Grecja 1-2 Czechy: bez Rehhagela grecka defensywa słabuje

Dwie błyskawiczne akcje prawą stroną dały Czechom wygraną, której nie zagroził jedyny gol Greków zdobyty (znów!) po błędzie defensywy, a w zasadzie bramkarza, co do tego nie można mieć wątpliwości. Lata świetności greckich obrońców dawno minęły i niełatwo osądzić, czy wymuszona zmiana obydwu stoperów po meczu z Polską miała wpływ na bramki stracone w tym spotkaniu.


Czesi zaprezentowali ustawienie znane już z drugiej połowy meczu z Rosją, natomiast kosztem Hubnika do środka defensywy został przesunięty Kadlec, a jego miejsce po lewej zajął Limbersky. Ustawienie pozostało bez zmian – 4-2-3-1, ale teraz już z wyraźnym defensywnym pomocnikiem.

Grecy dokonali kilku zmian, w tym wspomnianej już na środku defensywy. Oprócz tego do Maniatisa i Karagounisa dołączył Fotakis, po prawej stronie ataku zaczął Salpingidis, a na szpicy zajął miejsce Samaras. Pozycję po lewej stronie obsadził Fortounis. Całość przypominała nieco przechylone 4-5-1, ze względu na dość wysoko ustawionego Salpingidisa.

Początek

Podobnie jak z Rosją Czesi atakowali od samego początku, ale tym razem nie zapominali o asekuracji. To było podstawowe zadanie Hübschmana. Być może również z tego względu dobrze funkcjonowały skrzydła, zwłaszcza prawe. Lewonożny Jiráček ustawiony po tej stronie miał schodzić do środka i już pierwsza akcja tego typu przyniosła powodzenie, a podawał mu Hübschman. Statyczni Grecy zbyt późno zorientowali się w sytuacji, jednego obrońcę dobrze wyciągnął z pola karnego Baroš i było 1:0. Druga bramka padła, gdy Baros wreszcie umiejętnie wykonał swoje zadanie – utrzymał się przy piłce przed polem karnym, a zamierzający mu pomóc Jiráček ściągnął do środka lewego obrońcę Grecji. Otworzył się korytarz dla Gebre Selassie, który natychmiast został wykorzystany, a piłkę posłał w uliczkę Rosicky wykazując się doskonałą spostrzegawczością. Dośrodkowanie wykorzystał przy dużej dozie szczęścia Pilař. Trzeba tu dodać, że przy obydwu golach nie popisał się bramkarz Grecji, Chalkias, który zresztą niedługo później poprosił o zmianę.

Interludium

Następna faza meczu przypominała nieco początek drugiej połowy meczu Polska – Grecja. Grecy próbowali atakować, ale ich kreatywność stała na bardzo niskim poziomie. Natomiast Czesi chcieli kontrolować grę i od czasu do czasu kontratakować, ale zupełnie im to nie wychodziło. Dość powiedzieć, że oprócz dwóch goli Czesi oddali jeszcze tylko jeden celny strzał. Pozostałe były niecelne (5) albo zablokowane (1). Długimi fragmentami z boiska wiało nudą, Czesi zadowoleni z wyniku przyjmowali Greków na własnej połowie, a ci poza długimi piłkami na Samarasa nie mieli kompletnie pomysłu, jak sforsować czeską obronę. Z roli rozgrywającego nie wywiązał się Karagounis, który został praktycznie wyłączony z gry przez Hübschmana. Salpingidis nie był już tak dynamiczny jak wchodząc z ławki, dodatkowo schodząc do środka grał na lepszą nogę Limbersky’ego, który radził sobie całkiem dobrze. Jedynym zawodnikiem próbującym stworzyć jakieś kombinacje był Fortounis, ale jego koledzy nie pomagali mu zbytnio. Ciekawym rozwiązaniem było dośrodkowanie w sytuacji, gdy padł gol wykluczony później decyzją sędziego. Czy był spalony czy nie, to już nieistotne, natomiast samo zagranie było godne uwagi – dośrodkowanie z głębi prawego skrzydła na trzech greckich napastników stojących tuż koło siebie. Aż dziw, że Grecy nie próbowali później ponownie wykorzystać tego wariantu.

Koniec

Ostatnie 20 minut grecki zespół zagrał w ustawieniu 4-2-2-2 albo nawet 4-2-4. W środku pomocy pozostali jedynie Karagounis z Maniatisem, na lewe skrzydło przesunął się Samaras, jako wysunięci napastnicy grali Gekas i Mitroglou. Wymuszało to ciągłe zagrywanie długich piłek (typowych dla Greków), ale jednak nie odniosło sukcesu, raczej z powodu kiepskiej dokładności podań i ciągle zbyt statycznej gry.

Czesi udowodnili, że agresywny pressing i szybkie ataki skrzydłami są znakomitą bronią, gdy przeciwnik jest niepewny i zbyt statyczny w linii obronnej. Potem próbowali kontrolować przebieg meczu, ale nie byli pewni zwycięstwa. Dużym atutem był Hübschman, który znakomicie pilnował strefy przed stoperami. Wnioski zostały wyciągnięte i Czesi zdobyli pierwsze trzy punkty na Euro 2012.

Reklama