Cracovia – Widzew 0-0: Wynik zgodny z grą

Zapowiadając to spotkanie ostrzegaliśmy, że mierzą się drużyny mające problemy z oddawaniem strzałów, a tych celnych oddają najmniej w lidze. Chociaż nie przynosi to wielkiej chwały, ale nasze statystyki w tym przypadku oddały istotę tego spotkania. W meczu przy Kałuży nie zobaczyliśmy ani jednej bramki, a w trakcie tych 90 minut zobaczyliśmy zaledwie 3 (słownie trzy) strzały w światło bramki.


Ustawienia
Za Tomasza Kafarskiego Cracovia poprawiła budowanie ataku i zdobywa więcej bramek niż za czasów Dariusza Pasieki. Na gorsze zmieniła się za to gra w defensywie, bo nawet jeśli „Pasy” nie tracą goli (tak jak w piątek z Widzewem), to nie dlatego, że zagrała świetnie z tyłu.  

Kafarski na konfrontację z łodzianami zdecydował się na ustawienie 4-3-2-1 z wymieniającą się w poziomie dwójką Visnakovs – Saidi. Jednak nie był to żaden eksperyment, bowiem szkoleniowiec z Kaszub już wcześniej próbował tak właśnie ustawiać swój zespół (w meczu z ŁKS). W tym ustawieniu było widać wyraźny podział na zawodników ofensywnych i defensywnych, a tych pierwszych było zaledwie 3. W 64 minucie nastąpiła weryfikacja tego schematu, kiedy Visnakovsa zmienił Grzelak. Wtedy Cracovia przeszła na system 4-4-2, gdyż Grzelak partnerował w ataku van der Biezenowi, a Saidi wkleił się w linię pomocy. Trener gości Radosław Mroczkowski nie ma takiej presji walki Karczmarek utrzymanie jaka towarzyszy „Pasom”. Dlatego mógł pozwolić sobie na wystawienie kilku młodych zawodników – Duda, Stępiński, Bartowski.

W wyjściowym składzie pojawiło się dwóch napastników, lecz Widzew wcale nie grał 4-4-2. Od samego początku wysuniętym na szpicę zawodnikiem był Matusiak, a Stępiński grał za jego plecami w linii z Kaczmarkiem i Ostrowskim, czyli 4-2-3-1

Przez cały mecz Widzew grał w ustawieniu 4-2-3-1 z jedynie personalnymi modyfikacjami. Po wejściu Oziębały i Okachiego nastąpiły przesunięcia Karczmarek co ciekawe Okachi wystąpił na pozycji defensywnego pomocnika, a na prawej stronie operowali na zmianę Pinheiro z Oziębałą.

Mecz

Zgodnie z naszymi przewidywaniami mecz nie obfitował w wiele sytuacji podbramkowych. Elementem definiującym miał być fakt, kto w tym meczu przyjmie na siebie ciężar konstruowania ataku pozycyjnego, a kto będzie grał z kontry. Wydawało się, że skoro Cracovii zależy bardziej, to ona będzie w roli drużyny chcącej przejąć inicjatywę. Tymczasem przez pierwsze 20 minut to Widzew częściej był przy piłce. „Pasy” dopiero później doszły do głosu, lecz niewiele z tego wynikało. Trudno było odczytać wyraźne pomysły taktyczne obu trenerów, gdyż gra była niedokładna, nie była płynna, a większość podań nie trafiała do adresata.

Wydawało się, że jedyną szansą na bramki są stałe fragmenty, lecz były wykonywane niestarannie i nie było ich zbyt wiele. Cracovia nie wyglądała jak zespół walczący o utrzymanie, a Widzew jak drużyna oczekująca czegoś więcej niż remisu. Na dowód możemy powiedzieć, że pierwszy celny strzał na bramkę został oddany dopiero po godzinie gry! I to tylko kiedy obie drużyny w końcu zrozumiały, że jedyną szansą na jakiekolwiek zagrożenie są strzały z dystansu.

Warto rzucić okiem na statystyki po I połowie  

Widzew w ataku

Budowanie ataku pozycyjnego w przypadku Widzewa miało swój określony schemat. Raz Pinheiro, raz Panka cofali się po piłkę do środkowych obrońców. Później próbowali skierować piłkę do boku, najczęściej do Kaczmarka lub do schodzącego do lewej strony Matusiaka.

W I połowie Widzew praktycznie zupełnie nie przeprowadzał kontr, z których słynie, a przecież Cracovia nie założyła łodzianom wysokiego pressingu. Matusiakowi brakowało wsparcia, a było to widać szczególnie w sytuacjach, kiedy schodził do boku. Wówczas przy próbach dośrodkowań w polu karnym nie było nikogo, kto mógłby być adresatem zagrania. Ostrowski grał zbyt nisko, a Stępiński był w większości przypadków spóźniony. Świetnie pokazała to sytuacja z doliczonego czasu gry I połowy, kiedy Matusiak był sam przeciwko 3 obrońcom, zagrał piłkę na wolne pole, lecz nie było komu dojść do tego zagrania.

Boczni obrońcy dopiero w 2 połowie zaczęli włączać się do ofensywy, a próbujący wziąć ciężar gry na siebie Kaczmarek w większości przypadków piłkę tracił. Dopiero w końcówce Widzew potrafił skuteczniej sklecić kontry, lecz rzadko kończyły się strzałem.

Cracovia w ataku
Wspominaliśmy już o sporej wymienności pozycji w ataku. Przede wszystkim można było zaobserwować wymiany poziome pomiędzy Visnakovsem i Saidim. Ten drugi mecz zaczynał na lewej stronie, a przy systemie 4-4-2wylądował na prawym skrzydle.
Van der Biezen często wyciągał obrońców do środka pola i robił miejsce dla Saidiego, który szybko wychodził do przodu licząc na prostopadłe podania. Tych kilka było, lecz albo nie docierały do adresata, albo ten był na spalonym. Zresztą znów statystyki potwierdziły fakt, że spotkały się drużyna często paląca w ataku (Cracovia) i zespół najczęściej łapiący przeciwnika na spalonym (Widzew).
Więcej polotu w grę „Pasów” wprowadził po przerwie Budziński, ale mógł ewentualnie postraszyć rywala uderzeniem z dystansu.Pojawienie się na boisku Grzelaka i zmiana ustawienia na 4-4-2 zmieniły jedynie tyle, że od tej pory częściej wrzucano górne piłki.
Gra w obronie
Można uznać, że skoro mecz zakończył się bezbramkowym remisem, to defensywy obu zespołów spisały się co najmniej przyzwoicie. Z takim zdaniem trzeba się jednak wstrzymać. Nikt chyba specjalnie się nie zdziwi jeśli powiemy, że to Widzew był lepiej zorganizowany w obronie.
W I połowie cała defensywa wychodziła wysoko, lecz jednocześnie pilnowała tyłów. Uniemożliwiło to Cracovii wyprowadzenie kontr, gdyż praktycznie cały czas z tyłu zostawała przynajmniej 4 zawodników. Jeśli podkreślimy raz jeszcze, że Cracovia wychodziła do kontry 3 zawodnikami, to stworzenie przewagi lub uzyskanie szansy powodzenia kontry było znikome.

Reklama