Euro: Hiszpania – Portugalia 0-0 (karne 4-2): Dopiero karne rozdzieliły obrońcę i pretendenta.

Nie jest niczym nowym, że spotkania o decydującą stawkę, rozgrywane w fazie pucharowej charakteryzują się mniejszą liczbą bramek. Waga wyniku pojedynczego spotkania staje się coraz większa i każdy błąd może skutkować wielkim rozczarowaniem.
Nawet w obecnych mistrzostwach, o ile średnia bramek na mecz w fazie grupowej wyniosła 2,5, to w czterech spotkaniach ćwierćfinałowych, było to już 2,25 i to pomimo faktu, że 2/3 sumy trafień to zasługa meczu z Gdańska. Wpływ na taką bramkową posuchę, oprócz bardziej zachowawczej gry, ma też „ekskluzywność” występujących tu zespołów. Bije się między sobą już ścisła czołówka i różnice między zespołami są coraz mniejsze. Aby móc zaskoczyć przeciwnika, potrzeba czegoś naprawdę „ekstra”. Oglądamy czołówkę zawodników, ale też trenerów przygotowujących strategię. Nie ma nic zaskakującego, że jedyne bezbramkowe remisy na tych mistrzostwach, oglądaliśmy dopiero w fazie pucharowej, na dodatek w tych wyrównanie zapowiadających się spotkaniach.  


STARCIE STYLÓW

Mecz sąsiadów z półwyspu iberyjskiego porównywany był w zapowiedziach, do starć Realu z Barceloną. Klubów, których trzony składają się z zawodników obu nacji. I tak głównym argumentem kadry Portugalii miał Cristiano Ronaldo, natomiast drużyny La Furia Roja miała zagrażać osobami Iniesty i Xaviego. Charakterystyka zawodników odcisnęła piętno na tożsamościach drużyn. Hiszpania, to jak Barcelona, przede wszystkim atak pozycyjny, gra oparta na spokojnym rozgrywaniu piłki i współpracy zespołowej. Portugalia natomiast, tak jak Real, w którym grają Ronaldo, Pepe i Coentrao, to rozważny pressing, głębiej ustawiona linia obrony i szukanie kontrataków, przeważnie skrzydłami, gdzie grają szybcy skrzydłowi.

HISZPANIE

Właściwie jedyne pytanie odnośnie składu Hiszpanii, to postać środkowego napastnika. W tym wypadku o tyle ważna, że mająca znaczny wpływ na styl gry zespołu. Na ten turniej Del Bosque zabrał atakujących o różnej charakterystyce i używa w zależności od spodziewanej gry rywala. Torres, to gra przeciwko wyżej ustawionej linii obrony, gdzie zawodnik Chelsea miałby miejsce na szukanie podań na wolne pole, ewentualnie mecz, w którym selekcjoner spodziewa się dużej ilości okazji, jak z Irlandią. Dodatkową opcją był pomysł z Fabregasem w roli najbardziej wysuniętego zawodnika. Była to opcja, w teorii, najbardziej zbliżająca La Selección Española do ideału tiki-taki. Jak największej na boisku liczby zawodników zdolnych do gry piłka na małej przestrzeni i minimalną liczbą kontaktów. Szczególnie przydatna, gdy spodziewano się głębokiej obrony rywala i bardzo zagęszczonego pola gry. Wydawało się, że opcją trzecią w kolejności jest Fernando Llorente. Zawodnik przydatny, kiedy próbuję się grać prostszymi metodami. Napastnik bardzo dobrze grający głową, lubiący pojedynki siłowe, krótko mówiąc, ktoś o zupełnie innych parametrach od reszty zawodników. Vicente del Bosqe znów jednak wszystkich zaskoczył i wybrał Alvaro Negredo. Zawodnika o podobnej charaktersytyce jak Llorente, ale cieszącego się chyba jednak, mniejszą renomą. Miał być hiszpańską odpowiedzią na bardzo siłowych i skutecznych obrońców rywala. Móc przyjąć piłkę, mając na plecach albo Pepe albo Alvesa, a także stanowić zagrożenie w walce o górną piłkę, czy to po długim podaniu, np. przy pressingu Portugalii lub po SFG. Należy jednak ocenić, że napastnik Sevilli nie spełnił swojego zadania. To nie on zawiódł najbardziej, jednak nie dawał drużynie tego czego od niego oczekiwano. Tylko raz w pierwszej połowie przyjął piłkę w polu karnym rywala, odparł atak Bruno Alvesa, z którym nieustannie toczył pojedynki, a następnie dokładnie dograł i tym samym stworzył okazję strzelecką dla Iniesty. Także on miał swój przy drugiej najgroźniejszej okazji Hiszpanów, gdy „przepchnął” piłkę, wykładając ją Arbeloi.  

PIERWSZA POŁOWA

Portugalia grała bardzo dobrze w defensywie. Przedni tercet nieustannie przeszkadzał linii obronnej rywala, stosując inteligentny pressing, a reszta drużyny potrafiła utrzymywać odpowiednią głębokość ustawienia defensywy. Portugalczycy nie zagęszczali maksymalnie boiska, lecz zabezpieczali najniebezpieczniejsze strefy. Szkoła barcelońska mówi, że gdy jesteśmy bez piłki, zagęszczamy zajmowany obszar do 1/4 powierzchni boiska. W takim tłoku drużyny słabe techniczne szybko się gubią i zmuszane są do oddawania piłki wybiciami na oślep. Hiszpanie są jednak lepsi technicznie od Portugalczyków i mieliby spore szanse na wyjście spod takiego pressingu, co zresztą z biegiem czasu pokazywali. Im dłużej trwał mecz, tym spokojniej wyprowadzali piłkę Hiszpanie. A gdyby już wyszli spod ostrego pressingu, mieliby sporo miejsca na kontrataki. Portugalczycy nie chcieli na to pozwolić i odpowiednio podzielili zadania w fazie pressingu. Ronaldo, Almeida i Nani atakowali szczególnie, gdy trudną piłką dostawali boczni obrońcy Hiszpanów lub gdy dwójka środkowych musiała trudzić się z górną piłką. Trzech środkowych pomocników miało za zadanie wypychać na własną połowę Xaviego , Iniestę i Silvę. Busqets i Alonso naturalnie cofali się pod obrońców. Coentrao i Pereira zmagali się głównie z włączającymi się Arbeloą i Albą, a także pomagali przy kryciu Silvy i Iniesty schodzących do środka. Alves i Pepe odpowiedzialni byli głównie za Negredo i mieli uprzykrzyć mecz każdemu walczącemu o górną piłkę na ich połowie. Efektem takiego planu, była początkowa panika w zespole Hiszpanii. Obrońcom tytułu i Mistrzom Świata jednocześnie, nie przystoją zagrania takie jak nieskoordynowane jednoczesne próby wybicia Pique i Arbeloi czy nieporadne interwencje szczupakiem, jak u Ramosa. Hiszpanie nie byli w stanie zepchnąć Portugalczyków do obrony na własnej połowie i dwójka pomocników, najczęściej Busquets i Alonso musiała cofać się jednocześnie do obrońców by pomagać przy wyprowadzaniu piłki. Wyłączył to niemal w kreatywnej gry Xaviego. W całym spotkaniu uzbierał liczbę podań znacznie poniżej swojej średniej na tym turnieju, wykonując jedynie 71 takich zagrań, przy średniej z pięciu meczów nieznacznie przekraczającej 100. W półfinale więcej razy od niego, futbolówkę podawali Ramos i Busquets. Widząc to, Del Bosque szukając zwycięstwa w dogrywce, ściągnął go przed czasem, zmieniając na grającego inaczej Pedro.  

DRUGA POŁOWA

Nawarstwiające się zmęczenie Portugalczyków i rozsądne zmiany hiszpańskiego szkoleniowca, zmieniły nieco obraz gry, jednak nie dały osiągnięcia celu, czyli zwycięstwa w normalnym czasie, lub chociaż w dogrywce. Pomimo posiadania takiego bramkarza jak Casillas, obrońcy tytułu wiedzieli, że większe szanse mają na zwycięstwo w normalnej grze, gdyż są bardziej utytułowanym, a więc teoretycznie lepszym zespołem. Hiszpanie coraz bardziej zaczynali przypominać tą drużynę, którą znaliśmy z poprzednich imprez. Udawało się nawet stwarzać jakieś okazje bramkowe, bliski zdobycia bramki był m. in. Pedro. Wprowadzeni Pedro i Navas wnieśli sporo ożywienia na skrzydłach, gdzie wcześniej jedyne zagrożenie stwarzali włączający się obrońcy Alba i Arbeloa. Silva i Iniesta naturalnie ściągali do środka boiska, gdzie panowało spore zagęszczenie. Pedro i Navas, dołożyli swoje dynamiczne rajdy, odciążając nieco wcześniejszych skrzydłowych, a także ściągając dodatkowych Portugalczyków potrzebnych do asekuracji skrzydeł. Fabregas, grający prawie całą drugą połowę, także był znacznie częściej pod grą niż wcześniej Negredo. Udowodnił tym samym, że o ile La Roja nie chce używać długich podań i szukać dośrodkowań, nawet przy rzutach rożnych, to bardziej przydatny jest nominalny ofensywny pomocnik, niż typowy napastnik. Najbardziej charakterystycznym obrazkiem z gry, było długie zagranie poza pole karne, gdy nie było możliwości krótkiego zagrania, a Hiszpanie nie chcieli ryzykować przegranego pojedynku po dośrodkowaniu.  

PORTUGALCZYCY

Portugalia zostawiła bardzo dobre wrażenie. Paulo Bento zbudował drużynę bardzo mocną i dobrze poukładaną. Udało mu się połączyć talent Ronaldo z pracą kolektywną reszty zawodników. Zupełnie inaczej na przykład prezentował się, jeśli porównać go do MŚ ’10. Dobrze pokazywał się w ofensywie, ale dodatkowo był bardzo skutecznyw grze defensywnej. Cały czas świadomy swoich obowiązków.Fantastyczną robotę wykonywała trójka środkowych pomocników. Ruchliwy Meireles, waleczny Veloso czy odpowiedzialny Moutinho. Każdy mógłby być zadowolony ze swojego występu. Tak jak Pepe, który pokazał wszystko co ma najlepsze. Nie dając żadnych oznak swej nieprzewidywalności, którą tak często mu się zarzuca. O ocenie całego występu zaważy nieznaczny fragment gry. Piłka jest okrutna

ROZSTRZYGNIĘCIE

 Mecz przez cały czas trwania był bardzo wyrównany. Swoje okazję miała Hiszpania. Portugalczycy będą upierać się o nieprzyznanie rzutu karnego po kiksie Ramosa. Nawet w końcówce, gdy wydawało się, że zdecydowaną przewagą mają Hiszpanie, niemal stuprocentową sytuację zepsuli wespół Ronaldo i Meireles. Sepp Blatter stwierdził niedawno, że rozstrzyganie wyniku w sporcie zespołowym poprzez konkurs indywidualny jest niesprawiedliwe. I choć nieprawdą jest, że jest to loteria, ponieważ decydują zdolności techniczne i odporność psychiczna, to rzuty karne najbardziej podkreślają element ludzki w piłce nożnej. Oba zespoły stoczyły wyrównany bój, godny półfinału Mistrzostw Europy, a różnicą między euforią, a porażką być może była decyzja trenera odnośnie kolejności strzelców „jedenastek”. Profil autora na Twitterze: @Mjagielka

Reklama