Swansea Laudrupa: Pierwszy rozdział podręcznika

„Grałem przeciwko nim i z Getafe nawet udało mi się wygrać, a moja Mallorca dwa razy zremisowała z Barceloną. Ale w ogóle nie mieliśmy piłki. Wszyscy trenerzy wiedzą co trzeba zrobić grając z nimi w obronie (…), gdy w ataku po przejęciu piłki trzeba utrzymać ją przez trzy-cztery podania i wtedy ktoś musi wykonać ruch na wolne pole. Wszyscy wiedzą, ale nikomu się nie udaje. Dlaczego? Bo zwykle nie dobijasz do trzeciego, czwartego zagrania, a już jest jeden z ich piłkarzy i piłka jest w ich posiadaniu.”

Na szczęście dla Swansea i Michaela Laudrupa, który w lecie przejął stery w walijskim klubie po Brendanie Rodgersie, żadna z drużyn Premier League nie gra tak umiejętnie wysokim pressingiem co Barcelona. Niektóre co najwyżej aspirują, a jednym z naśladowców była właśnie ligowa rewelacja poprzedniego sezonu w której Duńczyk teraz pracuje. Ich start w obecnych rozgrywkach jest na Wyspach wielką sensacją – po stracie Joe Allena, długo dogrywanym transferze Scotta Sinclaira i przede wszystkim „przejściu na wyższy poziom” samego Rodgersa, wiele osób oczekiwało, że Swansea dopadnie syndrom „drugiego sezonu”. Dziennikarze Guardiana umieścili drużynę „Łabędzi” na szesnastym miejscu w swoich zapowiedziach.


Tymczasem po otwierających sezon trzech spotkaniach i dziesięciu zdobytych golach (czterdzieści cztery w całym poprzednim!), wątpiący mogli najeść się wstydu. Oczywiście przed Swansea jeszcze daleka droga (a na niej rywale dużo mocniejsi niż chaotyczny QPR, ograniczony West Ham czy wciąż budowany Sunderland), ale już widać, że pewne zmiany Laudrup poczynił i można wyciągnąć odpowiednie wnioski z tego jak projekt Rodgersa słynny Duńczyk chce rozwijać. W stronę ofensywy, rzecz jasna.

„Myśląc o atakowaniu trzeba myśleć o pozycjach. Dużo rozmawiam z moimi piłkarzami o szukaniu linii bo każda daje możliwość zagrania w trójkącie – daje kąty do wykonania podań. Jest to coś z pierwszych stron podręcznika piłki nożnej, ale trzeba to wykonywać. A potem powtarzać to szybciej i szybciej” – mówił Laudrup na początku sierpnia.

„Każde podanie musi mieć swoje uzasadnienie” – to kolejna wypowiedź szkoleniowca Swansea, a raczej deklaracja zamiarów. Brendan Rodgers, choć jego filozofia opiera się na możliwie jak najdłuższym utrzymywaniu piłki, wielokrotnie wspominał, że pod względem dezorganizowania obrony rywali jednym zagraniem (angielski termin „penetration”) gra jego zespołu w poprzednim sezonie kulała. Wymagała udoskonalenia.

Dziesięć bramek w trzech spotkaniach sugeruje, że udało się to Laudrupowi osiągnąć, zwłaszcza dzięki wzmocnieniom ofensywy (nie tylko uzupełnieniom za Sinclaira i Allena) w osobach De Guzmana i Michu. Nie chodzi jednak o samą ilość zdobytych bramek, lecz ich typ, kategorię. W meczu z QPR cztery bramki padły po uderzeniach zza szesnastki (Michu, Dyer, Sinclair), a trzy z nich po wyprowadzeniu błyskawicznej kontry. Ostatnia to długie zagranie za linię obrony do wbiegającego spod linii bocznej skrzydłowego. Z West Hamem pierwsza była efektem przyspieszenia bocznego obrońcy po wymianie trzech-czterech podań w środkowej strefie (patrz pierwszy cytat!), drugi gol padł po błędzie obrońcy wymuszonym wysokim pressingiem ofensywnego pomocnika, a trzecia to klasyczny przykład akcji „dwa-jeden” (nie mylić z popularnym angielskim określeniem one-two) o której również będzie wspomniane. Z Sunderlandem Michu strzelił głową po dośrodkowaniu, a Routledge wykorzystał podanie Dyera po ataku pozycyjnym – znów przyspieszenie wymuszone ruchem w pole karne zdobywcy gola.

Jak widzimy te dziesięć goli było w sumie efektem sześciu różnych schematów, a fakt, że już zaledwie w trzech meczach niektóre się powtórzyły nakazuje sądzić, że nie był to żaden efekt przypadku. Wspomniana akcja „dwa-jeden” to kolejny progres od zmiany menedżera w Swansea – wiadomo, że Brendan Rodgers preferował grę krótkimi podaniami, samemu mówiąc o grze „do najbliższego” zawodnika. Tymczasem to zagranie polega na pominięciu tej pierwszej, często najprostrzej opcji i wybraniu zagrania bardziej „penetrującego” szeregi rywala. Szkoleniowo zwykle wymaga to ruchu od piłkarzy ofensywnych i zależy od ich gry tyłem do bramki z przeciwnikiem na plecach – następuje więc odegranie do zawodnika „pominiętego”, który już jest przodem do kierunku akcji z większą przestrzenią wokół siebie. Takich akcji Swansea rozegrała kilka w każdym meczu, lecz nie zawsze one skutkują i na pewno rzadko jest możliwość tak szybkiego zagrania „dwóch kroków” do przodu, powrotu o jeden i ponownym rozegraniu tego schematu. Gol na 3-0 z West Hamem pokazuje, że i jeden taki cykl może otworzyć drogę do bramki.


Nie jest łatwo znaleźć różnice między Swansea Rodgersa a zespołem Laudrupa. Znów odniesiemy się do zdobytych goli – z ośmiu zanotowanych asyst, pięć pochodzi od nominalnych skrzydłowych, Dyera (2) i Routledgea (3), gdy w poprzednim sezonie najwięcej z „Łabędzi” miał ich… defensywny pomocnik, Mark Gower (5). To wynika z tego, że obaj skrzydłowi operują obecnie znacznie bliżej środkowej osi boiska, często – jak przy wspomnianej bramce z Sunderlandem – wręcz dublując się w na kilku metrach. Daje to szansę i miejsce bocznym obrońcom na włączenie się do ataku. Zwłaszcza uniwersalny Wayne Routledge doskonale czuje się w tym systemie – brakuje mu jednej asysty do wyrównania swojego wyniku z poprzedniego sezonu, a musimy jeszcze wspomnieć o Pablo Hernandezie, kolejnym inteligentnym zawodniku formacji ataku. W poprzednim sezonie skrzydłowi ścinali akcję tylko szukając miejsca do uderzenia – wszyscy pamiętamy kilka świetnych uderzeń Sinclaira czy Dyera.

Szukamy dalej i tym razem wracamy do sposobu rozegrania – w poprzednim sezonie aż 40,5% akcji było rozgrywanych do przodu – teraz Swansea bardziej szuka miejsca w bocznych sektorach o czym świadczy spadek tego czynnika do, uwaga, 29,4% wszystkich podań. Laudrupowi udało się również bardziej zbalansować rozegranie – jak przed rokiem różnica między lewym a prawym skrzydłem wynosiła ponad 12%, tak teraz jest to 26,8% do 25,8% na korzyść tej uprzednio słabszej lewej strony.

W pierwszym sezonie w Premier League, Swansea grała zwykle wysokim pressingiem, rzadko będąc zespołem przyjmującym rywali na własnej połowie. Drużynie Rodgersa brakowało jednak agresywności w grze – byli oni nie tylko najrzadziej faulującą drużyną w Premier League, ale również wygrali klasyfikację Fair Play. Już w pierwszych trzech meczach ukazał nam się inny obraz zespołu – nie brutalny, ale na pewno bardziej zdecydowanie grający w odbiorze. Swansea zanotowała prawie dwukrotny wzrost fauli popełnionych średnio na mecz (z 8 na 14.3), a we wspomnianej tabeli „czystości” już jest na czwartym miejscu – od końca! Jeszcze jeden czynnik wskazuje na zmianę nastawienia Swansea, pojedynki w powietrzu. W poprzednim sezonie do takiego dochodziło co 6.37 minuty, teraz piłkarze z Walii biorą w nich udział częściej, co 3.51 minuty. Największy, kilkudziesięcio procentowy skok w skuteczności odnotował Leon Britton, a w trójce liderów są dwa letnie transfery Laudrupa – Michu i Chico. Wybrani nieprzypadkowo i z pewnością również pod względem umiejętności gry w powietrzu.

Pressing oczywiście całkowicie nie zniknął ze stylu gry Swansea – jest on inaczej ukierunkowany. Przychodzi falami, zwykle w momentach, gdy nawet jeden z piłkarzy zauważy zachwianie balansu w szeregach rywala – złe przyjęcie, moment zastanowienia, wątpliwości czy zamknięcia się do linii bocznej bez szansy rozegrania. Wtedy to właśnie agresywnie doskakują do rywala, mimo ustawienia szeregów w obronie – dwóch linii o których Laudrup wspominał przy omawianiu sposobu na Barcelonę. Zresztą stracone bramki z Sunderlandem były efektem błędów indywidualnych, nie w ustawieniu – Williams fatalnie odegrał do Vorma, Chico katastrofalnie krył Fletchera.

Z pewnością na Swansea czekają problemy w nadchodzących tygodniach – zwłaszcza biorąc pod uwagę gorszą dyscyplinę oraz pewną płytkość składu w defensywie, Laudrup będzie zmuszony nawet do eksperymentów z wykorzystywaniem piłkarzy na innej niż ich nominalna pozycja. Najtrudniej zapowiada się kilka tygodni od końcówki października do początku grudnia, gdy przyjdzie „Łabędziom” zagrać z Arsenalem, Chelsea, Newcastle, Manchesterem City, Liverpoolem i rewelacyjnym WBA. Różnorodność stylów tych zespołów będzie wymuszała każdorazową adaptację planu meczowego, co zresztą już w otwierających kolejkach miało miejsce. Laudrup z West Hamem zagrał 4-2-3-1, a z QPR i Sunderlandem wybrał 4-3-3 – wszystko zależało od ustawienia Michu. Test rotacji będzie poważniejszy, bo sprawdzony zostanie przez rywali wyższej jakości.

Inną obawą dotyczącą Laudrupa były jego niepowodzenia w poprzednich klubach, mimo początkowych pozytywnych znaków. I tu nie można wykluczyć zaskakującej zapaści formy, lecz spoglądając obiektywnie na jakość poszczególnych ogniw Swansea oraz klasę rywali, niewątpliwie da się zauważyć przewagę drużyny z Walii nad przynajmniej 8-10 ekipami. Nikt po słynnym Duńczyku nie spodziewa się cudów ani europejskich pucharów, lecz trzymania się pewnej filozofii, która wygrała Swansea wiele szacunku.

Brendan Rodgers słusznie zbierał gratulacje za to jak grał jego zespół w poprzednim sezonie, ale również można przyznać rację Michaelowi Laudrupowi, który mówił o powrocie do podstaw futbolowego abecadła. Przy mało popularnym, ale jak najbardziej uzasadnionym założeniu, że tiki-taka to taktyka defensywna, Swansea brakowało umiejętności atakowania w poprzednim sezonie – niech świadczy o tym fakt, że w 15 z 38 spotkań nie zdobywali oni ani jednej bramki. Pamiętajmy więc, że w piłce chodzi najpierw o strzelanie goli, a nie bronienie dostępu do własnej bramki i to o tych „pierwszych stronach podręcznika” mówił Laudrup. Drużyna Duńczyka zanotowała już łatwo zauważalny postęp w tym podstawowym elemencie kanonu futbolu, ale nie może to dziwić skoro jej trener zwykł jest pokazywać to samemu w trakcie treningowych gierek. Jeśli wierzyć doniesieniom z obozu Swansea, ponoć nie ma końca zachwytom piłkarzy nad prostotą, ale i geniuszem zagrań Michaela Laudrupa.

Podane dane pochodzą z serwisów EPLindex oraz WhoScored.com, a za grafiki z aplikacji StatsZone chciałbym podziękować @dziaamowi.

Reklama