Dania-Portugalia 2-3 – Taktyka z rozrywką w tle


W najbardziej atrakcyjnym jak dotąd meczu na EURO Portugalia pokonała Danię 3-2, a takie rozstrzygnięcie oznacza, że w grupie B jeszcze każdy ma szansę zagrać w ćwierćfinale. Kilka faz tego meczu doskonale pokazało czego kto chce. Mecz mógł się podobać zarówno kibicom stawiającym na atrakcje jak i miłośnikom taktyki. Gołym okiem widać było zabiegi taktyczne stosowane w celu osiągnięcia swojego zamierzonego celu. Udało się tylko Portugalii.
Jak z otwartej książki
Ani Paulo Bento, ani też Morten Olsen nie kombinowali z ustawieniami i nie zaskoczyli przeciwnika, stosujac te same ustawienia co w 1 kolejce. Duńczycy podobnie jak w pierwszym meczu z Holandią wyszli w zestawieniu 4-2-3-1, a Portugalia zgodnie z przewidywaniami 4-3-3. Dlatego też ruchy z obu stron były dość czytelne dla szkoleniowców.
Olsen chcąc ograniczyć krótkie i szybkie wymiany piłek pomiędzy technicznymi zawodnikami Portugalii zagęścił środek pola. Warto było zwrócić uwagę, że Duńczycy od samego początku nie atakowali wysoko rywala, lecz skrócili pole gry. Charakterystycznym elementem było również „związanie” defensywnych pomocników do stoperów, którzy niemal zawsze tworzyli kwadrat w centralnej części boiska. To zabieg taktyczny często wykorzystywany przez Jurgena Kloppa w Borussii.

Takie ustawienie wymusiło na Portugalii grę długą piłką w początkowej fazie. Mając trzech zawodników na desancie, tracili przewagę w środkowej części boiska, dlatego jedynym wyjściem były dalekie piłki od stoperów do Naniego, Ronaldo czy Postigi. Przy rozgrywaniu Pepe oraz Alves rozbiegali się bardzo szeroko, wypychając tym samym do przodu bocznym obrońców. Postiga oraz skrzydłowi byli ustawieni bardzo wysoko i stosowali w pierwszej połowie aktywny pressing, co utrudniało Danii rozgrywanie piłki. Nie potrafili sobie z tym poradzić i w efekcie trudno kleiło się akcje oparte głównie na grze na 1-2 kontakty.
Stałe fragmenty
Gdyby zapytać przed meczem 100 kibiców o to który z zespołów zdobędzie bramkę po stałym fragmencie, zdecydowana większość powiedziałaby, że Dania. Tymczasem kombinowane rzuty rożne z początku konfrontacji przyniosły Duńczykom tylko stratę czasu i okazji. Zamiast dośrodkowań na wysokich i dobrze grających głową zawodników, były próby zaskoczenia rywala krótkim rozegraniem, które w najlepszym wypadku kończyło się kolejnym rogiem. Portugalczycy bronili strefowo, a było też widać, że czuli respekt przed tym elementem gry, bowiem przy każdym kornerze w polu karnym lub przed nim skupiała się cała drużyna Portugalii. To dlatego też nie obserwowaliśmy w pierwszej odsłonie grającej z kontry ekipy Paulo Bento.
Sfg niespodziewanie okazały się bronią Portugalczyków. I tak w 24 minucie po dośrodkowaniu na krótki słupek i strzale niekrytego Pepe (jeden z najlepiej grających głową piłkarzy pozostał bez krycia!) oraz złej asekuracji słupka Dania straciła gola. Widać, że podopieczni Mortena Olsena nie czuli się dobrze przy kornerach w obronie, bo Portugalia miała w pierwszej połowie kilka innych okazji właśnie po takich zagraniach.
O wiele lepiej radzili sobie z rzutami wolnymi. Tam wysoko ustawiona linia obrony (nowy standard w taktyce obronnej przed rzutami wolnymi) z reguły wybijała piłki dochodzące, lecz widać było, że Andersen popełnił kilka błędów przy innych okazjach. Duński bramkarz często wahał się przy dośrodkowaniach i nie „zgarniał” swoich piłek.
Zmobilizowani golem
Po stracie gola Dania musiała wykazać większą chęć gry i wyszła wyżej do przodu, by rozszerzyć pole gry, co dało więcej miejsca dla dryblerów. Efektem czego był gol na 2-0, gdzie Portugalczycy wykorzystali rozluźnienie duńskich szeregów.
W dodatku wysoko ustawiona 1 linia Portugalii stosowała wysoki pressing, co utrudniało rozegranie piłki i tak tego dnia mającym kiepski przegląd pola duńskim stoperom. Dopiero pierwsze w tym meczu diagonalne podanieod Krohna (z lewej) do Jacobsona (na prawą) przyniosło poważniejsze zagrożenie i od razu kontaktowego gola.
Warto zwrócić uwagę na Bendtnera, którego przez większość meczu nie było widać, lecz pojawiał się w odpowiednich momentach i wykorzystał świetną grę głową. Tak było też w 80 minucie, kiedy zawodnik Sunderlandu doprowadził do wyrównania. Zresztą od początku drugiej połowy boczni obrońcy Danii wychodzili o wiele wyżej i na zmianę próbowali częstować Bendtnera wysokimi piłkami w pole karne. Jedno z nich przyniosło właśnie wspomniane wyrównanie.
Przede wszystkim defensywa
Gol wisiał w powietrzu już wcześniej, bowiem pomiędzy 55 a 75 minutą Portugalczycy oddali inicjatywę Danii, pozwolili jej wykorzystać boczne sektory boiska, które z racji swojego wysokiego ustawienia często pozostawiali puste. W dodatku Portugalia nie straszyła nawet kontrami w tym okresie gry. Do momentu utraty wyrównującego gola oprócz sytuacji sam na sam Ronaldo, zawodnicy z Półwyspu Iberyjskiego mogli zagrozić Andersenowi wyłącznie strzałami z dystansu.
Dopiero przy wyniku 2-2 faza gry znów się zmieniła. Zadowoleni z punktu Duńczycy wycofali siły z terenu rywala i znów osiedli głębiej na własnej połowie. To okazało się zgubne, bowiem wysoki pressing przyniósł Portugalii oczekiwane efekty. Gola na 3-2 zdobył Varela i cały plan Olsena znów wziął w łeb.
Widać było, że obie drużyny w trakcie zmiennych faz meczu starały się przede wszystkim bronić osiągniętego wyniku. Przy 2-0 Portugalia zrezygnowała z prowadzenia gry, a przy 2-2 Duńczycy woleli wyczekać do końca. Nie udało się to i teraz w ostatniej kolejce muszą liczyć co najmniej na remis z Niemcami i dopingować Holandię. Dwa ciężkie do spełnienia warunki, lecz wciąż możliwe, że to właśnie Dania okaże się „czarnym koniem” imprezy i to dzięki grze głową! A propos tego elementu obserwujemy dominację gry w powietrzu na EURO 2012. W poprzednim sezonie w Ekstraklasie po strzałach głową padło 20% wszystkich bramek. Na tych mistrzostwach ten współczynnik jest w chwili obecnej dwa razy wyższy.

Śledź na twitterze: @napikaj

Reklama