Taktycznie na Ligę Mistrzów: Valencia

Valencia – od lat naturalny kandydat na trzecią siłę hiszpańskiego futbolu – jak dotychczas nie może zaliczyć sezonu 2012/13 do udanych. Dymisja trenera Pellegrino w pierwszych miesiącach sezonu nie zaskoczyła wielu – awans do kolejnej fazy Ligi Mistrzów był być może jego jedynym godnych chluby osiągnięciem. Przeciwko naftowym potentatom z Paris Saint Germain w 1/8 finału Valencię poprowadzi już nowy trener Ernesto Valverde.

Ilość zamiast jakości
W ostatnich latach Valencia kreuje na rzecz światowego futbolu gwiazdy najwyższej klasy. David Silva, Juan Mata, Jordi Alba, David Villa to nazwiska znane nawet mniej uważnym kibicom piłki nożnej. Część uzyskanych środków poświecona została na ratowanie dalekiego od równowagi budżetu, ale wiele wydatkowano na rozliczne transfery. W ciągu ostatnich 2,5 sezonu aż 12 zawodników za kwoty powyżej 4 milionów euro trafiło do Valencii. Mało który spełnił postawione oczekiwania, kontuzje i słaba forma mogą scharakteryzować większość z transferów. Brak jakości widoczny jest gołym okiem – trudno w obecnym składzie szukać równorzędnych następców Silvy czy Maty.


Gdzie rodziło się 4-2-3-1
Pellegrino najczęściej wystawiał formację 4-2-3-1, z której Valencia znana była w czasach, kiedy nie było to jeszcze jedno z najpopularniejszych ustawień taktycznych na świecie. Ofensywnie ustawieni boczni obrońcy (Perreira i Cissokho) zapewniali odpowiednią szerokość pola gry w ofensywie. Z dwójki środkowych obrońców Rami był tym bardziej kreatywnym i częściej inicjującym akcje ofensywne. Dwóch piwotów (Gago i T. Costa) miało wspierać blok obronny. Styl gry Valencii za Pellegrino był zdeterminowany doborem ofensywnych pomocników. Nominalną pozycję „dziesiątki” zajmował Jonas, który jest po prostu cofniętym napastnikiem, o sporym arsenale ofensywnych umiejętności, ale przeciętnej skuteczności i wahaniach formy. Rolę skrzydłowych odgrywali Guardado i Feghouli – nie można im odmówić waleczności i wytrzymałości, ale brak im technicznego błysku i kreatywności wymaganej na tej pozycji w klubie kalibru Valencii – w szczególności temu pierwszemu. W niektórych spotkaniach nominalni skrzydłowi grali bardzo wąsko, zostawiając korytarze przy linii bocznej bocznym obrońcom. 
Częsty sposób gry w ofensywie za Pellegrino  – ofensywny kwartet ustawiony wąsko przed linią obrony (za wyjątkiem Jonasa grającego często drugiego napastnika), szerokość pola gry zapewnia wyłącznie boczny obrońca Cissokho.
Szukali jednak raczej przestrzeni między liniami, a nie wcięć za linią obrony, jak to mają w zwyczaju najlepsi skrzydłowi w tego typu formacjach. Ustawienie w roli środkowego napastnika zwieńczał Soldado. Jego bramkowe osiągnięcia robią wrażenie, ale nie było przypadkiem, że trener reprezentacji Hiszpanii Del Bosque wyżej cenił Negredo. Napastnik Valencii nie jest szczególnie przydatny w innych elementach gry, nie jest aktywny w odbiorze (2 przechwyty w 20 meczach!), nie ma warunków fizycznych swojego konkurenta z Sevilli (średnio 1 wygrany pojedynek główkowy w meczu), ani szczególnego zmysłu do gry kombinacyjnej. Trzynaście dotychczasowych bramek w lidze i cztery w Lidze Mistrzów czynią jednak jego pozycję niezagrożoną.


Pellegrino czasem stosował alternatywę w postaci wariantu taktycznego zbliżonego do 4-3-3. Było to konsekwencją zmiany personalnej – najczęściej wtedy w miejsce Jonasa do składu wchodził środkowy pomocnik Banega, który uzupełniał trójkę środkowych pomocników grających relatywnie płasko. To ustawienie rodziło jednak pewne problemy – skrzydłowi Valencii nie mają predyspozycji do zajęcia pozycji bocznych napastników w ustawieniu 4-3-3, a owa trójka pomocników grała na tyle głęboko, że środkowy napastnik pozostawał izolowany i odcięty od podań.


Dwa światy
W Lidze Mistrzów styl Pellegrino dał sukces w postaci spokojnego awansu, w Primera Division wystarczyło to tylko na przeciętność, nie do zaakceptowania przez władze i kibiców klubu. Valencia była drużyną grająca długą piłką najczęściej w Lidze Mistrzów (76 na mecz – dla porównania Malaga tylko 43), – długą nie znaczy, że opartą na grze głową napastników – Valencia jednocześnie miała bardzo niską skuteczność pojedynków w powietrzu (ledwie 66 ze 163 wygranych – ok. 41%). Valencia odniosła aż 4 zwycięstwa w 6 spotkaniach, ale w statystykach mecze te były dalekie od jednostronności. Na 32 zespoły Valencia zajęła dopiero 26 pozycję w liczbie strzałów (9,5 na mecz) oraz 29 w liczbie dośrodkowań (14). Zgodnie z filozofią Pellegrino drużyna nie koncentrowała się też na wygraniu posiadania, nawet przy grze 4-3-3 (średnio 49,4%, ale trzeba wziąć pod uwagę, że wynik zdeformowały potyczki z Bayernem Monachium). Gra w destrukcji była nieźle zorganizowana, za linią piłki co najmniej 8 zawodników, dobrze czytających położenie piłki i przesuwających się formacjami. Baczni obserwatorzy Valencii w Primera Division byliby zdziwieni, ale ta drużyna nabywała też jednego ważnego waloru w Lidze Mistrzów – skuteczności.
Dobra organizacja gry defensywnej przeciwko Bayernowi – czwórka kompaktowo ustawionych obrońców na linii pola karnego oraz czwórka pomocników, których pozycja jest zorientowana na piłkę.

Jak grała Valencia Pellegrino?
Po części na wzór klubów madryckich Valencia nie była specjalnie zainteresowana dominowaniem posiadania, nawet przeciwko znacznie słabszym rywalom. Bezpieczeństwo w tyle i bezpośrednia gra do przodu, nierzadko długą piłką to był pomysł na zwycięstwo Pellegrino. Uzupełniał to znaczącą liczbą strzałów z dystansu (grzech śmiertelny w szkole barcelońskiej) oraz dobrą organizacją stałych fragmentów gry, co było szczególnie groźne wobec sporej liczby fauli w meczach Valencii – drużyna należała do tych najczęściej faulowanych (16,3 na mecz – 2 miejsce wśród 32 drużyn) i najczęściej faulujących (16,2 – 5 miejsce). W meczach ligowych taki styl gry przekładał się na sporą liczbę kartek (tylko Espanyol karany był częściej). Nie można też zapominać o rzutach karnych – żadna inna drużyna w Lidze Mistrzów nie strzeliła tylu bramek w ten sposób (aż 3 w 6 meczach). Ta tendencja była widoczna także w lidze hiszpańskiej i nawet wzmocniła się po zmianie na stanowisku trenera. Do dziś z 30 bramek strzelonych w lidze bramek Valencii, aż połowa pochodzi ze stałych fragmentów gry – żadna drużyna w Primera Division nie jest tak skuteczna przy wykonywaniu rzutów rożnych i wolnych.

Valencia Pellegrino w najlepszym wydaniu – Jonas jako drugi napastnik wchodzi w wolny korytarz między obrońcami, gdzie otrzyma 30 metrową piłkę od Guardado (słabo widoczny za grafiką wyniku) i strzeli bramkę na 1-0.

Co zmienił Valverde?
Choć najbardziej znanym rezultatem nowego trenera jest klęska 0-5 do przerwy z Realem Madryt u siebie, to wyniki ligowe wykazują generalnie znacząca poprawę i Valencia zmierza pewnym krokiem na swoje miejsce w strefie pucharowej. Valverde stosuje wręcz identyczne na papierze formacje: 4-2-3-1 czasem zamieniane w defensywne 4-3-3. Styl gry oraz kryteria selekcji są już odmienne. Valverde jest wyznawcą tradycyjnej hiszpańskiej szkoły – mniej bezpośredniego grania długą piłką, więcej cierpliwego budowania akcji od tyłu. Jedną z widocznych zmian w tym celu było przesunięcie Guardado na lewą obronę. Jego miejsce na skrzydle zajmował najczęściej filigranowy Piatti, do którego nowy trener ma wyraźną słabość. Valverde poparzył sobie jednak ręce na Realu Madryt – odważny styl gry zaowocował klęską. Wysoka linia obrony, niewprawieni w defensywnym pozycjonowaniu boczni obrońcy oraz głupie straty w wyprowadzaniu piłki to recepta na piłkarskie samobójstwo. Choć styl gry PSG jest odmienny od Realu Madryt, to bolesna lekcja na pewno wpłynie na wariant gry wybrany w Lidze Mistrzów. 

Katastrofa madrycka cz. 1 – złe ustawienie prawego obrońcy, brak pressingu w środku pola i Ronaldo wybiega na wolne pole, aby strzelić bramkę na 2-0

Katastrofa madrycka cz.2 – złe ustawienie lewego obrońcy, brak pressingu w środku pola i Di Maria wybiega na wolne pole, aby strzelić bramkę na 5-0
Rotacje
Słaba dyspozycja ligowa drużyny zaowocowała licznymi rotacjami w składzie. W szczególności w środku pomocy trudno wyróżnić podstawowych zawodników. Najczęściej w pierwszym składzie występował wszechstronny Tino Costa. Nie jest on klasycznym defensywnym pomocnikiem, a w ofensywie można mu zarzucić, że zbyt często zamiast szukać lepiej ustawionych partnerów uderza z dużych odległości (52 strzały, 1 bramka). Ustawienie Banegi obok T.Costy w systemie 4-2-3-1 nie zapewnia odpowiedniego bezpieczeństwa w środku pola. Niestety Banega także nie lubi grać zbyt wysoko, w miejscu klasycznej „10”. Żaden z trenerów nie potrafił jak dotychczas znaleźć też odpowiedniego defensywnego partnera Coście. Gago w Valencii odnajduje kolejne wymiary słów zawód i rozczarowanie, wiek Albeldy stawia nad jego rolą poważny znak zapytania, a eksperymenty z Victorem Ruizem na tej pozycji raczej nie zadowoliły trenerów. Kluczem dla sukcesu w środku pola będzie odnalezienie formy i miejsca dla Banegi. Ten nietuzinkowy piłkarz nie wrócił jeszcze do dyspozycji z czasów, gdy błyszczał w duecie z Matą – okres ten zakończyła poważna kontuzja, którą odniósł zaatakowany przez własny samochód na stacji benzynowej. Niezłe podania przeplata obecnie horrendalną liczbą strat (około 4 w meczu). Imponująca plejada przewinęła się też przez pozycję ofensywnych pomocników – od Guardado, Feghouliego i Jonasa po Vierę, Bernata i Piattiego.

Jak zagrać przeciwko PSG?
Valverde najprawdopodobniej zdecyduje się ponownie na defensywną modyfikację 4-3-3 (gdyby nie prawdopodobne wystawienie Jonasa zbliżałoby to formację do 4-5-1), względnie 4-2-3-1 z selekcją skrzydłowych jak u Pellegrino (z Guardado ponownie jako lewoskrzydłowym, co Valverde zastosował w pucharowym meczu z Realem Madryt u siebie). Zbyt duży jest potencjał ofensywny PSG, aby można było sobie pozwolić na otwarty mecz. Środek pomocy tworzyć będzie Banega, T. Costa i któryś z defensywnych pomocników – mniej prawdopodobne jest wystawienie bardziej kreatywnego Parejo. Soldado będzie wspierany przez Jonasa i Feghouliego/Piattiego.

 Skuteczność tego wariantu zależna będzie w głównym stopniu od dwóch elementów. Po pierwsze nie jest to naturalna pozycja dla Jonasa – będzie on miał prawdopodobnie tendencje do grania zbyt wysoko i centralnie podwajając Soldado. Jeżeli w ofensywie może mieć to jeszcze swoje korzyści, to w defensywie zostawi odkrytego Guardado – a to właśnie lewą obronę w ostatnich tygodniach najbardziej lubią eksploatować przeciwnicy Valencii. Valverde ceni Jonasa, ale gdyby uznał to za zbyt duże ryzyko, może wystawić na tym skrzydle Piattiego, choć ten choćby z powodu warunków fizycznych nie jest też gwarantem dobrej gry obronnej. Drugi kluczowy element to współpraca na linii Banega – Soldado. Rozgrywający Valencii lubi grać głęboko, Soldado wchodzi w linię obrońców i w efekcie może to stworzyć wolną przestrzeń 30 m, która sparaliżuje możliwość przeniesienia posiadania piłki w sektor ataku.

Zarówno Jonas i Banega to piłkarze chimeryczni. Jeżeli Valencia ma odnieść sukces przeciwko PSG, to obaj muszą wznieść się na wyżyny swoich niebagatelnych umiejętności i jednocześnie wraz z resztą zespołu rzetelnie wypełniać założenia taktyczne. Ich błysk geniuszu, skuteczne fragmenty gry oraz konsekwentna gra obronna to jedyna szansa na sukces. PSG ma skład imponujący, ale czasem, wobec zorganizowanego oporu przeciwnika widoczna jest wśród gwiazd paryżan frustracja i niecierpliwość. Dlatego cała drużyna Valencii musi być zaangażowana w grę obronną, tak aby odebrać ochotę do gry Zlatanowi i spółce – teza niespecjalnie oryginalna, ale w tym przypadku jak najbardziej prawdziwa.

Tomasz Czapiewski
Zwany roboczo Herr Doktorem. Pisze bezładnie, ale wobec zaawansowanego wieku i słabego serca niektórzy oszczędzają mu krytyki.

Reklama