Ruch – Górnik 0-0: śląska solidność

I Ruch i Górnik pokazały się jako dwa solidnie zorganizowane taktycznie zespoły, potrafiące niwelować braki w umiejętnościach indywidualnych sprawnym kolektywem. Fani gospodarzy mogą być zawiedzeni, gdyż remis wypada ze wskazaniem na ich zespół. Osoby obserwujące z zewnątrz mogą być jednak, co w polskiej lidze rzadkie, zadowolone poziomem.


Oba zespoły rozpoczęły w swoich klasycznych ustawieniach. Górnik wyszedł w 4-2-3-1, Ruch w czymś pomiędzy 4-4-2 a 4-4-1-1. Zabrzanie od początku starali się postawić teoretycznemu faworytowi twarde warunki i w początkowej fazie udawało im się to dość dobrze. Oba zespoły neutralizowały się wzajemnie w środku pola, minimalną przewagę zdołali zdobyć goście.

Bardzo dobrze piłki rozprowadzał w tym fragmencie Kwiek, a pomagała mu w tym ruchliwość Milika, który sporo biegając raz po raz rozciągał defensywę gospodarzy, nierzadko też biorąc samemu na siebie ciężar rozegrania. Do tego bardzo szeroko grał Olkowski, zmuszając przez większość pierwszej połowy Stawarczyka do zostawania z tyłu. Trochę na więcej mógł pozawalać sobie Dokić, głównie z powodu gry Nakoulmy bliżej środka, gdzie mogli go przejmować defensywni pomocnicy Ruchu. Boczny obrońca mógł więc być nieco bardziej zaangażowanym w ofensywę i nieco odciążać klucz do gry gospodarzy – Zieńczuka.


Zabrzanie bowiem mimo stabilnej postawy w defensywie, nie zniwelowali największego atutu Ruchu w ofensywie. Podstawowym problemem było nietrzymanie linii przez dwójkę stoperów. Wynikało to też po części z wymuszonych zmian. Po kontuzji Szeweluchina na moment do linii defensywy wskoczył Pazdan, po czym po zejściu Ukraińca na pozycję stopera wskoczył Marciniak. Nie odbijało się to pozytywnie na komunikacji obronnej.
Jeden z obrońców Górnika ma ciągłą tendencję do wychodzenia przed szereg, stosunkowo łatwo go wyciągnąć przez zbieganie w głąb pola lub na skrzydło. To robił jeden z napastników, podczas gdy drugi starał się wykorzystywać tworzącą się w ten sposób lukę, nabiegając na prostopadłe podanie. W jednej sytuacji w tej roli wystąpił także Janoszka, zbiegający ze skrzydła za plecy obrońców do prostopadłej piłki Zieńczuka.

Sam mechanizm wrzutek był tradycyjny i już przez nas opisywany. Bieg prawą stroną, złamanie do środka i do tyłu, i wrzutka dochodząca lewą nogą na wbiegającego partnera. Ile razy nabrał się na to Górnik? Ile razy nabrały się inne zespoły? Wykonanie jest rzecz jasna ze strony Zieńczuka niemal perfekcyjne, ale mimo wszystko, drodzy ligowcy, wstyd.

Waldemar Fornalik jednak też w ciemię bity nie jest i aby zbytnio nie ułatwiać zablokowania znoszącego złote jajka schematu, przesunął w drugiej połowie Zieńczuka na drugą flankę, z równoległym umieszczenia z prawej strony wpuszczonego za Janoszkę Grzyba. I tu skrzydłowy pokazywał swoje umiejętności, zagrywając dwie doskonałe piłki, które mogły przynieść Ruchowi gole. Statystyka podań kluczowych nie pozostawia wątpliwości, kto napędza grę tego zespołu.


Górnik oczywiście starał się temu zaradzić. Przynajmniej na poziomie taktycznym, z wykonaniem było już ciężej. Warto jednak zauważyć, że obaj boczni obrońcy zabrzan, nominalnie ultrafoensywni, tym razem starali się trzymać dużo bardziej na własnej połowie.


Dziwnym pomysłem było jednak zdjęcie Bembna i wpuszczenie w jego miejsce Zielińskiego. Defensywniej musiał grać przez to Olkowski, co doprowadziło do całkowitej eliminacji zagrożenia ze strony Górnika i dużej przewagi Ruchu. Pozwoliło też Zieńczukowi na zagranie w ostatniej minucie piłki meczowej, niewykorzystanej przez Grzyba.

Mecz pokazał dwa zespoły z pomysłem na grę. Taktyczne zwycięstwo należy przyznać Fornalikowi, którego zespół był znacznie bliżej zwycięstwa i który zdaje się dysponować szerszym wachlarzem pomysłów na grę swej drużyny. Nie sposób jednak oddać honorów Nawałce, który przyzwoicie przez większość spotkania neutralizował teoretycznie silniejszego rywala. W sumie to dzięki szkoleniowcom, mimo braku bramek, oglądaliśmy bardzo ciekawe spotkanie.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama