Euro: Polska – Rosja 1-1: Zmiana taktyki dodaje szans Polakom

We wszystkich dużych imprezach, w których uczestniczyła reprezentacja Polski, licząc od 2002 roku, mecze drugiej kolejki przekreślały szanse Polaków na awans ( Z lekkim wyjątkiem Euro ’08). Po remisie z Grecją, naszą kadrę czekał mecz z kadrą Rosjan, która zachwyciła w meczu otwarcia z Czechami. Wiadome było więc, że na to spotkanie trzeba było znacznie poprawić grę, a także zaskoczyć rywali taktycznie. Asystent Smudy, odpowiedzialny za rozpracowywanie rywali, przed meczem zapowiadał:


„Spodziewamy się, że z nami Sborna nie odda całkowicie inicjatywy, bo jednak ta ekipa lepiej czuje się atakując niż broniąc. Z tym że czasem celowo potrafi wciągnąć przeciwnika na swoją połowę. Musimy na to uważać. Liczymy, że będą grali bardziej otwarcie od Greków.”

Przygotowano więc taktykę bardziej reaktywną niż meczu z Grekami. Głównymi założeniami było zabezpieczenie przede wszystkim środka pola, cofnięcie linii obrony, zabezpieczające przed podaniami prostopadłymi, przywiązanie szczególnej uwagi, aby nie dać się zbytnio wyciągnąć, a także „mądre używanie” Roberta Lewandowskiego. I właśnie ta taktyka, połączona ze słabszym dniem Rosji, dała nam dalsze szanse na awans z Grupy
Trener Rosjan, Dick Advocaat, nie zmienił swojej drużyny w porównaniu z meczem otwarcia. Jak upierał się Dariusz Szpakowski, jego podstawową zasady w pracy szkoleniowej jest przekonanie, że „zwycięskiego składu się nie zmienia”. Selekcjoner Rosjan był tak miły, i był wierny oczekiwaniom znanego komentatora, ustawiającym swój zespół w klasycznym dla trenerów z kraju tulipanów, systemie 1-4-3-3. Tym, co było nietypowe, to jednak wykorzystanie tego systemu. Jednym z założeń takiej gry, jest wykorzystanie skrzydłowych ustawionych szeroko. To trójka pomocników odpowiada za rozgrywanie i wyprowadzanie piłki środkiem boiska, a boczni napastnicy, a właściwie skrzydłowi, rozciągają obronę rywali. W Sbornej jednak, na pozycjach tych ustawieni byli nominalni ofensywni pomocnicy, tj. Arszawin i Dżagojew. Głównymi atutami obu są prostopadłe podania w środku boiska.  

LINIA OBRONY 

 O ile mecz z Czechami ułożył się dla Rosjan fantastycznie, gdyż szybko zdobyli bramkę i Czesi otwarli się przed nimi jeszcze bardziej, tak Polacy, jak już wcześniej wspomniałem, zwracali bardzo dużą uwagę na zabezpieczenie własnej bramki minimum 6 zawodnikami. Dodatkowo obrońcy stali bardzo wąsko, zupełnie odpuszczając krycie bocznych stref. Zarówno Arszawin jak i Dżagojew grali przeważnie w środku, a nawet gdy schodzili, rzadko decydowali się na dośrodkowania. Nasi obrońcy podjęli więc ryzyko, które się opłaciło. Efektem antycypacji prostopadłych podań Rosjan, było m. in. 7 przejęć tych zagrań (interceptions) Wasilewskiego. Wąska gra defensorów daję też większe szanse asekuracji i dlatego tak dobrze wyglądali Polscy obrońcy. Dzięki wzajemnemu wsparciu płazem uchodziły nawet takie błędy jak strata Boenischa, po bezsensownym dryblingu tuż przed polem karnym. Spotkanie pozwoliło też wyrosnąć na prawdziwego lidera drużyny właśnie Marcinowi Wasilewskiemu. Nie dość, że bardzo dobrze grał w defensywie, dawał bardzo dobry przykład swym zachowaniem. Ofiarne wślizgi poparte były m. in. 50 metrowym sprintem za piłką przechwyconą na linii środkowej. Boczni obrońcy nie byli aż tak widoczni w ofensywie, ale było to spowodowane bardziej defensywną grą całej drużyny. Gdy już podłączali się do akcji, byli bardzo przydatni. Dzięki temu Piszczek zanotował jedno kluczowe podanie, a Boenisch udany drybling na połowie przeciwnika i strzał na bramkę. Dla porównania, bardzo ważny w planie ofensywnym, prawy obrońca Aniukow, we wszystkich tych statystykach ma cyferkę „0”.

POMOCNICY 

Jedyną taktyczną zmianą Smudy, obok wymuszonego wprowadzenia Tytonia, było wymienienie Rybusa na Dudkę, wiążące się jednak, ze sporymi zmianami w ustawieniu reszty zawodników. Rybus i Dudka to oczywiście zupełnie różni piłkarze, dlatego więc Dudka przejął rolę grającego najgłębiej pomocnika, Obraniak powędrował na lewę skrzydło Rybusa, a Murawski przejął centralną rolę Obraniaka. Murawski jest typem klasycznego środkowego pomocnika, potrafiącego zarówno obsłużyć partnera dobrym podaniem, uderzyć z dystansu, ale też nie stroniącego od fizycznej walki. Dlatego więc, pomimo że teoretycznie przesunięty do przodu, to w skutek cofnięcia całego zespołu, jego rola niewiele różniła się względem spotkania z Grecją. Za zadanie miał zarówno odbierać piłki na pierwszych metrach własnej połowy, ale także stanowić wsparcie dla bardziej ofensywnych zawodników i służyć swą osobą, jako ścianą do wymiany podań.

  Bardzo dobrze zagrali Dudka i Polański. Tego drugiego chwalili nawet ci, którzy wcześniej skupiali się tylko na jego paszporcie i deklaracjach patriotycznych. Urodzony w Sosnowcu Bogusław Eugeniusz wypracował drugą liczbę podań w drużynie i drugą średnią ich celności. Eugen poczuł się na tyle pewnie,że po chyba najlepszej drużynowej akcji Polaków znalazł się sam przed Małafiejewem i nawet go pokonał. Niestety w momencie podania był na spalonym.

 LEWANDOWSKI 

Z oceną występu naszego asa mam największy problem. Zresztą, sądząc po twitterowych konsultacjach nie tylko ja. W porównaniu z pierwszym meczem miał trochę inne zadania. O ile z Grekami jasne było gdzie jest jego miejsce i że ma grać przede wszystkim przodem do bramki, o tyle tutaj większość jego pracy polegała na pomocy w kolegom w rozpoczęciu ataków. Cała drużyna broniąc się byłą bardzo cofnięta i chcąc kontratakować Rosjan, należało szybko przemieścić piłkę w strefę Rosjan. Jako, że Lewandowski przeważnie w momencie zaraz po odbiorze był jedynym Polakiem na połówce rywali, zbyt częste granie piłki wiązało się zarówno z mniejszymi szansami (przewaga liczebna Rosjan) jak i szybkim zmęczeniem napastnika z Dortmundu. Dlatego też Lewandowski tak wściekł się, gdy Tytoń zagrał mu piłkę na pojedynek główkowy z Bierezuckim. Nie dość, że miał mniejsze szanse, niż gdy piłka znajdowała się na murawie, to jeszcze nie miał gdzie takie podanie zgrać. Warto zaznaczyć też rolę Lewandowskiego w obronie. Robert zupełnie niemal odpuszczał ataki na środkowych obrońców oraz Denisowa wyprowadzających piłkę. Wiązało to się z oszczędzaniem sił, ale także z zachęcaniem Rosjan do dalszej gry środkiem, czyli tego na co byliśmy przygotowani. Sam Lewandowski zwrócił na to uwagę po meczu:

„Nie było mi łatwo walczyć z czterema czy pięcioma obrońcami. Wiele mnie to jednak nauczyło. Teraz, grając w następnym spotkaniu będę wiedział jak się dobrze zachować i co zrobić jeszcze lepszego, aby stworzyć sytuację i strzelić gola. Czasami byłem osamotniony i te piłki miałem typowo do walki. Taką mieliśmy jednak taktykę.”

ROSJANIE 

Wszyscy obawialiśmy się tej drużyny, znając ją m. in. z poprzedniej imprezy, ale też po obejrzeniu pierwszego ich meczu. Z perspektywy trzeba jednak przyznać, że był to też obraz przejaskrawiony przez optymistyczną taktykę Czechów. Dynamika gry wynikała z otwartości w grze naszych kolejnych rywali. W meczu z nami Rosjanie natknęli się na cofniętą linię obrony, ustawioną bardzo wąsko. Zmuszaliśmy ich do ataku pozycyjnego, a ten nie wychodził im zbytnio. W grze Kierżakowa brakowało ruchliwości, a Arszawin za długo zwlekał z oddawaniem piłki, co skutkowało ogólnym wolnym tempem cyrkulacji piłki u Rosjan. Ciężko mi przypomnieć sobie akcje rozgrywane przez rywali na jeden kontakt. Aż nadto widoczne było słabe wykorzystanie bocznych stref. Nie było niespodzianki w tym, że Dżagojew i Arszawin głównie grali w środku, jednak dziwiła bierność Anjukowa i Żyrkowa. Co prawda ten drugi był bardziej aktywny, jednak od niego oczekiwano najwięcej w tej strefie, a zdecydowanie lepiej od niego wypadł Łukasz Piszczek. Omawiając grę Sbornej trzeba wspomnieć o roli Denisowa. Zawodnik ten zaliczył 107 podań! Zdecydowanie najwięcej ze wszystkich zawodników. Było to więcej nawet, niż łączna liczba podań Błaszczykowskiego, Murawskiego i Obraniaka! Co więcej, wykonał tyle zagrań przy 92% dokładności. Spory wpływ na to miało na pewno jego ustawienie. Grał głównie w okolicy koła środkowego, a tam jak wcześniej wspomniałem, nie napotykał raczej na pressing Polaków, jednak przez pragnienie drużyny Rosyjskiej do jak najdłuższego utrzymania się przy futbolówce, był częstym punktem na drodze futbolówki. Mam nadzieję, że nie zostanę zbytnio skrytykowany, gdy wskaże na pewne podobieństwo do roli Busquetsa w Barcelonie. Duża rola w fazie defensywnej, przebiegnięte 11,5km, czyli jeden z wyższych wyników w drużynie, ale zarazem bardzo duża liczba podań, dalej jednak od bramki rywala.

WNIOSKI 

Sporym zaskoczeniem powinien być nie wynik, nie sam styl gry, ale taktyczna dyscyplina naszych zawodników. Może przesadą byłoby porównanie do Greków A.D. 2004, ale konsekwenta gra obronna naszych frustrowała Rosjan. Efektem tego żółta kartka dla Dżagojewa czy głupi faul Arszawina. Spotkanie z Czechami będzie miało jednak zupełnie inny przebieg. Czesi nie przywiązują aż takiej wagi do samego posiadania piłki, opierając się raczej na dynamice akcji. Można było doszukać się podobieństw w ich grze w spotkaniu z Grekami, do naszego występu z tym samym rywalem. Przez to nie należy oczekiwać takiej samej gry naszych. I o ile Smuda nie chciał tego meczu przegrać, o tyle z Czechami musimy wygrać. Nawet z Grekami zadowalał nas remis. Ciąży więc większa presja ofensywna niż w obu wcześniejszych spotkaniach. I o ile z Rosjanami główne niebezpieczeństwo czychało na nas w środku boiska, o tyle Czesi, szczególnie pod nieobecność Rosickiego, ich gra opierać się będzie na dynamicznych skrzydłowym, m. in. świetnym w meczu z Grekami Gebre Selasie.

Śledź autora na twitterze: @MJagielka

Reklama