Premiership: City 1-1 Arsenal

W spotkaniu na szczycie Premier League Manchester City po wyrównanym meczu zremisował z Arsenalem 1-1.


Roberto Mancini nie mógł skorzystać z usług Samira Nasriego i Micah Richardsa. Występ Kuna Aguero stał pod znakiem zapytania, ale ostatecznie Argentyńczyk zaczął mecz od pierwszej minuty. City rozpoczęło zawody w ustawieniu 4-2-3-1. Na szpicy zagrał Edin Dzeko. Na ławce zasiedli dlatego Mario Balotelli i Carlos Tevez.

Lista kontuzjowanych w Arsenalu była nieco dłuższa. Rosicky, Sagna czy Frimpong byli niezdolni do gry, podobnie jak dwójka polskich bramkarzy – Fabiański i Szczęsny. Między słupkami ponownie stanął Vito Mannone. Wenger również postawił na 4-2-3-1, z nominalnie ustawionym na szpicy Podolskim.

Mecz toczył się w umiarkowanym tempie. W pierwszej części meczu zdawało się, że Arsenal był nastawiony na kontrataki. Po stracie gola Kanonierzy musieli gonić wynik i sytuacja odwróciła się – City wycofali się i próbowali obronić jednobramkowe prowadzenie.

Arsenal

Uwagę natychmiast przykuło ustawienie Arsenalu. Na szpicy nie grał awizowany na grafice przedmeczowej Podolski, lecz Gervinho. Niemiec zajął miejsce na lewym skrzydle. Tylko w teorii, bowiem na boisku grał bardzo blisko środka boiska – coś co widzieliśmy w jego wykonaniu już wcześniej w tym sezonie, chociażby w meczu przeciwko Stoke. Z drugiej strony zagrał Ramsey, który jest nominalnie środkowym pomocnikiem. Zapewniało to Arsenalowi swobodny obrót piłki w środkowej strefie, bo boczni obrońcy City zwyczajnie nie kwapili się podążać za swoimi przeciwnikami do środka. W ten sposób Arsenal mógł pozbawić się jakiegokolwiek ciągu na skrzydłach.

Nadspodziewanie ofensywnie grali jednak obaj boczni obrońcy Arsenalu. W niemal każdej akcji  Jenkinson czy Gibbs ruszali do przodu, najczęściej w drugie tempo, aby wykorzystać miejsce pozostawione przez obrońców City. To właśnie do któregoś z nich rozgrywający Arsenalu posyłali piłki, które uruchamiały kontrataki. Najistotniejsze wydarzenia działy się jednak w środku pola.

Bez piłki Arsenal ustawiał się w 4-4-2. Gervinho i Cazorla grali praktycznie obok siebie. Nie zajmowali się jednak środkowymi obrońcami City, lecz defensywnymi pomocnikami. Cazorla pilnował Javi’ego Garcii, a Gervinho Toure. To może tłumaczyć dlaczego w początkowej części meczu City nie potrafiło płynnie rozgrywać swoich akcji. W miarę upływu czasu Gervinho coraz rzadziej angażował się w grę obronną drużyny, a Yaya Toure mógł spokojniej rozgrywać piłkę. W ciągu meczu podawał piłkę najwięcej razy spośród piłkarzy gospodarzy. Być może lepszym rozwiązaniem byłoby zlecenie piłkarzom zamiany zadań defensywnych, tj. Cazorla pilnujący Toure, a Gervinho Javi’ego Garcii.

City

Oprócz wspomnianego wyżej chwilowego wyłączenia z gry Yaya Toure, City miało inne problemy. Ponieważ środkowi pomocnicy gospodarzy byli pokryci, ścinający do środka skrzydłowi sami wpadali na Artetę i Diaby’ego. Brakowało wsparcia ze strony Zabalety i Clichy’ego. Timing ich ruchów był zły, dlatego często gdy City traciło piłkę, ktoś ze wspomnianej dwójki był odwrócony tyłem do swojej bramki i nie mógł nadążyć za pędzącym w przeciwną stronę bocznym obrońcą Arsenalu. Ponadto podopieczni Manciniego nie potrafili początkowo wykorzystać miejsca, które Arteta i Diaby zostawiali za swoimi plecami. Być może dlatego, że ani Aguero ani Dzeko nie są ofensywnymi pomocnikami, ale napastnikami. Schodzący z prawej strony do środka Silva w miarę postępu meczu znajdował sobie coraz więcej miejsca i ostatecznie zagrał aż 5 kluczowych podań – najwięcej w całym spotkaniu.

Bramka dla City padła po rzucie rożnym i błędzie Vito Mannone. Stały fragment gry był jedynym sposobem, w jakim gospodarze mogli zdobyć bramkę w pierwszej części meczu.

Druga połowa i zmiany

W przerwie Mancini dokonał jednej zmiany. Scotta Sinclaira zastąpił inny nowy nabytek, Jack Rodwell. Mieliśmy teraz identyczną sytuację do tej, która miała miejsce w Arsenalu, a więc środkowy pomocnik na skrzydle. Prawdopodobnie Manciniemu chodziło o to, aby gracz, który naturalnie ciągnie do środka opiekował się wąsko grającym skrzydłowym Arsenalu. Ma to sens, tym bardziej, że wówczas na skrzydle doszło do pojedynku dwóch bocznych obrońców (tak jak ma to miejsce w przypadku, gdy obie drużyny grają systemem 4-3-1-2).

City ustawiło się w 4-4-1-1 i pozwoliło Arsenalowi rozgrywać piłkę. Ich plan świetnie sprawdzał się przed przerwą, gdy można było pozwolić sobie na powstrzymywanie ataków City. Gdy trzeba było doprowadzić do wyrównania plan Wengera przestał się sprawdzać. Arsenal co prawda łatwo utrzymywał się przy piłce i na koniec meczu zanotował większe posiadanie piłki, jednak Kanonierzy nie potrafili stworzyć sobie dogodnych sytuacji. Grali wąsko, a sytuacje pogarszał brak prawdziwego napastnika. Gervinho często angażował się w build-up drużyny, dlatego w polu karnym brakowało człowieka, do którego można było posłać dośrodkowanie.

Przez długi czas mecz nie postępował do przodu. Dopiero w okolicach 70. minuty szkoleniowcy dokonali zmian. Mancini wpuścił Teveza w miejsce Dzeko. Wenger najprawdopodobniej zorientował się, że jego plan nie wypali, dlatego dokonał dwóch istotnych zmian. Słabego w tym meczu Diaby’ego zastąpił Giroud, który powędrował na atak, dzięki czemu Gervinho mógł „wrócić” na swoją pozycję skrzydłowego. W miejsce Podolskiego pojawił się Walcott.

Założenia tych zmian były dobre. Świeży skrzydłowy i silny napastnik, który mógłby powalczyć w powietrzu. W rzeczywistości Arsenal nadal nie potrafił sobie stworzyć sytuacji. Gervinho rozegrał słabe zawody i nie potrafił wygrać żadnego pojedynku 1v1, a Walcott grał bardzo wąsko. Anglik jest szybki i z tego względu użyteczny przy grze z kontry, kiedy może wykorzystać swoją szybkość, dlatego być może Wenger powinien zagrać nim od początku.

Arsenalowi w końcu udało się doprowadzić do wyrównania. Podobnie jak w przypadku City był to rzut rożny i indywidualny błąd, tym razem obrońcy, Lescotta.

Podsumowanie

Mecz, w której żadna ze stron nie przeważała na tyle, by zasłużyć na zwycięstwo. City miało problemy w ataku pozycyjnym, Arsenal znowu grał wąsko, za często próbując wepchnąć piłkę do bramki zamiast strzelać. Brakowało kreatywności, piłkarze ofensywni popełniali sporo błędów indywidualnych. Świetne partie rozegrali obrońcy. Koscielny zanotował 6 odbiorów, a Mertesacker aż 7 przechwytów. W ekipie gospodarzy najskuteczniejsi w defensywie byli Kompany i Zabaleta.

Śledź autora na twitterze @bartoszgazda

Bartosz Gazda
Największe odkrycie scoutingowe Ojca Założyciela. Wypatrzony na swoim malutkim blogu traktującym o taktyce w Serie A, dziś pisze o piłce na krotkapilka.pl i olemagazyn.pl.

Reklama