Premiership: Arsenal 1-2 Chelsea

W prestiżowych derbach Londynu Chelsea pokonała Arsenal.


Arsene Wenger delegował do gry skład niemal identyczny do tego, który rozpoczął mecz z Manchesterem City. Jedyna zmiana miała miejsce na środku obrony. Do podstawowego składu powrócił Thomas Vermaelen, który partnerował Koscielnemu. Mertesacker powędrował na ławkę. Ponieważ pucharowe spotkanie w środku tygodnia Wenger rozegrał całkowicie inną jedenastką, piłkarze byli wypoczęci.

W Chelsea również obyło się bez zmian. Ramires znowu wystąpił w środku pomocy obok Mikela. Obaj trenerzy postawili na 4-2-3-1.

Początkowe minuty

Mecz rozpoczął się nerwowo. Piłkarze wielokrotnie zagrywali futbolówkę niedokładnie. Od razu w oczy rzuciła się selekcja Arsenalu. Tydzień temu plan Kanonierów polegał na zagęszczeniu środka pola przez skrzydłowych, co pozwalało na zwiększenie płynności gry, gdy drużyna była w posiadaniu piłki. Zagrożenie stanowili natomiast boczni obrońcy, którzy podłączali się z głębi pola i wykorzystywali miejsce na obu flankach boiska. Podobne rozwiązanie zastosował Wenger również w tym spotkaniu.
Arsenal bez piłki ustawiał się w 4-4-2. Grający na szpicy Gervinho był wolnym elektronem, a Cazorla zajął się pilnowaniem Mikela, który lepiej niż Ramires operuje piłką. Chelsea miała dlatego pewne problemy z wprowadzeniem piłki do pomocy i była zmuszona grać długimi podaniami. Potwierdzają to liczby: w pierwszej części meczu najczęściej podającymi w ten sposób zawodnikami Chelsea byli Luiz, Cech i Terry. Celem tych piłek był Torres, który, inaczej niż w poprzednich meczach, był bardziej aktywny. Często zbiegał na boki boiska, gdzie szukał gry ze skrzydłowym.

0-1

Chociaż Chelsea więcej grała piłką, miała problemy ze zdobyciem terenu, a, co za tym idzie, stworzeniem sobie dogodnej sytuacji. Ustawienie Arsenalu było kompaktowe. Chelsea zdołała jednak zdobyć bramkę, kiedy po dośrodkowaniu Maty z rzutu wolnego Torres ośmieszył Koscielnego i zdobył prowadzenie dla Chelsea. Sytuacja była zatem podobna do tej, której Kanonierzy musieli stawić czoła tydzień wcześniej. Mimo lepszej postawy musieli gonić wynik.

Jenkinson-Chamberlain

Kilka minut przed golem Wenger zmuszony był dokonać zmiany. Kontuzjowanego(?) Diaby’ego zastąpił Oxlade-Chamberlain. Do środka pomocy, czyli na swoją naturalną pozycję, wrócił Ramsey, a Chamberlain zagrał na prawym skrzydle.

Ta strona była od początku spotkania dużo groźniejsza dla Chelsea niż przeciwna flanka. Do przodu w praktycznie każdej sytuacji biegał Jenkinson. Tam Anglik z fińskimi korzeniami szukał gry z Santi Cazorlą czy właśnie z Chamberlainem. Hazard niezbyt angażował się w grę defensywną, co zapewniało Jenkinsonowi dużo miejsca do otrzymania piłki.

Jak pokazuje powyższa grafika (podziękowania dla @dziaam), Jenkinson grał zdecydowanie wyżej od Gibbsa. Aż 41% ataków Kanonierzy przeprowadzili prawą stroną. W samej tylko pierwszej połowie trójka Jenkinson, Ramsey, Chamberlain dośrodkowywała piłkę 11 razy. Dla porównania Gibbs zanotował tylko 3 wrzutki.

1-1

Nic więc dziwnego, że gol wyrównujący padł właśnie z prawej strony. Po kombinacji Jenkinson-Cazorla-Jenkinson-Chamberlain ten ostatni dorzucił piłkę w pole karne, gdzie świetnie zachował się Gervinho, który doprowadził do wyrównania. Akcja bramkowa nie była jedynym przejawem współpracy na linii Jenkinson-Ox:

Druga połowa

Żaden z menedżerów nie dokonał w przerwie zmian, a mecz toczył się podobnie do tego, co oglądaliśmy w pierwszej połowie. Arsenal zaczął przejmować inicjatywę i coraz dłużej utrzymywał się przy piłce. Zapłacił jednak w końcu za, być może, za duże zaangażowanie swoich bocznych obrońców w atak. Po kontrze Chelsea Vermaelen sprowokował rzut wolny, za który został ukarany żółtą kartką. Juan Mata popisał się świetnym strzałem, aczkolwiek swój mały udział w tej bramce, podobnie jak w pierwszej, miał Laurent Koscielny

Po ponownym objęciu prowadzenia Chelsea zaczęła grać nieco bardziej konserwatywnie. Boczni obrońcy Arsenalu nie mieli już tyle miejsca, co przed przerwą (zwłaszcza Jenkinson), a ciężar gry powoli przenosił się na Cazorlę. Hiszpan miał w tej strefie dość dużo miejsca, bowiem Chelsea często broniła się szóstką zawodników, z defensorami ustawionymi głęboko. Atakująca czwórka pozostawała dość daleko od bloku obronnego.

W Arsenalu ponownie było widać brak środkowego napastnika. Grający nominalnie na tej pozycji Gervinho często angażował się w budowanie ataków, a Podolskiemu rzadko kiedy udawało wbiec się na czas w pole karne. Gra Arsenalu może była coraz płynniejsza, ale brakowało wykończenia. Wenger dlatego dokonał podwójnej zmiany. Zmęczonego Ramseya zastąpił Walcott, który powędrował na skrzydło. Chamberlain zajął miejsce Ramseya w środku pomocy. W miejsce Podolskiego wszedł Giroud, a Gervinho przesunął się na lewe skrzydło.  Obecność Giroud na boisku powinna zaoferować więcej bezpośredniego zagrożenia. Francuz pokazał jednak niewiele, marnując przy okazji stuprocentową okazję bramkową w doliczonym czasie gry.

 Di Matteo nie dokonał żadnej zmiany aż do 73. minuty, co pokazuje, że był zadowolony ze sposobu gry swojej drużyny. Zmiany były czysto kosmetyczne. Moses miał zaoferować więcej ciągu na bramkę i szybkości na skrzydle, a być może również „przypiąć” jednego z bocznych obrońców Arsenalu. Zmienił Oscara, Hazard przeszedł na prawo, a Mata do środka. Podobnie rzecz miała się w przypadku zmiany Bertrand-Mata. Wtedy Hazard powędrował do środka. W międzyczasie w miejsce Luiza pojawił się Cahill.

Podsumowanie

W Arsenalu ciągle te same problemy: krycie przy stałych fragmentach gry, cierpliwość w budowaniu ataku i wykończenie. Tym razem plan Wengera nie dał Kanonierom punktów. Chelsea co prawda wygrała spotkanie, ale oba gole padły po stałych fragmentach gry. Di Matteo musi więcej popracować nad grą swoich ofensywnych asów. Kwartet Hazard-Oscar-Mata-Torres drugi mecz z rzędu nie stworzył zbyt wielu okazji bramkowych.

Śledź autora na twitterze @bartoszgazda

Bartosz Gazda
Największe odkrycie scoutingowe Ojca Założyciela. Wypatrzony na swoim malutkim blogu traktującym o taktyce w Serie A, dziś pisze o piłce na krotkapilka.pl i olemagazyn.pl.

  • Anonymous

    Według mnie analiza jest co najwyżej w połowie trafna. Jeśli chodzi o Arsenal, należało wspomnieć o znaczącym wpływie na ich grę po raz kolejny świetnego Artety, dużym spadku jakości po zejściu Diaby’ego (zarówno jeśli chodzi o szczelność defensywy, jak i płynność rozegrania), zupełnym braku umiejętności wyprowadzenia szybkiego kontrataku i niesamowicie wolnym tempie rozgrywania ataku pozycyjnego w drugiej połowie. Chelsea należy docenić za umiejętną grę piłką w późniejszej fazie meczu (istotnie przewaga w posiadaniu piłki z pierwszej części była cokolwiek jałowa), dojrzałość i spokój. Poza tym Mikel w końcu zaczął asekurować obrońców i przestał nieodpowiedzialnie tracić piłkę, a fantastycznie rozgrywał Mata. Nie sądzę, by Arsenal był lepszy w pierwszych dwudziestu minutach i niesłusznie przegrywał. Chelsea w tej fazie meczu posiadała piłkę przez bodajże 65% czasu gry, owszem, nic z tego nie wynikało, ale Arsenal nie był w stanie przejąć inicjatywy i także nie zagrażał bramce Cecha (strzału Diaby’ego nie można tak zaklasyfikować). Zaskakujące jest to, że gdy w tamtym sezonie Chelsea broniła się tak, jak Arsenal na początku meczu, linczowano ją sloganami o antyfutbolu, a Kanonierów chwali za dobrą postawę. Pozdrawiam

  • Anonymous

    nie zgadzam sie ze stwierdzeniem ze z dwojki ramires mikel to ten pierwszy lepiej operuje pilka. przeciez ten pilkarz czesto gra na skrzydle gdzie pokazuje swoje walory ofensywne.

  • dzięki za komentarze!

    Zgodzić się mogę tylko jeżeli chodzi o Mikela. To, że lepiej osłaniał obronę faktycznie mogłoby się w tekście pojawić, jednak od czego mamy komentarze? 😉

    Co do Artety, to na pewno znów grał dobrze i rozrzucał piłki, ale z punktu widzenia taktycznego, tak jak tutaj na mecze patrzymy, jego gra nie miała na mecz większego niż zwykle wpływu. Wolność na prawej stronie, którą Arsenal dostawał od Chelsea, sytuacje 2v1 albo czasem nawet 3v1 na korzyść Arsenalu niewątpliwie taki wpływ na mecz miały.

    Ramires gra na skrzydle właśnie dlatego, ze jest szybki, energiczny i pracowity, a nie dlatego, że ma walory ofensywne. On jest skuteczny w grze z kontry, gdy trzeba głęboko pokryć ofensywnie grającego obrońcę rywala, ale w ataku pozycyjnym? No proszę…

    Nikt nigdy nie użył na tej stronie słowa antyfutbol, a już na pewno nie w stosunku do Chelsea z ubiegłego sezonu. Zapraszam do przeczytania tamtych tekstów przed wydawaniem osądów.

Reklama