Taktyczny miniprzegląd Ekstraklasy: 18 kolejka

Zgodnie z noworocznymi obietnicami, w tym roku mamy za cel w szerszym zakresie analizować rodzimą Ekstraklasę. Mamy nadzieje, że będzie się ona pojawiać na naszych łamach częściej, tak samo jak i my coraz częściej będziemy gośćmi na poszczególnych stadionach, by móc z bliska uchwycić to, czego nie złapią kamery i obserwatorzy telewizyjni. W tym tygodniu inaugurujemy miniprzegląd ekstraklasy, gdzie w pigułce będziecie mogli poczytać o najciekawszych taktycznie wydarzeniach z ostatniej kolejki Ekstraklasy . Póki co w skromnym, trzymeczowym wydaniu, mamy jednak nadzieję, że będzie się on rozrastać i spotka się z przychylnym odzewem Czytelników


Ruch 1-1 Śląsk

Klasyczne formacje 4-4-1-1 i 4-2-3-1. Oczekiwaną zmianą w składzie Śląska był brak Stevanovicia. Zastąpił go Elsner, ale płynności gry w większym stopniu to nie poprawiło. Ruch zostawiał sporo miejsca między liniami pomocy i obrony, jednak wrocławianie wykorzystywali to połowicznie. Kierowanie piłki na skrzydła przynosiło rezultat tylko wtedy, gdy otrzymywał ją Sobota, który łamiąc akcje do środka, wykorzystywał wolne miejsce. Na skrzydło schodził wówczas bardzo ofensywnie grający Ostrowski. Analogicznie jak Sobota, wolne miejsce przy golu wykorzystał Kaźmierczak. Ruch próbował odpowiadać wertykalnymi piłkami na skrzydło, gdzie schodził często Starzyński. Po opanowaniu przez niego piłki, dochodził skrzydłowy, co pozwalało na uzyskanie przewagi sytuacyjnej i dostarczenie piłki w pole karne. Było to połączone z próbą „usypiania” powolną grą zawodników Śląska, po czym uruchamianie zawodników ofensywnych jedną szybką piłką. Przynosiło to całkiem niezłe sytuacje bramkowe, jednak skuteczność w tym spotkaniu nie była mocną stroną Ruchu.

Pełną analizę tego meczu wykonaliśmy dla portalu Śląsknet pod tym adresem

Bełchatów 0-0 Widzew

Widzewiacy tym razem zaczęli od zdecydowanie bardziej ostrożnej gry, preferując prawą flankę z klasycznie wyżej grającym Broziem. Z podobnym nastawieniem wyszli na boisko również gospodarze. GKS mocno obsadził defensywne pozycje w środku pola, ustawiając swoich skrzydłowych wysoko. Oba zespoły próbowały szerokiej gry, stąd też mnożyły się dośrodkowania, mało jednak celne. Bełchatowowi przyniosło to aż 12 rzutów rożnych, ciężko jednak oprzeć się wrażeniu, że zagrożenie sami dla siebie wywoływali broniący się goście – w ich linii obronnej i bramce doszło do aż trzech zmian, co nierzadko skutkowało potężnym chaosem w polu karnym. Widzew częściej był w stanie wykreować wrzutki z gry, bardzo dobrze w bramce spisywał sie jednak Zubas. Bełchatów nadal ma duże problemy z atakiem pozycyjnym, a przy zaskakująco asekuracyjnej postawie gości, nie był w stanie stwarzać sobie sytuacji. Bez patrzenia w tabelę, można było stwierdzić, że zagrali ze sobą dwaj kandydaci do spadku, a jakakolwiek myśl taktyczna tym razem do głosu dopuszczona nie została.


Polonia 1-2 Wisła

Piotr Stokowiec postawił w tym spotkaniu na 3-4-2-1, z ciekawym rozwiązaniem na lewej stronie, gdzie Pazio i Gołębiewski często zamieniali się zadaniami i przekazując sobie nawzajem krycie grającego na flance Burligi. Z drugiej strony Tosik był znacznie bardziej usposobiony defensywnie, co pozwalało skupić się na ataku Przybeckiemu. Jego pressing na Bunozie przyniósł gospodarzom prowadzenie. Wisła w ataku miała straszyć Małeckim. Teoretycznie grał on na szpicy, chociaż nieustannie starał się schodzić na boki, uciekając spod krycia trójce obrońców Polonii. Efekt przyniosło jednak dopiero zejście głębiej, przy równoczesnym przesunięciu defensywnych pomocników wyżej. To bardziej kompaktowe ustawienie stwarzało Wiśle więcej możliwości rozegrania. Manewr Stokowca na lewej stronie też nie do końca się powiódł. Polonia straciła gola, gdy Pazio był w ofensywie, a z tyłu został przeciętny w obronie Gołębiewski. Polonia miała problemy z rozprowadzaniem piłki, po zejściu Piątka w tej roli zawodził Baran, dopiero Wszołek przywrócił grze właściwsze proporcje. Wisła w tym czasie skupiła się jednak na defensywie, przesuwając głębiej do tyłu Burligę i ograniczając możliwości ataku Polonii.

Pełną analizę spotkania znajdziecie tutaj

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama