Legia 1-1 Polonia: na błędy nie trzeba czekać, można je wymusić

W piątkowy wieczór Legia zremisowała 1:1 z Polonią w derbach stolicy. Dla gości bramkę zdobył Dwaliszwili po podaniu Wszołka, wynik ustalił Ljuboja wykonując rzut karny po faulu Pazio na Koseckim.


Trener Urban wystawił swoją typową jedenastkę w ustawieniu, które chyba najlepiej określać jako 4-1-3-1-1 – z tą różnicą, że na prawej pomocy zagrał Paragwajczyk Salinas.

Piotr Stokowiec musiał pomyśleć nad linią obrony ze względu na absencję paru zawodników – zdecydował się na parę Kokoszka – Injac na środku oraz Pazio i Čotrę po bokach. W ataku obok Teodorczyka zagrał Dwaliszwili.

Błędy

Pierwsze 25 minut meczu pokazało dość wyraźnie strategie przyjęte przez oba zespoły. Legia grała atak pozycyjny, jak zwykle pod wodzą Jana Urbana. Tym razem jednak Saganowski nieco mniej angażował się w defensywę, natomiast ataki były jeszcze częściej przeprowadzane środkiem – Salinas i Kosecki często schodzili do środka, co oznaczało silne zawężanie pola gry. Polonia broniła dwoma liniami po czterech zawodników, ale w okolicach linii środkowej często podejmowała próby pressingu, który zwykle rozpoczynali Piątek, Wszołek lub Teodorczyk. W ataku poloniści szukali prostych rozwiązań, a piłka najczęściej wędrowała od razu do napastników lub na prawe skrzydło do Wszołka. Piątek podawał jednak znacznie celniej niż tydzień temu Przybylski z Iwanem, zatem Polonia nie notowała dużo strat. Poza tym, Teodorczyk i Dwaliszwili bardzo dobrze utrzymywali się przy piłce, choć ten drugi jak zwykle nie imponował aktywnością.

W pomocy Polonia przyjęła grę 1 na 1 – Ljuboja raczej nie interesował pomocników, Yahiya utrudniał grę Radoviciowi, a Piątek asekurował strefę przed obrońcami, zajmował się Salinasem, gdy ten zszedł do środka lub od czasu do czasu atakował Łukasika, który zwykle miał sporo swobody, bo Teodorczyk i Dwaliszwili głównie absorbowali obrońców Legii. Gol padł po indywidualnym błędzie Łukasika, który do tego momentu (i później również) grał bardzo dobrze, jednak chwila zawahania okazała się zgubna. Warto zauważyć, że w tym momencie na prawej pomocy był już nieco bardziej zorientowany na bronienie Brzyski, natomiast na lewej Wszołek, który został wysoko i dzięki temu Piątek miał więcej opcji do wyboru w ataku. Poloniści utrzymywali zresztą to ustawienie dłuższy czas.

Legia wyrównała po długim podaniu do Marka Saganowskiego, który zachował się jak typowy target man – zgrał piłkę do Koseckiego, który wykorzystał swoją przewagę zwrotności nad Pazio. Gdy polonista wcześniej miał okazję doskoczyć do Koseckiego przyjmującego piłkę, zwykle bez problemu mu ją zabierał, natomiast gdy lewy pomocnik Legii miał ją już przy nodze przodem do bramki, Pazio miał spore kłopoty. Okazało się to dość istotne w późniejszej fazie spotkania.

Wyrównana gra

Pod koniec pierwszej i w ciągu całej drugiej połowy obraz gry pozostawał mniej więcej taki sam – Legia ciągle miała drobną przewagę, a Polonia starała się szukać szansy w kontratakach. Sporym zagrożeniem był Kosecki, który dwukrotnie wystawiał Salinasowi idealną piłkę na lewą nogę, ten jednak nie umiał trafić w bramkę. Paragwajczyk przez cały mecz pokazywał, że dobrze rozumie się z Ljuboją i ich kombinacje wyglądały bardzo efektownie, natomiast prawdopodobnie potrzeba im jeszcze trochę czasu, by zaczęły przynosić efekt. Jednak gdy w pierwszym składzie gra Salinas, Legia zaczyna grać bardzo wąsko, a Jędrzejczykowi brakuje trochę umiejętności (zwłaszcza w kwestii dośrodkowań), by wykorzystać miejsce pozostawione przez Paragwajczyka.

W Legii brakowało przede wszystkim a) rozciągania pola gry b) kogoś, kto lepiej niż Radović regulowałby tempo gry i decydował o kierunkach ataku. Serb spisuje się dobrze na nowej dla siebie pozycji (więcej zadań defensywnych niż u Skorży), ale ciągle polega za bardzo na holowaniu piłki, a jego przerzuty, choć dość dokładne, nierzadko są wykonywane nie w porę. Poza tym, jego koledzy też nie ułatwiają mu zadania, zbyt rzadko atakując przy linii. Często najszerzej ustawionym zawodnikiem jest Ljuboja i jeśli przyjmie piłkę (a robi to bardzo dobrze), to zwykle znajduje kogoś przed polem karnym, ale brakuje potem jeszcze jednego zawodnika do szybkiego zagrania z klepki. Legioniści więcej polegają na strzałach z dystansu i akcjach indywidualnych.

Warto zaznaczyć, że choć Polonia po 70. minucie cofnęła się już bardzo głęboko, to jednak broniła się bardzo mądrze. Poloniści zawsze starali się być blisko rywali, skupiali się na tym, by nie dopuścić okazji strzeleckich we własnym polu karnym, próbowali po przejęciu piłki rozciągać grę i wykorzystywać wolne obszary boiska. Legia oddała sporo strzałów, ale większość spoza pola karnego. Poza tym, tercet Wszołek – Dwaliszwili – Teodorczyk potrafi świetnie rozmontować obronę, zwłaszcza gdy zostawi mu się więcej miejsca. W tym meczu największą pracę wykonał jednak Łukasz Piątek, który do dobrej gry w obronie dołożył sporo inicjatywy w ataku.

Prawdopodobnie spory wpływ na ten mecz miałoby odpuszczanie pressingu przez Dwaliszwilego i Ljuboję, ale Gruzina świetnie zastąpił kapitan Polonii, który kilkakrotnie wywierał presję na Łukasiku i raz przyniosło to efekt. Legia natomiast zdobyła gola po długim podaniu, po którym świetnie zachowali się Saganowski i Kosecki. Jak widać, oparcie się na ataku pozycyjnym ma spore zalety, ale zawsze warto urozmaicać swój sposób gry.

Reklama