość przegranych pojedynków 1×1 nie pozwala też ocenić tego występu na 4 z minusem. Jednak za ambicję, dochodzenie  do sytuacji bramkowych, asekurację, dobrą grę ciałem, chęć otrzymania piłki, bez wyrzutów sumienia oceniamy ten występ na 3 z plusem, choć bardzo byśmy chcieli, żeby przepowiednia dziennikarzy Daily Mirror jednak się spełniła…

Bartosz Ksepka
Fan taktyki szczegółowej. Mecz bez zapisywania ilości strat, podań, czy pojedynków 1x1 jest dla niego meczem straconym. Czynny zawodnik, z występami na centralnym szczeblu rozgrywek na koncie. Wykorzystuje uprawnienia instruktora piłki nożnej w praktyce poprzez pracę z dziećmi.

Reklama