Chelsea 2-1 Liverpool: starzy ludzie i mogą

Pierwsza połowa

Chelsea pokonała Liverpool 2-1, dzięki czemu wygrała FA Cup po raz siódmy w swojej historii.


Roberto Di Matteo postawił na 4-2-3-1, z Drogbą na szpicy i Matą za jego plecami. Bosingwa powrócił na prawą obronę, więc Ivanovic zagrał obok Terry’ego na środku defensywy. Kontuzjowani byli David Luiz i Cahill. Torres rozpoczął mecz na ławce.

Kenny Dalglish zdecydował się 4-5-1. Wysuniętego Suareza miał wspomagać Gerrard. Szkocki menedżer nie mógł skorzystać z usług Lucasa i Adama.

Początek meczu był wolny, a żadna z drużyn nie kwapiła się do ataku. Chelsea spokojnie rozgrywała piłkę na własnej połowie, próbując zaprosić Liverpool. The Reds byli przyczajeni za linią środkową i wydawało się, że mają taki sam pomysł na mecz jak Chelsea – gra z kontry. 

Formacje

Ustawienia Chelsea nie trzeba specjalnie przedstawiać, dlatego skupimy się bardziej na drużynie Dalglisha.

Telewizyjna grafika przestawiała Liverpool ustawiony w 4-2-3-1 z Gerrardem podwieszonym do Suareza. Anglika za plecami miał ubezpieczać bardziej defensywny duet Spearing-Henderson, natomiast wysoko ustawieni skrzydłowi mieli okupować bocznych obrońców Chelsea. Brzmi logicznie, gdy weźmiemy pod uwagę ofensywne zapędy Bosingwy i A. Cole’a.

W praktyce Liverpool występował jednak w 4-5-1. Różnica jest subtelna, acz zasadnicza. Cała piątka pomocników grała dużo głębiej, pozwalając na rozegranie Mikelowi i Lampardowi. Gerrard, który byłby odpowiedzialny za nękanie jednego ze wspomnianej dwójki, ustawiał się obok Hendersona, a ubezpieczał ich Spearing. Bellamy i Downing nie atakowali wysoko bocznych obrońców, lecz czekali, flankując trójkę środkowych pomocników.

To zostawiało Suareza zupełnie samego w sytuacji 2v1 (a nawet, w zależności od interpretacji, 4v1) z obrońcami Chelsea. Cała linia broniła niezwykle wąsko i była płaska – Bosingwa czy Cole sporadycznie brali udział w akcjach ofensywnych. Nie wracali również za cofającymi się po piłkę skrzydłowymi. To był najważniejszy problem Liverpoolu – brak wsparcia dla Suareza. Gerrard również wracał po piłkę na własną połowę, a wtedy do przodu wbiegał Henderson.

Atuty Liverpoolu zostały w pełni zneutralizowane. Suarez odcięty od podań, wyłączenie skrzydłowych, najbardziej kreatywny gracz (Gerrard) wypchnięty daleko od własnej bramki. Liverpool co prawda cieszył się z posiadania piłki, ale gra odbywała się wyłącznie na ich połowie.

1-0

Kumulacja indywidualnych błędów wykorzystana z zimną krwią. Strata Spearinga, złe ustawienie Jose Enrique, doskonała piłka Maty do Ramiresa, który, dzięki swojej szybkości, znalazł się sam na sam z Reiną. Hiszpański bramkarz mógł lepiej przypilnować krótkiego słupka, a tak jedyny w pierwszej połowie celny strzał zakończył się bramką.

Gol padł wcześnie, co pasowało Chelsea. Liverpool od początku meczu nie wyglądał dobrze, a po stracie bramki to oni musieli ruszyć do ataku. Dalglish nie miał jednak planu B – do straty drugiej bramki (o tym poniżej) jego piłkarze byli zagubieni.

Liverpool w '4-4-2′

Po około trzydziestu minutach w ustawieniu Liverpoolu można było zauważyć kilka zmian. Po pierwsze, Bellamy operował bardzo wąsko, praktycznie obok Suareza. To zostawiało wolny korytarz dla Glena Johnsona, którym Anglik awansował do przodu. Nie stwarzało to wielkiego zagrożenia, bowiem dochodziło do sytuacji 1v1 – gracz Liverpoolu unikał pojedynków z Colem i dorzucał piłkę z głębi.

Gerrard grał w środku pomocy obok Spearinga, a Henderson przeniósł się na prawą stronę pomocy.

2-0

Akcja, która dosyć dobrze ukazuje poziom destabilizacji Liverpoolu. Po zmianie ustawienia nagle w środku zrobiło się bardzo dużo miejsca, z ochroną którego nie radzili sobie ani Gerrard, ani Spearing, który zbyt łatwo dał się ograć Lampardowi. Wykończenie Drogby było doskonałe, aczkolwiek Skrtel mógł zachować się bardziej agresywnie, a tak zwyczajnie pozwolił Iworyjczykowi oddać strzał.

Warto zatrzymać powyższy film na 0:02 – środek pola jest w ogóle niezabezpieczony. W 0:05 widać prawego obrońcę Liverpoolu, który a) jest w sytuacji 2v1 b) jest wyciągnięty z pozycji – pomiędzy Johnsonem a Skrtelem jest zwyczajnie za dużo miejsca. To tam Lampard zaadresuje podanie, po którym Drogba podwyższy wynik meczu.

Zmiany i Liverpool w 'prawdziwym' 4-4-2

Prawie natychmiast po stracie gola na 0-2, Dalglish dokonał pierwszej zmiany. Spearinga, który zawalił obydwa gole zmienił Carroll. Henderson powrócił na swoją naturalną pozycje, czyli do środka pomocy, a Suarez wycofał się za plecy Carrolla. Bellamy był prawym pomocnikiem.

Konsekwencją przejścia w bardziej klasyczne 4-4-2 był gol na 2-1. Ponownie, niewiele tutaj rzeczywistej taktyki, ale ważnych jest kilka czynników. Po pierwsze, Carroll, jako typowy poacher zaczajony w polu karnym. Po drugie, wysoka determinacja Downinga, który rzucił się pod nogi Bosingwie i doskonale odebrał piłkę. Po trzecie, Jose Enrique podchodzący wyżej i niejako popychający Downinga do przodu. Nawiasem mówiąc, to samo miało miejsce w przypadku Johnsona – boczni obrońcy Liverpoolu byli zdecydowanie bardziej ofensywni w drugiej połowie.

W 75 minucie mają miejsce kluczowe wydarzenia. Di Matteo wpuszcza Meirelesa za przygaszonego Ramiresa. Intencje są oczywiste – zagęszczenie środka pola i zmniejszenie miejsca, dla Suareza, który operował za plecami Carrolla. Chelsea przechodzi w 4-5-1 z dokładnie takim samym zamysłem jak Liverpool na początku meczu. Dalglish chciał ograniczyć miejsce do gry Juanowi Mata, a Di Matteo Suarezowi.

Gra zostaje zatrzymana w wyniku kontuzji Drogby, a Dalglish błyskawicznie odpowiada zmianą – Kuyt za Bellamy’ego. Motywy tej zmiany również są jasne. Kuyt oferuje więcej naturalnej szerokości (Bellamy w gruncie rzeczy operował dość wąsko), poza tym jest zawodnikiem zdecydowanie ofensywnym.

Sytuacja na boisku w ostatniej fazie meczu

Zmiany Dalglisha w końcu dały pożądany efekt. Chelsea została zamknięta w okolicach własnego pola karnego, a Liverpool był coraz bliżej wyrównania meczu. Po kombinacyjnej akcji Suarez doskonale dośrodkował do Carrolla, który gdyby nie Petr Cech i pozycja spalona, doprowadziłby pewnie do wyrównania.

Ostatniej zmiany Di Matteo dokonał już w doliczonym czasie gry. Klasyczna zmiana dla zabicia czasu. Pomysł z wprowadzenie Meirelesa był dobry. Włoch dobrze przeanalizował boiskowe wydarzenia i odpowiednio zareagował. Stworzył 3v3 w pomocy i zacisnął zasieki.

Podsumowanie

Zwycięstwo Di Matteo. Dobry dobór piłkarzy, dobra strategia, skuteczne wykonanie. Najlepiej podsumowują to właśnie zmiany – pierwsza dokonana dopiero w 75. minucie wskazuje, że trener był zadowolony z gry swoich piłkarzy i boiskowych wydarzeń.

Dalglish zaburzył płynność swojej drużyny poprzez rzucanie piłkarzy po pozycjach, w wyniku braku planu B. Należą się jednak słowa uznania, bo dzięki skutecznym zmianom z ławki udało mu się wrócić do meczu i, o mało co, doprowadzić do dogrywki.

Bartosz Gazda
Największe odkrycie scoutingowe Ojca Założyciela. Wypatrzony na swoim malutkim blogu traktującym o taktyce w Serie A, dziś pisze o piłce na krotkapilka.pl i olemagazyn.pl.

Reklama