Zagłębie – Lech 0-0: rozczarowanie rozczarowań

zaglebie lech2


Pojedynek największych rozczarowań tego sezonu rozczarował. Naprzeciwko siebie stanęły dwie drużyny niemające jakiejkolwiek koncepcji rozmontowania szeregów przeciwnika. Stąd składnych akcji było jak na lekarstwo, dominowała gra środkami prostymi, ale mało efektywnymi.

Adam Buczek jako szkoleniowiec Zagłębia nie zaczął swoich rządów od rewolucji. Nastawienie gospodarzy było w tym spotkaniu bardzo zachowawcze, nie angażowali oni zbyt wielu zawodników w swoje akcje ofensywne.  Ataki starali się konstruować szybko, ale bezpośrednie przenoszenie piłki w strefę ofensywną przy równoczesnym braku wsparcia dla adresata przynosił tylko straty. U Lecha, mimo większej ilości prób rozmontowania rywala krótszymi podaniami, nie brakowało i zagrań dłuższych na pracowicie biegających, ale zbyt odległych w stosunku do gracza z piłką zawodników.

Od początku spotkania Lech był zespołem aktywniejszym, stosował dość wysoki pressing, często odzyskując piłkę na połowie rywala. W momencie jednak kiedy to następowało, nie byli w stanie wystarczająco szybko przejść do ataku, zawodnicy często było skupieni na małej przestrzeni i szersze rozegranie nie było możliwe, Zagłębiu udało się zamykać rywala w jednej strefie i zmuszać do wycofywania piłki i rozpoczynania powolnego ataku pozycyjnego.

Tutaj Lech bardzo mocno forsował grę środkiem. Mimo, że Zagłębie bardzo mocno zagęszczało centrum, wiele razy poszukiwano rozegrania pomiędzy szeregami rywala. Celność podań i skuteczność takich dryblingów była jednak bardzo niska. Także strzały z dystansu zatrzymywały się na rywalach. Stosunkowo rzadko Lech próbował  przenoszenia ciężaru gry na mniej przeciążone strefy, pomimo pracowitego podłącz

ania się pod akcje Ceesaya na prawej stronie. Sporą część akcji flanką udało się kończyć dośrodkowaniami, ale celność takich zagrań (często zresztą granych bez mierzenia, „na alibi”) była znikoma.

Innym wariantem była próba wyciągania obrony Zagłębia ruchem środkowych atakujących Lecha na skrzydło, po czym zbieganie z piłką z flanki i szukanie strzałów lub podań pomiędzy defensorów. Przy bardzo gęstej grze gospodarzy z tyłu takie akcje nie przynosiły jednak żadnego powodzenia.

Zagłębie teoretycznie było nastawione bardziej na kontry. Próby odbioru powyżej linii środkowej boiska były bardzo rzadkie, dominowały długie piłki bezpośrednio z linii obrony w kierunku Woźniaka i Przybeckiego. Nawet jednak jeśli zagrania tego typu były celne, inni zawodnicy nie nadążali ze wsparciem, zmuszając ofensywnych graczy gospodarzy do szukania (bez powodzenia) indywidualnych akcji. Próby przedzierania się skrzydłami wyglądały analogicznie jak u Lecha a ich rezultatem były nieprzygotowane i niecelne wrzutki.W pierwszej połowie z tego chaosu nie wyłoniło się zupełnie nic. Na drugą część zawodnicy obu drużyn wyszli nieco bardziej zdeterminowani, choć koncepcji dalej brakowało. Lechowi nadal udawało się zamykać Zagłębie, choć gospodarze, zwłaszcza po zejściu Jeża i wprowadzeniu w jego miejsce Kwieka poprawili nieco rozegranie akcji. Sporo dynamiki na skrzydle wniósł również Abwo.  Analogicznie bardzo pracowicie w ofensywie operował Henriquez. Choć musiał operować na nienaturalnej dla siebie pozycji, kilka razy udało mu się rozciągnąć defensywę gości, jednak podobnie jak przez całe spotkanie brakowało kluczowych podań.  62% posiadania piłki przełożyło się tylko na trzy strzały.

W ostatnich minutach trener Rumak postawił na bardziej bezpośrednie podejście i wpuścił na boisku Ślusarskiego, szukając długich piłek. Ich liczba wzrosła w przeciągu meczu do 32, także dzięki granym niemal wyłącznie na długi słupek dośrodkowaniom z rogów.

Zdobywając punkt, Zagłębiu udało się opuścić ostatnie miejsce w tabeli, jednak przed trenerem  Buczkiem daleka droga do nadania drużynie jakiegokolwiek stylu i oblicza. Lech, choć potrafił zdominować rywala, nie znalazł pomysłu na przedarcie się przez jego zmasowaną, choć i chaotyczną defensywę. A problem w tym, że Żalgris w Poznaniu zagra podobnie.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

  • Wojtek

    W skrócie – ZL taktyka „Dzida do Miłosza.”. Lech – „w bramce ręcznik Gliwa – strzelamy z 40m”. 😉

Reklama