Premiership: Liverpool 1-2 Manchester United

W klasyku ligi angielskiej po emocjonującej drugiej połowie Manchesterowi United udało się wywieźć trzy punkty z Merseyside.


Po odpoczynku, jaki w czwartek zaproponował piłkarzom Brendan Rodgers, trener powrócił do swojej podstawowej jedenastki. Jako najbardziej wysunięty pomocnik zagrał Jonjo Shelvey, a nie Gerrard.

Najistotniejszą decyzją Fergusona było ustawienie w środku pomocy duetu Carrick-Giggs. Obie drużyny zagrały ustawieniem 4-2-3-1.

Mecz można podzielić na dwie części: przed czerwoną kartką dla Shelveya i po niej. W pierwszej fazie meczu Liverpool całkowicie zdominował przeciwnika, utrzymując się przy piłce i, w razie straty, odzyskując ją na połowie rywala. Po wykluczeniu Shelveya inicjatywę przejął Manchester United, który wykorzystał swoją przewagę liczebną.

Pressing Liverpoolu

Kluczowym dla Liverpoolu zawodnikiem był Jonjo Shelvey. Ustawiony na boisku wyżej niż zazwyczaj, był piłkarzem, który prowadził pressing drużyny. Był to dobry ruch Rodgersa – ani Carrick, ani Giggs nie najlepiej czują się w meczu rozgrywanym w bardzo szybkim tempie, a Shelvey samą swoją energią pracował w środku pola za dwóch. Co ciekawe, Anglik w czasie 39. minut swojej gry nie zanotował ani jednego odbioru czy przechwytu, lecz to właśnie szalona dawka energii i biegania zmuszała lubiących umiarkowane tempo Carricka i Giggsa do szybkiego pozbywania się piłki, a w konsekwencji jej straty.

Warto wspomnieć, że rola Shelveya nie jest specjalną nowinką, bowiem z ustawieniem mało kreatywnego, ale dynamicznego piłkarza na pozycji ofensywnego pomocnika spotkaliśmy się już wcześniej. W ten sposób Max Allegri ustawia w Milanie Kevina Prince-Boatenga. Podobnie podczas ostatnich mistrzostw Europy zrobił z Riccardo Montolivo Cesare Prandelli.

Przewaga liczebna w środku

Liverpool był płynny w środku pola, co w połączeniu z pressingiem, pozwoliło piłkarzom The Reds przez większą część pierwszej połowy zanotować ponad 60-procentowe posiadania piłki na swoją korzyść. Jak do tego doszło? Ponieważ Shinji Kagawa pilnował Allena, który jest pierwszym playmakerem drużyny, odkąd Rodgers objął stery, Liverpool musiał szukać innych dróg rozegrania piłki. I ponownie widoczna była słuszność w zamianie pozycjami Gerrarda z Shelveyem – Liverpool miał dzięki temu drugiego zawodnika, który mógł rozprowadzać piłkę. Ponieważ Carrick i Giggs byli nominalnie ustawieni głębiej, a żaden z nich nie jest piłkarzem zbyt energicznym czy agresywnie grającym w odbiorze, Gerrard zawsze miał czas i miejsce do zagrania podania. Kapitan Liverpoolu często uruchamiał crossowym podaniem prawe skrzydło, ostatecznie zaliczając 8 celnie zagranych długich piłek.

Prawdziwe problemy pojawiały się, gdy do gry włączał się Luiz Suarez. Urugwajczyk praktycznie cały czas schodził w głąb pola, tworząc sytuację 3v2 na korzyść Liverpoolu. Był to zresztą jeden z dwóch sposób ataku Liverpoolu w tym meczu: szybka wymiana piłki pomiędzy środkowymi a Suarezem, oddanie jej na bok i wrzutka, na którą wbiegali Suareza, jeden ze skrzydłowych i pomocnik. W drugim wariancie miejsce pozostawione przez Suareza atakowali schodzący do środka Sterling i Borini.

Czerwona kartka

Po 39. minutach gry i dwóch agresywnych faulach z boiska wyleciał Jonjo Shelvey. Był to kluczowy moment tego spotkania, aczkolwiek do końca pierwszej połowy Liverpool wciąż kontrolował boiskowe wydarzenia. W raz z zejściem Shelveya zakończył się szalony pressing Liverpoolu. W tym miejscu warto dodać, że agresywne nastawienie gospodarzy potwierdza statystyka – popełnili oni równo dwa razy więcej fauli.

1-1

W przerwie obaj menedżerowie dokonali po jednej zmianie. Ferguson wprowadził Scholesa w miejsce Naniego. Giggs powędrował wtedy na lewą flankę. W Liverpoolu w miejsce Boriniego pojawił się Suso.

Pierwsze kilka minut drugiej połowy to szalony okres na boisku. Kilka chwil po wznowieniu  Gerrard zdobywa prowadzenie dla gospodarzy, a do wyrównania doprowadza po paru minutach Rafael. Dopiero od tego momentu powoli zaczyna rysować się przewaga Manchesteru United.

Dalsze zmiany

Zgodnie z oczekiwaniami Fergusona wprowadzenie do gry Scholesa dało drużynie znacznie więcej spokoju i płynności w rozegraniu piłki. Teraz to United dominowało w środku pola. Liverpool ustawił się w 4-4-1, jednak zamiast zacieśnić swoje szyki, zawodnicy Rodgersa biegali za piłką. Giggs schodził do środka, dając dodatkową opcje do podania, Evra obiegał Walijczyka, Kagawa operował teraz głębiej. Widząc to Rodgers zdecydował się na kolejną zmianę – młodego Sterlinga zastąpił Jordan Henderson, a drużyna miała teraz znowu trzech środkowych pomocników. Sygnał był jasny – Rodgers chciał zabrać piłkę United, samemu się przy niej utrzymać i dowieźć do końca remis, a być może powalczyć o zwycięstwo (prawdę mówiąc Liverpool atakował w drugiej połowie bardzo odważnie, biorąc pod uwagę, że grali w dziesiątkę i mieli korzystny wynik).

Ustawienie przybrało dlatego postać 4-3-1-1, z Hendersonem i Gerrardem biegającymi po obu stronach Allena. Suso był łącznikiem, często szukając gry na bokach z oskrzydlającymi akcje Johnsonem i Kellym. Ostatecznie za tą odważną grę przyszło Liverpoolowi zapłacić. Rzut karny został wywalczony, gdy Valencia popędził na bramkę, wykorzystując miejsce pozostawione przez Johnsona, a ten, będąc spóźnionym, sfaulował Ekwadorczyka.

Podsumowanie

Do momentu wykluczenia z gry Shelveya Liverpool był zespołem zdecydowanie lepszym. Grał piłką, odbierał ją wysoko, potrafił stworzyć sobie sytuacje bramkowe, całkowicie tłumiąc United. Rodgers dobrze obmyślił plan, który działał od samego początku. United nie potrafiło na to odpowiedzieć i mieli szczęście, że nie stracili gola przed przerwą.

Po czerwonej kartce inicjatywę przejął Ferguson i jego piłkarze. Szkocki menedżer zrobił dobrą zmianę, która w najlepszy sposób pozwoliła wykorzystać miejsce na boisku. Scholes uporządkował grę United i dyktował jej tempo. Kolejnej zmiany Ferguson dokonał dopiero po zwycięskim golu.

Bartosz Gazda
Największe odkrycie scoutingowe Ojca Założyciela. Wypatrzony na swoim malutkim blogu traktującym o taktyce w Serie A, dziś pisze o piłce na krotkapilka.pl i olemagazyn.pl.

Reklama