Taktycznie na EURO: Rozczarowana pomarańcza

Holendrzy tradycyjnie są wymieniani w gronie faworytów każdej imprezy rangi mistrzowskiej. Nie inaczej jest teraz – eliminacje zakończyli z dziewięcioma zwycięstwami i tylko jedną porażką (ze Szwecją na wyjeździe), w składzie zaś mają królów strzelców Premier League (van Persie) oraz Bundesligi (Huntelaar). Ale jest jeszcze coś, co poza talentem gości w ich szatni w nadmiarze – ogromne pokłady frustracji.


Większa część ofensywnych piłkarzy Oranje ma za sobą sezon niezły, ale niezły indywidualnie. Ich zespoły albo zawodziły od początku sezonu, albo prezentowały się całkiem nieźle aż do kluczowych momentów sezonu. Wtedy polegały. Arsenal van Persiego miał fatalny start i do ostatniej kolejki drżał o udział w Lidze Mistrzów. Ostatecznie wywalczył kwalifikację jednym punktem przewagi nad Tottenhamem (van der Vaart), który mógł czuć się uczestnikiem elitarnych rozgrywek aż do momentu ich finału, kiedy Chelsea, pokonując Bayern (Robben), zapewniła sobie udział w kolejnej edycji LM. Tym sposobem finisz rozgrywek sprawił, że Bawarczycy drugi sezon z rzędu kończą bez żadnego(!) trofeum, zaś drużyna „Kogutów” może się szybko rozsypać pozbawiona gwiazd, którym nie w smak będzie Liga Europy.

Tak się składa, że wymieniona trójka – van Persie, Robben, van der Vaart – to filary reprezentacyjnej ofensywy. Jeśli dodamy do tego Sneijdera, przeżywającego niezwykle rozczarowujący (również z powodu kontuzji) sezon w Interze, Afellaya, który w lidze hiszpańskiej wybiegał ledwie 121 minut czy Kuyta (34 mecze, mizerne 2 gole przy słabiutkim sezonie Liverpoolu), to okaże się, że poszczególne ofensywne tryby „Mechanicznej Pomarańczy” mają prawo nie być w najlepszej dyspozycji psychicznej. Pytanie tylko, jak sobie z tym poradzą. O ile Robben wygląda w tym roku na zawodnika, w którym poczucie niespełnienia jedynie się wzmaga (walnie przyczynił się do porażki w niezwykle istotnych meczach z Borussią oraz Chelsea), o tyle van der Vaart i van Persie mogą mieć w sobie pozytywną złość. Pozostaje jeszcze kwestia tego, jak wpłynie na nich wyczerpujący sezon, co szczególnie ważne w przypadku van Persiego – napastnik Arsenalu zagrał we wszystkich spotkaniach ligowych, tylko w jednym z nich nie wybiegł w podstawowym składzie.

Eliminacje

Skupmy się teraz na reprezentacji jako całości. Analizę zespołu prowadzonego przez Berta van Marwijka siłą rzeczy należy oprzeć przede wszystkim na wynikach uzyskiwanych w trakcie eliminacji do EURO. Holendrzy rywalizowali w nich z drużynami Szwecji, Węgier, Finlandii, Mołdawii oraz San Marino. I, jak wspomniałem, wygrali dziewięć spotkań. Dokładniej: dziewięć pierwszych spotkań, ulegając jedną bramką dopiero Szwedom na wyjeździe. Oranje mieli już wówczas zapewniony awans z pierwszego miejsca i w pamięci kibiców z pewnością bardziej zapisał się wynik z pierwszego meczu, kiedy to pokonali Skandynawów aż 4:1.

Ustawienie

Zespół gra podobnie już od poprzedniego mundialu, kiedy to van Marwijk uznał, że to nie są czasy dla futbolu totalnego i na zabezpieczenie tyłów położył nacisk większy niż holenderscy kibice byli przyzwyczajeni. Co się zresztą opłaciło – Oranje przestali zachwycać tak, jak to miało miejsce pod batutą van Bastena, ale za to zaczęli… wygrywać. Polegli dopiero w starciu z Hiszpanią, jednak porażka z drużyną Torresa i Iniesty AD 2010 nie była niczym uwłaczającym. Raczej naturalnym.

Na EURO zobaczymy więc zapewne Holandię w ustawieniu 4-2-3-1. Grają tym systemem od dawna, uzyskują bardzo dobre wyniki i nawet niedawny przegrany sparing z Bułgarią nie powinien stać się przyczynkiem do zmian.

Kluczowym (jak to zwykle bywa) obszarem gry dla Holendrów jest środek pomocy. W defensywie De Jong i van Bommel postarają się odebrać piłkę rywalowi, by następnie jak najszybciej uruchomić kolegów. Kierunki podań są tu właściwie dwa. Pierwszy nazywa się Wesley Sneijder. Przez pomocnika Interu przegrywana jest duża część akcji, ten z kolei często wykorzystuje drugi ze wspomnianych kierunków zagrywania piłki (co jasne – w końcu nie będzie kopał futbolówki do siebie), czyli na skrzydło. W przypadku kontrataku odbiorcą podania będą skrzydłowi, w ataku pozycyjnym skorzysta również z wysoko ustawionych bocznych obrońców. W rozegranym trzy miesiące temu zwycięskim (3:2) sparingu z Anglikami Sneijder był zawodnikiem, do którego najczęściej adresowano podania. Sam najchętniej rozgrywał z van Bommelem i de Jongiem, ale równie często uruchamiał Robbena. Co ciekawe mimo, że Holendrzy grają z jednym napastnikiem, ten zwykle nie otrzymuje szczególnie dużej liczby podań.

Jak wygrać?

Rywale Oranje nie powinni spuszczać oka ze skrzydłowych. Robben i van Persie (jeśli zagra w pomocy) będą nieustannie szukali gry i schodzili do środka. W ataku z pewnością nie należy przesadzać z akcjami środkiem – defensywni pomocnicy zanotują wówczas masę odbiorów. Dużo rozsądniej jest przerzucić piłkę na skrzydło. Holenderscy skrajni pomocnicy nie błyszczą specjalnie w defensywie, a i boczni obrońcy nie są najwybitniejszymi specjalistami w swoim fachu. Tak pod koniec ubiegłego roku zagrali Niemcy, wygrywając 3-0. Wszystkie bramkowe akcje przeszły wówczas przez któreś z niemieckich skrzydeł. Saperzy van Bommel i Strootman (a później de Jong) mogli tylko bezradnie się przyglądać – piłka nie pojawiała się w ich strefie gry. Również Szwedzi, którzy strzelili Oranje 4 bramki w eliminacjach, wykorzystali do tego boki – dośrodkowanie z rzutu wolnego spod lini bocznej dało honorowego gola na wyjeździe. U siebie zaczęło się od perfekcyjnie wykonywanego wolnego, skończyło na dwóch prostopadłych piłkach w bocznych sektorach boiska – pierwsze zagranie umożliwiło wywalczenie rzutu karnego, drugie podanie w pole karne, gdzie natrafiło na totalny, ale nie futbol, ale chaos. I wreszcie ostatni, towarzyski mecz z Bułgarią – Holendrzy prowadzili po firmowym podaniu mijającym linię obrony. Przeciwnicy wyrównali z rzutu karnego (zagranie ręką przy wślizgu blokującym podanie z – oczywiście – boku pola karnego). Z niemal identycznego miejsca boiska zawodnik bułgarski podawał przy zwycięskiej bramce.

Szanse

Siły Holendrów należy upatrywać przede wszystkim w opanowaniu środka pola. Dzięki znakomitej technice Oranje potrafią wymienić tam kilka szybkich podań, by w kluczowym momencie przelobować obrońców, idealnie obsługując wchodzących skrzydłowych lub napastnika. Robben i van Persie (cały czas przy założeniu, że zagra z boku) będą też często uruchamiani podaniami z własnej połowy boiska, gdy przeciwnik zapędzi się w ofensywie i straci piłkę. Największą słabością powinna okazać się defensywa, dlatego tak ważne jest, by ofensywa strzelała odpowiednio dużo bramek. Z przywołanych na początku tekstu powodów może to okazać się trudne – spora część zawodników jest sfrustrowana bądź ma za sobą kiepski sezon (również z przyczyn zdrowotnych). Z kolei van Persie ma pełne prawo odczuwać przemęczenie. Trzeba również pamiętać, że zespół trafił do najtrudniejszej grupy – Niemcy, Portugalia i Dania nie będą łatwymi rywalami. Pierwsi wydają się mieć na Oranje patent, drudzy zapewne postawią na ataki skrzydłami (mając w składzie Christiano Ronaldo i Naniego ciężko grać inaczej), a Duńczycy to jedna z większych zagadek tych mistrzostw. W eliminacjach wyprzedzili Portugalię i – z rozbudzonymi apetytami – będą chcieli ten wyczyn powtórzyć. Jeśli miałbym pokusić się o prognozę obstawiam, że to Holendrzy okażą się ofiarami „grupy śmierci”.

Szanse podopiecznych van Marvijka powinny za to rosnąć tym bardziej, im głębiej grał będzie van Persie. Nie dlatego, że ten zawodnik źle spisuje się na pozycji napastnika. Po prostu w tym momencie Holendrzy dysponują dwójką bramkostrzelnych piłkarzy i przy wystawieniu króla strzelców ligi angielskiej na szpicy w systemie 4-2-3-1 zabrakłoby już miejsca dla Huntelaara. To również podwojenie szans na ewentualne trafienia – van Persie lubi mieć w meczu więcej okazji, a częściej przy piłce będzie grając jako skrzydłowy. A taka dywersyfikacja siły napadu może okazać się bezcenna – skutki opierania ofensywy na formie jednego piłkarza mogliśmy w tym sezonie obserwować w Arsenalu.

Śledź autora na twitterze: @daniel__eM

Reklama