Lille 1-2 PSG: Kolosalny Ibra

Paris Saint-Germain wygrało na nowym stadionie w Lille, odnosząc swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Bohaterem meczu pomiędzy dwójką uczestników tegorocznej edycji Ligi Mistrzów został Zlatan Ibrahimović.

Sytuacja kadrowa

Rudi Garcia w dalszym ciągu nie mógł skorzystać z usług kontuzjowanego Mathieu Debuchy’ego. Ponadto, dokonał trzech zmian w podstawowej jedenastce swojej drużyny w porównaniu do środowego spotkania eliminacji Champions League przeciwko Kopenhadze. Idrissa Gueye, Benoît Pedretti i Nolan Roux zastąpili w niej Florent Balmont, (nie w pełni zdrowego) Salomona Kalou oraz Tulio De Melo.

Carlo Ancelotti ciągle nie mógł liczyć na dochodzącego do formy Thiago Silvę, w związku z czym po raz czwarty z rzędu postawił na tę samą czwórkę obrońców. W środku pola 17-letniego Adrien Rabiot zastąpił Marco Verratti, co skutkowało przesunięciem Thiago Motty bliżej prawej strony. Z przodu do wyjściowego składu powrócił Jérémy Ménez, a na ławce rezerwowych zasiadł Nenê. Ezequiel Lavezzi pozostawał zawieszony za czerwoną kartkę, podczas gdy kontuzje wyeliminowały z udziału w tym meczu Mathieu Bodmera i Clément Chantôme’a. Do zdrowia doszedł już za to Momo Sissoko, ale nie zmieścił się do meczowej osiemnastki.


Ustawienia

Lille wyszło na spotkanie ustawione w systemie 4-3-3. Dużą niespodzianką była obecność – z konieczności – Martin na prawej stronie.

Ciekawsze było ustawienie PSG. Francuski Canal+ informował przed meczem o rezygnacji Ancelottiego z popularnej choinki (tj. 4-3-2-1) na rzecz systemu 4-3-1-2 z Ménezem u boku Ibrahimovicia. O ile w początkowej fazie spotkania rzeczywiście można było dostrzec takie ustawienie, o tyle już po kilku/kilkunastu minutach gry łatwo było dojść do wniosku, że tak naprawdę trójka ofensywnych zawodników paryżan ma dużo swobody i często wymienia się pomiędzy sobą pozycjami w linii. Tym samym sam system PSG na dobrą sprawę nie różnił się od tego stosowanego w poprzednich meczach na początku rozgrywek.

Taktyka

Ważną kwestią przed rozpoczęciem meczu było to, czy Lille zdecyduje się na grę wysokim pressingiem. Strategia ta stała się charakterystyczną cechą zespołu Garcii na przestrzeni ostatnich lat, ale istniały co najmniej dwie przesłanki, dla których francuski trener mógł tym razem zdecydować się na rezygnację z niej. Po pierwsze, drużyna miała za sobą 120 minut wyczerpującego – zarówno fizycznie, jak i mentalnie – pojedynku w eliminacjach Ligi Mistrzów w środku tygodnia. Po drugie, w poprzednim sezonie Garcia nakazywał w niektórych spotkaniach swoim podopiecznym czekanie na przeciwnika na własnej połowie, aby samemu móc go zaskoczyć z kontrataku. Niemal równo rok temu takie rozwiązanie przyniosło wygraną nad mającą wówczas duże problemy w grze atakiem pozycyjnym Marsylią (3:2).

PSG z pewnością miało cierpliwie i konsekwentnie się bronić, szukając swoich szans za pomocą trójki ofensywnych zawodników oraz wejść bocznych obrońców.

27 sekund

Jakakolwiek miała być taktyka obu zespołów, mecz doskonale rozpoczął się dla gości. Paryżanie rozpoczęli grę od środka boiska i potrzebowali 12 podań oraz 27 sekund, aby objąć prowadzenie. Kluczem do powodzenia tej akcji było włączenie się do niej Maxwella oraz dwa zagrania Méneza. Pierwsze z nich – piętą – wyeliminowało (jak to mawiają Francuzi) Francka Bérię i ściągnęło do lewej strony Marko Bašę. Drugie – na jeden kontakt – było już asystą przy golu Ibrahimovica. Szwed wbiegł w wolną przestrzeń pomiędzy duetem stoperów rywala i strzałem z ostrego kąta przy długim słupku pokonał Mickaëla Landreau.

Moment nieuwagi gospodarzy i prowadzenie gości.

Pressing

Lille podeszło wysoko do przeciwnika, ale nie był to pressing agresywny – taki, jak w rewanżowym spotkaniu przeciwko Kopenhadze. Gospodarze naciskali przede wszystkim na środkowych pomocników PSG. Jeden ze stoperów paryżan mógł zwykle spokojnie wyprowadzić piłkę z własnej strefy obronnej.
Co prawda, w początkowej fazie meczu zawodnikom Garcii udało się dwukrotnie wysoko odebrać piłkę rywalom, ale wynikało to bardziej z ich prostych, indywidualnych błędów (kolejno: złego przyjęcia piłki przez Verrattiego oraz fatalnego podania Jallet) niż wyjątkowej skuteczności pressingu Lille. Tak czy owak, to właśnie po drugiej z wymienionych sytuacji gospodarze wywalczyli rzut rożny, po którym w 12. minucie doprowadzili do wyrównania. Bardzo dobre dośrodkowanie Dimitriego Payeta na krótki słupek wykorzystał Aurélien Chedjou, który ubiegł zarówno kryjącego go Sakho, jak i odpowiedzialnego za tę strefę Ibrahimovicia i strzałem głową trafił do siatki.

Ibra

Zlatan okazał się kluczowym graczem na boisku nie tylko dlatego, że zdobył przesądzające o wygranej paryżan gole. Ancelotti obdarzył go innymi zadaniami niż w dwóch poprzednich meczach Szweda w Ligue 1. Ibrahimović cofał się głęboko po piłkę, wykorzystując najczęściej przestrzeń pomiędzy Rio Mavubą i Pedrettim bądź Pedrettim a Lucasem Dignem i stwarzając swoim pomocnikom dodatkową możliwość podania. Dzięki swoim warunkom fizycznym i imponującej sile, z łatwością utrzymywał się przy piłce. Pozwalało to jego partnerom przesunąć ciężar gry dalej od własnej bramki. Drugi, zwycięski, gol padł po takiej właśnie sytuacji. Zlatan zszedł głęboko, utrzymał się przy futbolówce, uwolnił spod opieki Gueye’a, zagrał piłkę do Pastore, po czym uciekł na wolne pole. Argentyńczyk wykorzystał wyjście do niego ze strony Aurélien Chedjou i błyskawicznym podaniem wypuścił Ibrahimovicia na wolne pole i sytuację sam na sam z bramkarzem. Napastnik okazji nie zmarnował.

Ibra strzelił 2 bramki i oddał aż 7 (3 celne) spośród 8 strzałów, jakie PSG oddało w tym meczu. Co jednak najważniejsze, zagrał w tym spotkaniu aż 72 piłki, najwięcej w swojej drużynie, co jest rzadkością dla napastnika.

Lille

Lille, co nie było zaskoczeniem, miało w całym meczu więcej posiadania piłki – konkretnie około 56%. Gospodarzom brakowało jednak równowagi pomiędzy obroną a atakiem. W środkowej strefie wystąpili dwaj defensywni pomocnicy (Mavuba i Gueye) oraz głęboko operujący rozgrywający (Pedretti). Miało to swoje dobre strony, gdyż początkowo tercet środkowych pomocników Lille wyciągał do siebie tercet środkowych pomocników PSG, co stwarzało wolną przestrzeń pomiędzy linią obrony a pomocy paryżan. Martin, naturalnie ciągle schodzący do środka, ale także Payet, potrafił sobie tę przestrzeń znaleźć. Boczni obrońcy gości – Maxwell i Jallet – nie schodzili za nimi do środka, mając na uwadze stwarzającą się wtedy możliwość dodatkowej wolnej przestrzeni dla bocznych obrońców Lille.

Z drugiej strony, trójka ofensywnych graczy LOSC była osamotniona, a Nolanowi Roux brakowało wsparcia z przodu. Były napastnik Brestu nie był najlepszą opcją na to spotkanie, gdyż jest to zawodnik bardzo ruchliwy, często schodzący do bocznych sektorów (tym razem głównie do lewej strony). Gdy tak się działo, w polu karnym PSG nie było ani jednego gracza Lille. Kolejnym problemem zespołu był fakt, iż ani Payet, ani Martin nie byli w stanie zagrać ostatniego, penetrującego podania. Ponadto, boczni obrońcy nie wykorzystywali przestrzeni na bokach. Dość powiedzieć, że Béria zanotował w tym meczu najwięcej strat piłki spośród wszystkich uczestników meczu – 26.

Druga połowa

Garcia nie czekał ze zmianami. Już w przerwie wprowadził na plac gry Kalou w miejsce Pedrettiego, co skutkowało przejściem do gry w ustawieniu 4-2-3-1. Martin wrócił na swoją pozycję, ofensywnego pomocnika.

Lille miało tym samym o jednego zawodnika więcej w ostatniej tercji boiska. Kalou jest naturalnym wyborem w roli bocznego napastnika, ale choć wygrał kilka pojedynków i był dodatkowym graczem w polu karnym przeciwnika przy dośrodkowaniach z lewej strony, były zawodnik Chelsea wydaje się jak na razie nie do końca rozumieć swoje zadania w systemie. Objawia się to w licznych stratach piłki i nieporozumieniach z partnerami podczas pierwszego miesiąca gry reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej we Francji.

W 65. minucie trener LOSC dokonał roszady na pozycji środkowego napastnika. Roux zastąpiła klasyczna dziewiątka, czyli De Melo. Brazylijczyk nie wniósł jednak zbyt wiele do gry zespołu. Zagrał zaledwie 6 piłek i oddał 1 uderzenie – głową, po dalekim wrzucie piłki z autu autorstwa Digne’a, pewnie wyłapane przez Salvatore Sirigu.

Ostatnią zmianą dokonaną przez Garcię było wprowadzenie nowego napastnika, sprowadzonego z Hawru, Ryana Mendesa. Ten zastąpił Payeta i został ustawiony szeroko na prawej stronie (Garcia widział, że z Bérii nie ma pożytku). Przez kwadrans gry zanotował 3 dośrodkowania, ale również nie był w stanie odmienić losów meczu. Zaliczył 4 straty piłki.

Lille nie było w stanie sforsować pewnie grającej defensywy PSG, które bez większych problemów dowiozło zwycięstwo do końcowego gwizdka. Stało się tak mimo tego, że drużyna Ancelottiego nie była zbyt efektywna w swoich kontratakach po przerwie. Włoch zmienił irytującego, nonszalanckiego i notorycznie tracącego w drugiej połowie piłkę Pastore na rzecz Nenê – zastąpił także Verrattiego Rabiot oraz utykającego Méneza Kévinem Gameiro – który jednak zanotował jeszcze gorszy procent celnych podań od Argentyńczyka (64% do 69%).

Wnioski

Paris Saint-Germain nareszcie wygrało w sezonie 2012/2013 i to od razu na stadionie swojego najpoważniejszego, przedsezonowego rywala. Zespół Ancelottiego zagrał dobrze w obronie, a w Ibrahimoviciu ma bez wątpienia najlepszego piłkarza występującego aktualnie na boiskach Ligue 1. Ponadto, co zrozumiałe, paryżanie coraz lepiej prezentują się fizycznie i należy się spodziewać, że na dobre wejdą w rozgrywki po przerwie reprezentacyjnej.
Termin rozegrania tego meczu wyjątkowo nie sprzyjał Lille. Drużyna Garcii miała za sobą ciężkie spotkanie w eliminacjach Ligi Mistrzów – zwyciężając je, wypełniła swój cel numer 1 na bieżący sezon – w związku z czym trener LOSC oszczędził kilku ważnych graczy, zwłaszcza Balmont. Co więcej, ostatnie tygodnie pokazały, jak dużym osłabieniem dla zespołu jest absencja Debuchy’ego. Klub dokonał dobrego wyboru, zatrzymując u siebie prawego obrońcę (mimo woli odejścia przez samego zawodnika). Wynikało to ze świadomości, iż trudno będzie znaleźć na rynku kogoś, kto w odpowiedni sposób zastąpi reprezentanta Francji. Debuchy z pewnością zrobiłby zdecydowanie większy użytek z wolnej przestrzeni na prawym skrzydle i byłby realnym – pośrednim i bezpośrednim – zagrożeniem bramki PSG.

Przedstawione statystyki pochodzą ze strony lfp.fr. Korzystałem również z analizy Florent Toniuttiego.


Wojciech Falenta
Trener dziecięcej piłki nożnej z licencjami Angielskiego Związku Piłki Nożnej i Football Academy. Miłośnik taktycznego spojrzenia na piłkę nożną.

Reklama