BATE – Hapoel Kiryat Szmona 2-0: nowa siła

BATE Borysów to swego rodzaju fenomen. Piąty rok z rzędu zespół bez indywidualności znajdzie się w fazie grupowej europejskich rozgrywek, a po tym spotkaniu zanosi się, że po raz trzeci w historii zagra w Lidze Mistrzów. Choć nigdy nie miał ekstremalnie wymagających rywali, aby awansować do fazy zasadniczej zawsze ogrywali relatywnie silniejszych od siebie. Kiedy jednak los im dopisał, nie zmarnowali szansy i spokojnie odprawili z kwitkiem izraelskiego rywala.


Oba zespoły zaczęły w niekonwencjonalnych ustawieniach. BATE wyszło w 4-4-2 z rombem w środku, Hapoel w czymś pomiędzy 5-3-2 a 3-5-2, ze wskazaniem jednak na to drugie. W teorii powinno to pozwolić piłkarzom z Izraela na dość dobrą kontrolę przedpola. Trójka stoperów mogła się zająć napastnikami BATE, pomocnicy pilnować na zasadzie „każdy swego”, z kolei cofnięci skrzydłowi asekurować naturalne przy grze rombem bardzo ofensywne boki obrony.

Tyle, że w praktyce gospodarze z pojedynku na  ustawienia wyszli lepiej. Wszystko to dzięki bardzo dużej ruchliwości tak napastników, jak i wszystkich pomocników w obrębie rombu. Cała szóstka przemieszczała się bardzo płynnie, często zmieniając nominalne pozycje. Pozwalało to na wyciąganie z nominalnej formacji poszczególnych zawodników i stwarzało miejsce na rozegranie akcji w lukach, które tworzyły się w ten sposób. Największe spustoszenie siało to na skrzydłach, kiedy wciągnięty przez napastnika boczny obrońca zostawiał swój sektor, w który na wolne pole była adresowana piłka na wolne pole do nabiegającego obrońcy.

W analogiczny sposób udawało się rozciągać trójkę stoperów. Napastnik, który dostawał piłkę na wolne pole mocno rozciągał grę na skrzydło, zabierając ze sobą jednego z obrońców. W lukę starał się nabiegać jeden z pomocników. Przy bardzo szybkim tempie gry lepiej wyszkoleni gracze BATE mieli możliwość na pełnym biegu mijać zawodników rywala, a następnie szukać wrzutek. Te były zadziwiająco celne, jednak skuteczność wykończenia akcji pozostawała na niskim poziomie. Po pierwszych dwóch kwadransach prowadzenie gospodarzy powinno być sporo wyższe.

Dużą liczbę sytuacji BATE zawdzięczało bardzo wysokiemu i intensywnemu pressingowi. Atak wraz z pomocą bardzo dobrze odcinał graczom Hapoelu możliwości rozegrania piłki, co prowadziło u piłkarzy z Izraela do dużej ilości strat w okolicach środka boiska. Było to jednak dość obosieczne, ponieważ kiedy już rywalom udało się minąć linię środkową boiska, brakowało asekuracji, choćby i ze strony defensywnego pomocnika. Doprowadziło to do dwóch groźnych kontr w końcówce pierwszej połowy, które powinny przynieść przyjezdnym bramki.

W drugiej połowie obraz gry lekko się zmienił. Gracze BATE nadal próbowali rozszerzać grę tak, aby tworzyły się luki pomiędzy zawodnikami, natomiast goście starali się zawężać krycie. Co jakiś czas przechodzili wręcz na czwórkę obrońców, jednak nie w typowym ustawieniu, raczej jeden z cofniętych skrzydłowych poszerzał krycie na skrzydle w wykonaniu trójki stoperów. Większą zmianę przyniosło zejście Vahaby i wprowadzenie Abeda na prawe skrzydło, co spowodowało przejście na płaskie 4-4-2, wzmocnione jeszcze zmianą Gazala na Badasha, grającego wyżej niż zaczynający to spotkanie defensywny pomocnik. Nie przyniosło to jednak wiele korzyści, dodatkowo po czerwonej kartce dla Matovicia trzeba było zrezygnować z jednego napastnika.

Był to moment w którym BATE powróciło z mocniejszym pressingiem i zaczęło grę systemem z pierwszej części. W 4-4-2 dwójkę stoperów było już łatwiej rozciągnąć na boki, a przy nieco ofensywniej usposobionym środku pomocy, brakowało asekuracji dla obrony Hapoelu. Efektem był jeden gol, choć na dobrą sprawę sytuacji było znacznie więcej.

Białorusini zrobili ogromny krok w kierunku kolejnego występu w Lidze Mistrzów. Choć taktycznie zaprezentowali się bardzo ciekawie, w starciu z dużo lepiej wyszkolonymi rywalami prawdopodobnie będzie im ciężko, choć z całą pewnością będzie ich stać na sprawienie kilku niespodzianek i być może na grę na wiosnę w Lidze Europy. Przy tak dobrej serii jest szansa, że zagości na dłużej na europejskich salonach, jako solidny średniak. Być może uda mu się też wychować następce dla Wiktora Gonczarenki, który takimi sukcesami, jakie osiągnął w BATE, powinien znaleźć sobie zatrudnienie w znacznie bardziej renomowanym klubie.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama