Lazio 3-2 Roma: deszcz powodem chaotycznych zawodów

Lazio dość pewnie ograło Romę na błotnistej nawierzchni Stadio Olimpico i odniosło trzecie z rzędu zwycięstwo w derbach stolicy.


Miroslav Klose wrócił do składu po zawieszeniu, dlatego Petkovic dysponował wszystkimi swoimi zawodnikami. W pierwszej jedenastce nie było więc żadnych niespodzianek, a Petkovic powrócił do ustawienia 4-1-4-1.

Oprócz kontuzji obu pierwszych bramkarzy Zdenek Zeman nie miał żadnych kłopotów kadrowych. Między słupkami stanął trzeci bramkarz, Goicoechea, a Daniele De Rossi pełnił rolę registy. Z przodu ponownie zaczął tercet Lamela-Osvaldo-Totti. Destro i tak był zawieszony za incydent z poprzedniego meczu. Formacja Romy to, tradycyjnie dla drużyn Zemana, 4-3-3.

Rzęsisty deszcz, który padał w Rzymie już od około 15 minuty meczu miał ogromny wpływ na wydarzenia na boisku. Piłkarze często popełniali proste błędy techniczne, piłka zatrzymywała się w zalegających kałużach, trzy gole padły po stałych fragmentach gry, a dwa kolejne po niefrasobliwych zagraniach obrońców.

Roma na prowadzeniu

Początek meczu rozgrywał się jednak na względnie suchej nawierzchni. Roma narzuciła rywalom zza miedzy swoją grę. Charakterystycznie dla siebie angażowała do ataku praktycznie wszystkich piłkarzy, za wyjątkiem może dwóch środkowych obrońców.

Ofensywne trio Romy grało wąsko, co zostawiało więcej miejsca po bokach boiska. Na prawej flance byliśmy świadkami interesującej współpracy. To nie Piris, grający jako prawy obrońca podłączał się do przodu, lecz Bradley. Amerykanin wbiegał za linię obrony z głębokich i wąskich pozycji, raczej pod kątem. Nie były to zwykłe sprinty typowe dla bocznych obrońców. Tam wykorzystywał swoją siłę do walki z obrońcami.

Z drugiej strony rozwiązanie było bardziej klasyczne. Bardzo ofensywnie grał Balzaretti, którego współpraca z Tottim sprawia ogólnie niezłe wrażenie. Paradoksalnie, przy pierwszej bramce decydujący był jednak Florenzi, bo to on, a nie Balzaretti, obiegał Totti’ego i wywalczył rzut rożny, z którego kapitan Romy celnie dośrodkował do Lameli. Argentyńczyk dobrze główkował i zdobył swoją 8. w ligowym sezonie bramkę. Wracając jednak do Florenzi’ego, to był to jego jedyny realny wkład w grę drużyny. Później młodzik zgasł, był tylko 32 razy przy piłce, celność jego podań była (oprócz Tottiego!) najgorsza w Romie. Nic dziwnego, że został zmieniony pół godziny przed końcem meczu.

Po zdobyciu prowadzenia Roma osiadła na własnej połowie i z minuty na minutę broniła się coraz głębiej. Trójka środkowych pomocników osiadła w linii przed obrońcami. Napastnicy nie oferowali im żadnego wsparcia. Ani Osvaldo, ani Lamela nie zanotowali nawet jednego odbioru czy przechwytu. W ten sposób Roma broniła się jedynie siedmioma zawodnikami, przez co zostawiała ogromne ilości miejsca na swojej połowie. Jednocześnie napastnicy byli odizolowani od reszty drużyny, co uniemożliwiało im wyprowadzanie kontrataku. Roma uciekała się do długich, górnych zagrań do napastników także z powodu deszczu, który uniemożliwiał płynne prowadzenie gry po boisku.

Lazio wraca do gry

Właśnie dzięki braku organizacji gry bez piłki w Romie, Lazio było w stanie wrócić do gry. W środku pola zawsze było wystarczająco dużo miejsca, a gracze Romy byli zawsze spóźnieni. Dobrze widać to na przykładzie prawej strony. Grający bardzo do przodu Bradley po stracie piłki był praktycznie wyłączony gry. Atakujące środkiem Lazio miało miejsce, więc Piris schodził i próbował bronić. Wtedy zostawiał miejsce dla grającego ofensywnie Lulica.

Kluczowym zawodnikiem był jednak Hernanes. Brazylijczyk zawsze znajdował sobie miejsce do oddania strzału – aż cztery z jego sześciu uderzeń na bramkę były celne. Dodatkowo zanotował pięć dryblingów i był faulowany trzy razy. To właśnie Hernanes był faulowany przy wyrównującej bramce Candrevy. Wiadomo, że ten gol obciąża konto bramkarza Romy, ale jeszcze lepiej znaczenie Hernanesa oddaje sytuacja przy drugiej bramce.

Brazylijczyk pędzi przez środek boiska. Nagle, po przebiegnięciu ze 20 metrów i będąc już przed polem karnym, ma przed sobą czterech zawodników Romy, z których żaden nie sprawia wrażenia, jakby wiedział, co zrobić. Hernanes oddaje strzał, który dość szczęśliwie i z pomocą kałuży ląduje pod nogami Klose. Strzał i Lazio prowadzi 2-1. Z kamery w tej powtórce widać tą sytuację jak na dłoni.

Przed samym końcem pierwszej połowy De Rossi w przypływie frustracji uderza Stefano Mauri’ego w twarz i wylatuje z boiska.

11v10

Zeman musiał zareagować na kartkę De Rossiego, dlatego w miejsce Lameli wpuścił Tachtsidisa. Roma grała teraz w systemie przypominającym 4-3-2. Na bokach boiska zostawiało to miejsce dla bocznych obrońców Lazio, którzy wychodząc do przodu, tworzyli sytuację 2v1. Zanim jednak Roma uświadomiła sobie sytuację, była już dwa gole do tyłu. Błąd młodego Pirisa w wybiciu piłki wykorzystał Mauri i było 3-1 dla Lazio.

Obraz meczu nie uległ zbytnio zmianie w drugiej połowie. Obie drużyny grały w tempie tak szybkim, na jakie pozwalał im stan boiska. Dominowały podania dłuższe, grane górą. Kałuże nie sprzyjały wąskiej grze wszerz boiska. Roma dalej miała problemy z organizacją gry w obronie i w ataku, a Lazio spokojnie utrzymywało strukturę i wykonywało swój plan. Piłkarze Petkovica po akcjach ofensywnych szybko wracali na swoje pozycje i tworzyli ciasne 4-1-4-1. Obaj skrajni pomocnicy Lazio grali głęboko i doskakiwali do Balzaretti’ego czy Pirisa dopiero wtedy, gdy ci byli przy piłce. W ten sposób zamykali im miejsce do potencjalnego rajdu.

Zmiany

Petkovic dokonał swojej pierwszej zmiany w 59. minucie. Ofensywnie usposobionego Lulica zastąpił bardziej defensywny Radu, a linia obrony Lazio od tego momentu była dużo bardziej płaska niż wcześniej. W ciągu kolejnych dziesięciu minut Zeman wykorzystał swoje pozostałe zmiany. Obie były jednak proste i nie wniosły wielu pozytywów do gry Romanistów. Najpierw Florenzi’ego zastapił Marquinho, a następnie Pjanic pojawił się w miejsce słabego w tym meczu Tottiego. W samej końcówce drugi ze zmienników wykorzystał złe ustawienie Marchetti’ego i popisał się znakomitym strzałem. Minutę wcześniej z boiska wyleciał poszkodowany przed przerwą Mauri, ale żadne z tych wydarzeń nie miało na mecz zauważalnego wpływu.

Trener Lazio odpowiedział na to wpuszczeniem energicznego Brocchi’ego w miejsce Hernanesa, co było jasnym sygnałem do powolnego zamykania meczu. Defensywny pomocnik w miejsce ofensywnego, w dodatku umiejący pokryć dużą ilość terenu. Ostatnia zmiana, również defensywna, to Cana za Candrevę.

Podsumowanie

Wyłączając początkowe trudności, było to dość pewne zwycięstwo Lazio. Na wynik i ogólny obraz meczu duży wpływ na pewno miała pogoda. Deszcz przeszkadzał zawodnikom i nie mogli oni wpaść w swój rytm. Jednak nawet w tych warunkach widoczne była różnica w mentalności obu trenerów. Zwyciężył bardziej metodyczny i poukładany futbol, w którym każdy miał swoje zadania i potrafił je zrealizować.

Styl Zemana może i jest momentami koronkowy (jak w meczu na San Siro z Interem wcześniej w tym sezonie), ale jest on zbyt naiwny na szczyty (nie tylko) włoskiej ligi. Piłkarze nie trzymają żadnego ustawienia, co chwile znajdują się poza pozycją, brakuje im koncentracji i co rusz popełniają indywidualne błędy. To wystarczyć może co najwyżej na Serie B.

Śledź autora na twitterze! @bartoszgazda

Bartosz Gazda
Największe odkrycie scoutingowe Ojca Założyciela. Wypatrzony na swoim malutkim blogu traktującym o taktyce w Serie A, dziś pisze o piłce na krotkapilka.pl i olemagazyn.pl.

Reklama