Premiership: Manchester United 2-1 Arsenal

Manchester United odniósł łatwe zwycięstwo nad Arsenalem i po raz pierwszy w tym sezonie znalazł się na szczycie tabeli Premier League.


Ferguson postawił na tą samą jedenastkę, która w zeszłym tygodniu pokonała na Stamford Bridge Chelsea. Z piłkarzy podstawowego składu tylko Rafael grał w środowym spotkaniu pucharowym.

Arsenal również rozegrał mecz pucharowy w nietypowym składzie, dlatego wszyscy za wyjątkiem Giroud byli wypoczęci. Po kontuzjach do gry wrócili Bacary Sagna i Jack Wilshere. Zaliczyli swoje drugie z rzędu ligowe starty.

Uczciwie stwierdzić trzeba, że mecz właściwie nigdy nie zaczął się na dobre. Już w trzeciej minucie Van Persie wykorzystał błąd Vermaelena i zdobył prowadzenie dla United. Przebieg wydarzeń idealnie wpasował się w plan, jaki przygotował Ferguson. Nie różnił się on wiele od założeń, z jakimi United wyszli tydzień temu na murawę Stamford Bridge: ciasne ustawienie bez piłki, próba zaproszenia rywali na własną połowę, a następnie kontratak z wykorzystaniem szybkości swoich zawodników i miejsca, które zostawiała drużyna atakująca.

Potwierdza tę tezę wyjściowa jedenastka gospodarzy oraz sposób ich gry. W zeszłym tygodniu United gubili się, gdy Chelsea podkręciła tempo zawodów. Arsenalowi jednak zdecydowanie bliżej jest do hiszpańskiej szkoły gry, czyli wolnego konstruowania ataków w kombinacji z kreatywną grą bez piłki. Tego jednak piłkarzom Arsenalu zabrakło. Była to jednocześnie jedna z głównych przyczyn porażki Kanonierów.

Środek pola

W centralnym sektorze boiska mieliśmy tradycyjne 3v3. Cleverley pilnował Wilshere’a, a Cazorla zajął się Carrickiem. Piłkarze dawali sobie wzajemnie dosyć dużo luzu – nie było żadnego pressingu czy ostrej gry. Chodziło raczej o kompaktowość formacji – gospodarze w pierwszej części zanotowali aż 11 przechwytów (via @andrzejkotarski). Kluczowym pojedynkiem było dlatego starcie Rooney-Arteta.

Już na pierwszy rzut oka widoczna była zmiana pozycji Rooneya. Anglik operował dużo wyżej niż tydzień temu, przez co formacja United znacznie bardziej przypominała 4-4-1-1, aniżeli 4-5-1 użyte przed tygodniem. W ten sposób sektor Rooneya pokrywał się ze strefą, z której piłki rozdziela Mikel Arteta. Anglik krył Artetę, odcinając go od podań, a to skutecznie zaburzyło grę Arsenalu. Co prawda pozostali piłkarze środka Arsenalu byli woli, jednak Cazorla zdecydowanie lepiej czuje się grając wyżej, a Wilshere rozgrywał dopiero drugie spotkanie po 17-miesięcznej przerwie. Arsenal nie był w stanie wprowadzić piłki na połowę United.

Arteta zaliczył tylko 65 podań, żadnego kluczowego, a statystyki zdominowali środkowi obrońcy – widać wyraźnie, że piłkarzom Wengera brakowało alternatywnego planu rozegrania piłki.

Ataki United

Gospodarze atakowali tylko kilkoma zawodnikami. Podręcznikowym łącznikiem między obroną, a atakiem, tzw. transition player był oczywiście Rooney. Anglik zawsze znajdował sobie wolne miejsce, a goście nie mieli na niego sposobu. Arteta był bierny i nigdy nie śledził Rooneya. Widać zatem wyraźnie różnice w grze obu piłkarzy.

Tak jak przeciwko Chelsea, większość ataków United przeprowadzali prawą stroną. Para Rafael-Valencia dobrze zabezpieczała tyły i świetnie tworzyła sytuacje 2v1 przeciwko Andre Santosowi. Nawiasem mówiąc, to właśnie po takiej sytuacji Rafael dorzucił piłkę, która skończyła się bramką. Przyczyną tego stanu rzeczy był Podolski. Niemiec rzadko kiedy rzeczywiście grał na skrzydle. Częściej szukał piłki w środkowych sektorach i próbował stworzyć tam przewagą liczebną, jednak w praktyce tylko zwalniał Rafaela i pozwalał mu spokojnie podłączać się do akcji ofensywnych.

Przed samą przerwą United mieli okazję na podwyższenie prowadzenia, ale Rooney zmarnował karnego.

Druga połowa

Obie drużyny wyszły na drugą część bez zmian. Już na samym początku United mogli skarcić Kanonierów. Po kolejnym błędzie Vermaelena Van Persie pozbawił go piłki i zagrał do Valencii, który nie trafił piłkę, będąc 5 metrów od bramki.

Wenger w miejsce Ramseya rzucił do gry Walcotta. Była to zmiana dobra o tyle, że Walcott jest klasycznym skrzydłowym i mógł zapewnić więcej ciągu na bramkę. Z drugiej strony głównym jego atutem jest szybkość, a o jej wykorzystanie trudno przeciw głęboko ustawionej drużynie. Arsenal momentami łapał jednak United na wykroku. Cleverley dość szczęśliwie uniknął drugiej żółtej kartki po jednej z kontr Arsenalu. Ferguson zmienił wtedy Anglika Andersonem. Była to rozsądna zmiana – szkocki menedżer wpuścił świeżego zawodnika w miejsce zagrożonego żółtą kartką.

W ciągu kilku minut Evra po rzucie rożnym podwyższył prowadzenie United, a Wilshere wyleciał za drugą zółtą kartkę. Od tego momentu Arsenal nie stanowił już praktycznie żadnego zagrożenia – United prowadzili dwoma bramkami i grali z przewagą jednego zawodnika. To zabiło mecz.

Arsenal przeszedł w 4-4-1: Cazorla wycofał się i zajął pozycję obok Artety, a Giroud pozostał na szpicy. Na ostatnie 10 minut Wenger delegował do gry Arshavina, a Ferguson natychmiast odpowiedział wpuszczając Naniego w miejsce zmęczonego Valencii.

W dosłownie ostatnich sekundach meczu honorowego gola strzelił po indywidualnej akcji Santi Cazorla.

Podsumowanie

Rozczarowujące spotkanie tak pod względem taktycznym, jak i piłkarskim. Na boisku działo się niewiele. Ferguson i jego United łatwo odnieśli zwycięstwo. Arsenal nie istniał. Wenger nie miał pomysłu na ten mecz, chciał zagrać tzw. swoją grę, ale bez odpowiednich wykonawców praktycznie podarował United komplet punktów na tacy.

Ferguson wygrał drugi ligowy szlagier z rzędu stosując ten sam plan. Pomijając kontrowersje sędziowskie w meczu z Chelsea, warto zwrócić uwagę na okoliczności, które zadecydowały o jego funkcjonowaniu. W wolnym, spokojnym tempie, które narzucają piłkarze United łatwo im zdobyć prowadzenie i utrzymać je. Jednak gdy przeciwna drużyna przejmuje inicjatywę, instaluje pressing i podkręca tempo United ma problemy z pozostaniem w grze.

Śledź autora na twitterze! @bartoszgazda

Bartosz Gazda
Największe odkrycie scoutingowe Ojca Założyciela. Wypatrzony na swoim malutkim blogu traktującym o taktyce w Serie A, dziś pisze o piłce na krotkapilka.pl i olemagazyn.pl.

  • Dziwna selekcja składu Wegnera, wystawia Podolskiego i Ramsaya kosztem Walcotta, wstawia Wilshera zostawiając na DMce Artetę, który jest na tę rolę za miękki, błyszczący ostatnio Jenkinson wypada za Sagnę. Ale ostatecznie zabija Wegnera niezdolność do scoutingu na pozycji środkowego obrońcy – cała czwórka Vermealen, Mertesacker, Koscielny i Schilacci to drogie niewypały – zamieniłbym każdego z nich na Evansa.

    Taktycznie i telewizyjnie mecz marny, Arsenal słaby, MU niewiele lepsze. Bramka na pewno ustawiła mecz, kompaktowa, zorganizowana formacja MU uniemożliwiła jakąkolwiek penetrację ze strony Arsenalu przez resztę spotkania. Kluczem całego ustawienia był Rooney, który w tej pozycji czuje się świetnie – użyteczny niesłychanie jednocześnie w destrukcji i ataku.

    Sędzia tradycyjnie gwizdał każdą sytuację 50/50 na korzyść MU, gdyby to miało miejsce we Włoszech zacząłbym mieć poważne wątpliwości co do przyczyn tej sytuacji.

Reklama