Jagiellonia 0-0 Zagłębie: nieumiejętna gra skrzydłami

W zeszłą sobotę Jagiellonia Białystok pozbawiona swojego największego asa podejmowała Zagłębie. Po raz kolejny zespół Tomasza Hajty nie był w stanie dokończyć spotkania w pełnym składzie, ale Zagłębie Lubin nie było w stanie tego wykorzystać i mecz zakończył się bezbramkowym remisem.




Tomasz Hajto nie mógł skorzystać z Ukaha, Bandrowskiego i Frankowskiego, poza tym zdecydował się postawić na Modelskiego kosztem Pejovicia, a Norambuena trafił na lewą obronę. Jagiellonia wyszła w dość typowym dla siebie ustawieniu 4-4-1-1.

W Zagłębiu brakowało dwóch podstawowych stoperów, Banasia i Horvátha. Zastąpili ich Reina i Widanow, a na prawej obronie pojawił się Rymaniak. Na lewej pomocy wystąpił tym razem Brazylijczyk Elton Lira, a kapitan Szymon Pawłowski zagrał za wysuniętym napastnikiem, przez co ustawienie również wyglądało bardziej jak 4-1-3-1-1 niż typowe dla Hapala 4-1-4-1.

 Początek

W pierwszych piętnastu minutach trzech ofensywnych zawodników Jagiellonii było ustawionych inaczej – Dżalamidze był po lewej stronie, Makuszewski na szpicy, a za nim Plizga. Potem doszło jednak do roszady i Makuszewski trafił na swoją ulubioną pozycję (co potem wykorzystał oddając strzał z 30 metrów, który uderzył w poprzeczkę), a Plizga i Dżalamidze wymieniali się na pozycji wysuniętego napastnika – prawdopodobnie zobaczylibyśmy próbę gry z fałszywą dziewiątką (czyli nieco inną niż we wcześniejszym meczu, gdy Plizga i Dżalamidze grali raczej obok siebie i wymiennie podchodzili do pomocników), gdyby nie późniejsza wymuszona zmiana ustawienia. Jagiellonia zaczynała każdy atak od uspokajania gry i wymiany krótkich podań, natomiast Zagłębie preferowało raczej nieco szybsze tempo i ciągłe wykorzystywanie skrzydeł. Bardzo dużym zagrożeniem był Abwo, który świetnie wchodził pomiędzy Norambuenę i Gusicia. Dla odmiany po lewej stronie Lira był bardziej konserwatywny, trzymał się linii i dopiero po dłuższym czasie zaczął być bardziej wykorzystywany, nie potrafił jednak stworzyć żadnego zagrożenia i w przerwie został zmieniony.

Czerwona kartka

Tę bardzo groźną sytuację ewidentnie sprokurował Dawid Plizga swoim bezmyślnym podaniem w poprzek boiska (co może dziwić, gdyż zwykle gra dość inteligentnie). Gusić nie ponosi winy za czerwony kartonik, aczkolwiek z góry wiadomo, że jego pewność siebie musiała spaść jeszcze bardziej i w następnych meczach może grać jeszcze słabiej niż w zeszłym sezonie, jeśli trener Hajto nad nim nie popracuje. Po uszczupleniu składu Norambuena przesunął się na środek obrony, gdzie grał do końca meczu, a na lewą trafił człowiek od czarnej roboty, Rafał Grzyb (później na tej pozycji zastąpił go Pejović). Od tego momentu gra Jagiellonii stała się bardzo ostrożna i konserwatywna, aczkolwiek warto zauważyć, że po przejęciu piłki piłkarze Tomasza Hajty ciągle próbowali grać spokojnie krótkimi podaniami i udawało się im to nadzwyczaj dobrze, jak na zespół grający w dziesiątkę. W ten sposób Żubry dotrwały do przerwy, a Zagłębie stworzyło sobie tylko kilka sytuacji, głównie po akcjach prawą stroną z udziałem Pawłowskiego lub Abwo.

Niewykorzystana szansa

Trzeba otwarcie powiedzieć, że pomimo udanej zmiany (Hanzel za Lirę) trener Hapal nie rozegrał najmądrzej drugiej połowy. Wina leży też po stronie zawodników. Pawłowski brał na siebie ciężar gry i nękał obrońców Jagiellonii indywidualnymi akcjami, ale prawie nie zauważał kolegów. Szybka wymiana podań przed polem karnym Jagiellonii mogłaby doprowadzić do tworzenia klarownych sytuacji pod ich bramką, ale piłkarze trenera Hapala nawet tego nie próbowali. Po wejściu Hanzela Robert Jež był jedynym, który próbował czasem rozegrać piłkę z klepki, ale brakowało zrozumienia z innymi zawodnikami. Pomimo stworzenia trójkąta Bílek – Hanzel – Jež piłka była ciągle pchana do skrzydeł, ale nawet te obszary nie były wykorzystywane właściwie. Widanow i Reina grali dość wąsko, z kolei Abwo nadal często trzymał się linii, a po zejściu Ježa do środka po lewej stronie często pojawiał się Hanzel. Z tych powodów Rymaniak i Costa rzadko mieli miejsce do rozpędzenia się i zakończenia rajdu dośrodkowaniem, zamiast tego często centrowali z głębi pola, co zwykle kończyło się wybiciem piłki. Warto odnotować, że Zagłębie 37 razy dośrodkowywało piłkę w tym meczu. Krążący przed polem karnym Pawłowski niemal każdą swoją akcję zaczynał od holowania piłki, co przynosiło mierne efekty. Jež trafił w słupek po tym, jak Zagłębie skontrowało Jagiellonię jednym prostopadłym podaniem. W zasadzie najgroźniejsza sytuacja powstała po głupiej stracie Plizgi (który chwilę później opuścił boisko), gdy Jež lobując Skowrona pomylił się minimalnie.

Czego zabrakło?

Przede wszystkim grający za Šernasem Pawłowski powinien więcej z nim współpracować. Jeśli ktoś odgrywał w tym meczu piłkę z klepki, to właśnie Litwin. Kapitanowi Zagłębia szwankowała też skuteczność, bo za wychodzenie na pozycje można go pochwalić. Ale w momencie, gdy w środku pola byli już Hanzel i Jež, powinien dołączać do nich Abwo ściągając za sobą Rafała Grzyba i w ten sposób tworzyć miejsce dla Rymaniaka. Bílek powinien wycofać się pomiędzy obrońców wypychając Widanowa i Reinę szeroko, co dałoby szansę bocznym obrońcom Zagłębia, by zamienili się w skrzydłowych. Wystarczyło wymienić kilka podań w środku, by stworzyć im sytuacje bramkowe, które zamykaliby Šernas i Pawłowski. Zwinność i szybkość Abwo i Pawłowskiego pozwoliłyby Zagłębiu na utrzymanie się przy piłce przez wystarczająco długi czas, by potem posłać piłkę do skrzydła. Zamiast tego oglądaliśmy festiwal nieudanych dośrodkowań, o które musieli walczyć niezbyt wysocy Pawłowski i Šernas. Gdyby zamiast tego posłać kilka mocnych, płaskich piłek (najlepiej na linię pola karnego, gdzie ktoś wchodziłby z głębi), prawdopodobnie Jagiellonia nie dotrwałaby do końca meczu z czystym kontem. A tak, można ich pochwalić, zwłaszcza za próby utrzymywania się przy piłce pomimo grania w dziesiątkę. Zagłębie nie wykorzystało swojego potencjału.

Reklama

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress