Legia 1-0 Lech: rzut karny rozstrzyga losy mistrzostwa Polski

Wyjściowe formacje


Legia pokonała Lecha najmniejszą różnicą bramek i na ostatniej prostej rozgrywek odskoczyła Poznaniakom na pięć punktów.

Jan Urban zgodnie z przewidywaniami posadził na ławce Miroslava Radovica. Ljuboja został odsunięty od drużyny, więc znalazł się poza meczowym składem.

Mariusz Rumak nie mógł skorzystać z usług kontuzjowanego Alexandra Toneva. Jego miejsce na lewej flance zajął Mateusz Możdzeń.

Obaj trenerzy wystawili swoje ekipy w formacjach 4-4-1-1.

Legia przez większą część spotkania była zespołem lepszym. Warszawiacy zlokalizowali słaby punkt Lecha i uderzali w niego przez całe spotkanie. W konsekwencji wywalczyli rzut karny, który na zwycięską bramkę zamienił Ivica Vrdoljak.

Blok defensywny Lecha

Nastawienie Poznaniaków było dość defensywne. Cała drużyna ustawiała się na swojej połowie, próbując zminimalizować miejsce, które Legia mogłaby wykorzystać do rozegrania piłki. Piłkarze Rumaka próbowali postawić zaporę składającą się z dwóch linii po czterech piłkarzy. Udawało się to rzadko i tylko dopiero w okolicach własnego pola karnego. Wówczas jednak blok obronny Lecha był zbyt wąski. Goście zostawiali szczególnie dużo miejsca na swojej lewej stronie, które często atakował Bereszyński. Legia nie przerzucała może strony przesadnie często, natomiast na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że dostosowanie bloku obronnego do szybkich zmian flanek sprawiało Lechitom problemy.

Różnice w sposobie obrony pierwszej linii

Legia zdominowała posiadanie od samego początku, jednocześnie uniemożliwiając Poznaniakom wymianę kilku podań. Zadecydowała różnica w sposobie gry pierwszych linii obu drużyn. Podczas gdy skrzydłowi Legii pilnowali Ceesaya i Henriqueza, Dwaliszwili i Saganowski cofali się przed własną pomoc, tworząc tym samym przewagę 4v2 w środkowej strefie. W ten sposób środkowi obrońcy Lecha byli zmuszeni do posyłania długich piłek do przodu. Raz, gdy Lech spróbował wyjść z tej sytuacji, Murawski stracił piłkę przed własnym polem karnym, a Kosecki miał dobrą sytuację strzelecką. Ten element był dla Legii szczególnie efektywny w pierwszej połowie, kiedy gospodarze ograniczyli Lecha do jedynie 36% czasu gry przy piłce.

legiaSkrzydłowi Lecha ustawiali się natomiast dość wąsko, próbując zamknąć opcje podań do środka. Ślusarski był sam przeciwko dwóm stoperom Legii, a Hamalainen niezbyt pomagał mu w odbiorze, będąc skupionym raczej na blokowaniu środka. W ten sposób boczni obrońcy Legii zawsze mieli czas i miejsce do spokojnego rozegrania piłki, a skrzydłowi – więcej czasu i miejsca na wkręcenie bocznego obrońcy. Grafika oddaje to bardzo dobrze – Lovrencsics, Możdzeń i Hamalainen blokują dostęp do środka, ale zostawiają sporo miejsca na boku, które i Wawrzyniak i Kosecki mogą wykorzystać. Ślusarski nie robi nic – obrońcy Legii są zbyt szeroko ustawieni, jest z przodu sam, więc pressing nie przyniesie pozytywnego skutku. Poza tym, nie cofa się aby zbliżyć się do pomocy. W efekcie, Lech ma jednego bezrobotnego zawodnika – inaczej niż w Legii, gdzie obaj napastnicy (skutecznie) bronią dostępu do środka, a skrzydłowi są pozostawieni na swoich pozycjach, skąd z kolei lepiej będzie im atakować w momencie odzyskania piłki. Poza tym, boczny obrońca musi podejść do skrzydłowego, żeby nie dać mu możliwości odwrócenia się i popędzenia na niego z piłką. W takiej sytuacji odkryty jest boczny sektor, który można wykorzystać. Tak zrobili Dwaliszwili i Saganowski, a Kucharczyk powinien zdobyć bramkę.

Problemy Lecha z obroną skrzydeł

Oba powyższe czynniki sprawiły, że Lech bronił się dość chaotycznie. Dobrze oddaje to sytuacja, w której Bereszyński wyciągnął Henriqueza pod linię boczną i zagrał do Kucharczyka na miejsce, które Panamczyk opuścił. W ostatniej chwili pędzący z daleka Możdzeń zablokował dośrodkowanie Legionisty. Sam Możdzeń dostał w końcu pierwszą żółtą kartkę, ale jeszcze wcześniej kartki otrzymali i Ceesay i jego zmiennik, Kędziora. W końcu Możdzeń faulował Koseckiego, czym zmusił sędziego do podyktowania rzutu karnego. Cztery sytuacje kartkowe, trzech ukaranych piłkarzy, wszyscy grający nominalnie na skrzydle. Wniosek nasuwa się jeden.

Strategia Lecha dziwi tym bardziej, że w rundzie jesiennej  Legioniści zdewastowali Lecha również dzięki skrzydłom, a konkretnie dzięki lewej flance. Dziś grający jako lewoskrzydłowy Kosecki trzykrotnie „ukarał” Lechitów kartkami, wypracowując jednocześnie decydujący rzut karny.

Bartosz Gazda
Największe odkrycie scoutingowe Ojca Założyciela. Wypatrzony na swoim malutkim blogu traktującym o taktyce w Serie A, dziś pisze o piłce na krotkapilka.pl i olemagazyn.pl.

  • czapski

    Fajna analiza. Ustawienie Rumaka o tyle dziwi, że on czasem broni niskim 4-4-2 z dobrymi efektami, obrona 4-4-1-1 to przy sprawnych pilkarsko obrońcach marnowanie jednego zawodnika, jak słusznie wskazałeś.

  • luk

    moje obserwacje z trybun były podobne (choć oczywiście znacznie prostsze). lech idzie w środek, dzięki czemu zostawia nam skrzydła. ataki niesmiałe, oparte głównie na dwóch – trzech graczach. jedyne realne zagrożenie mogły stanowić stałe fragmenty gry. to wszystko plus gra na czas lechitów w zasadzie od początku meczu pokazuje, ze lech przyjechał wystraszony i grał na remis. jesienne lanie z poznania zostało lechitom w głowach.

Reklama