Mistrz z musu – kto wygra ekstraklasę?

Wyniki ostatnich kolejek Ekstraklasy wskazują na dwie rzeczy. Po pierwsze – poziom ligi się wyrównuje. Po drugie – wyrównuje się w dół. Śledząc ostatnie dokonania naszych potentatów można odnieść wrażenie, że ani Legia, ani Śląsk nie chcą mistrzostwa. Postawmy więc pytanie inne – nie kto chce, ale kto je zdobędzie.


Poniższe zestawienia pokazują, jak ekstraklasowa czołówka punktowała na jesieni i w pierwszych kolejkach wiosny.

Punkty po kolejkach jesiennych:
1. Śląsk 37
2. Legia 33
3. Polonia 31
4. Ruch 29
5. Korona 25

Punkty zdobyte w 6 kolejkach rozegranych na wiosnę:
1. Korona 16
2. Ruch 12
3. Legia 11
4. Polonia 7
5. Śląsk 5

Jak łatwo zauważyć, ostatnie tygodnie stały pod znakiem wielkiego odrabiania punktów. I tak Korona w sześciu meczach nadrobiła aż 11 oczek do Śląska i 5 do Legii. Ruch odpowiednio punktów 7 i 1. Wyniki czołowej piątki sprawiły, że w czołówce tabeli panuje rzadko spotykany tłok, a czwartą Koronę od pierwszej Legii dzielą zaledwie trzy punkty. Tyle samo do kielczan traci piąta Polonia.

Płaska tabela nie sprzyja przewidywaniom ostatecznej kolejności. Istnieją jednak dość poważne przesłanki do tego, by wytypować czołową trójkę. Dziś, siedem kolejek przed końcem, miejsca w pucharach przyznałbym Legii, Sląskowi i Koronie. Dlaczego? O tym niżej.

Legia Warszawa: wyjść z zasieków

Mecze do rozegrania: Wisła(W), Ruch(D), Widzew(W), Lech(D), Jagiellonia(D), Lechia(W), Korona(D)

Legia ma do rozwiązania dwa problemy – mentalny i taktyczny. Drużyna niewątpliwie jest w dołku, w ostatnich 3 meczach ligowych i pucharowych zanotowała 3 remisy – kolejno z Polonią, Gryfem i Bełchatowem. Legionistów czeka trudny wyjazd do Krakowa (przy Reymonta nie wygrali od 15 lat), gdzie Probierz będzie chciał udowodnić, że zmiana na trenerskim stołku Wisły była słuszna (na razie idzie mu średnio), a może i włączyć się do walki o podium. Warto podkreślić, że trener wiślaków miał do dyspozycji jedynie czterech obrońców z pierwszej drużyny (przewidywane składy i ustawienie na grafice obok), dlatego do kadry włączył kilku młodych zawodników. Najlepszym pomysłem taktycznym dla gości będzie zatem atak od pierwszych minut – na wiosnę tylko Lechia i Lech nie były w stanie pokonać Pareiki, a przetrzebiona defensywa wręcz zachęca do szturmu. W następnej kolejce warszawiacy podejmą Ruch, czyli bezpośredniego kandydata do mistrzostwa. Jeśli w tych dwóch spotkaniach Legia nie zagra na tyle dobrze, by odzyskać wiarę we własne możliwości (a te niewątpliwie ma), może się zdarzyć, że kolejne cztery teoretycznie łatwiejsze mecze nie będą spacerkiem, ale prawdziwą drogą przez mękę. Skorża musi zrobić wszystko, by w spotkaniach z Widzewem, Lechem, Jagiellonią i Lechią zdobyć maksymalną liczbę punktów. W razie potknięć może się bowiem okazać, że o tytule zdecyduje bezpośredni mecz między dwiema zainteresowanymi drużynami – Legią i Koroną w ostatniej kolejce, a to ryzyko, na jakie legioniści nie powinni sobie pozwolić. Na korzyść stołecznej drużyny przemawia fakt, że jako jedyna z czołowej czwórki więcej meczów rozegra u siebie. Na niekorzyść – dwa, a zapewne trzy dodatkowe mecze w Pucharze Polski.

Problem taktyczny poniekąd również łączy się z psychiką – Skorża ustawia zespół niezwykle defensywnie, zupełnie, jakby obawiał się wykorzystać potencjał w ataku lub też nie był przekonany do tego, że Legia go ma. W efekcie po boisku często biega pięciu obrońców (blok defensywny + Rzeźniczak) i dwójka defensywnych pomocników. W ten sposób legioniści zagrali z Podbeskidziem na wyjeździe (wymęczone 1-0). Za to w niedawnym spotkaniu z Bełchatowem, tym razem na własnym boisku, trener zrezygnował z trzeciego defensywnego pomocnika. Efekt? Zaledwie remis ze słabeuszem. Tyle, że przyczyną nie była zbyt ofensywna taktyka (pięciu obrońców i defensywny pomocnik to na GKS aż nadto, goście oddali na bramkę Kuciaka ledwie 3 strzały), a fatalna dyspozycja Radovicia (zagrał pełne 90 minut) i bezproduktywność pozostałych pomocników poza Wolskim (zagrał 75 minut). Tu nasuwa się pytanie o zimowe transfery przeprowadzone przez warszawski klub. Kiedy wydawało się, że pretendenci do tytułu przesypiają ten okres (transfery Borysiuka i Rybusa), pojawili się, budząc duże nadzieje, Nacho Novo oraz Ismael Blanco. Ale póki co nic z tego nie wyniknęło. Pierwszy zagrał z Bełchatowem pięć, drugi – piętnaście minut. Skorża tłumaczy, że będą gotowi (czytaj zgrani z drużyną) za kilka tygodni. W praktyce oznacza to, że Legia podpisała z nimi kontrakty na 3-4 mecze ligowe (z opcją przedłużenia na następny sezon).

Szanse na mistrzostwo: 30%

Śląsk Wrocław: taktyczny wyścig z czasem

Mecze do rozegrania: Polonia(W), GKS(D), Podbeskidzie(W), Lechia(W), Zagłębie(D), Jagiellonia(D), Wisła(W)

O dwóch twarzach Śląska w tym sezonie zapewne można byłoby pisać rozprawy naukowe. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że głównym grzechem Lenczyka był grzech pychy. Zapomniał, że ma w zespole przede wszystkim wyrobników (Dudek, Socha, Pawelec, Celeban), graczy solidnych, ale poza ową solidność rzadko wychodzących (Kaźmierczak, Pietrasiak, Madej, Sobota, Diaz) oraz lidera po przejściach, który gdy tylko wychynął z krajowego podwórka, natychmiast przygasł i odbudowywać formę musiał w ŁKS-ie. O tym wszystkim trener nie myślał, kompletnie zmieniając filozofię gry, zabierając drużynie skrzydła i stawiając na finezyjne rozgrywanie środkiem pola. Pytanie, kto miał z ową finezją rozgrywać – niedoświadczony jeszcze Cetnarski? A może kupiony zimą Stevanović, który przy kontaktach z piłką głównie się ośmieszał, a kibice zapewne zachodzą w głowę, jakim cudem wytrzymał po kilka sezonów w Sociedad i Vitesse.

Niezależnie jednak od popełnionych błędów Śląsk wciąż ma duże szanse na tytuł. W następnej kolejce czeka go wyjazd do Polonii, w której doszło właśnie do kolejnych trenerskich zawirowań, potem czekają go mecze wyłącznie ze średniakami. Wszystko będzie zależało od tego, jak szybko Lenczykowi uda się powrócić do koncepcji gry z jesieni, kiedy wrocławianie zdobyli najwięcej punktów w lidze i wydawało się, że są jedną z bardziej rozsądnie budowanych ekip. Jeśli błyskawiczne przestawianie zespołu się nie powiedzie, szanse na tytuł będą zerowe. Jeśli jednak ekipa zaskoczy, nadziei na dogonienie Legii będzie upatrywać w najkorzystniejszym wśród zespołów z czołówki terminarzu.

Szanse na mistrzostwo: 25%

Ruch Chorzów: ofiara własnego sukcesu?

Mecze do rozegrania: Widzew(W), Legia (W), Górnik(D), Polonia(W), ŁKS(D), Cracovia(W),

Paradoksalnie największym przeciwnikiem Ruchy może być… dobra postawa „Niebieskich” w Pucharze Polski. W środku walki o tytuł chorzowian czekają dwa niezwykle trudne mecze z Wisłą, dla której PP może być jedyną drogą do Ligi Europejskiej. Nieobecność w niej byłaby dla krakowian kolejnym – po braku awansu do Ligi Mistrzów – ciosem, a pod Wawelem coraz głośniej słychać, że nieudany dwumecz z Apoelem odbił się mocno na finansach ciągle jeszcze aktualnego Mistrza Polski. Walka z tak zmotywowanym zespołem może okazać się dla podopiecznych Waldemara Fornalika wyczerpująca. W dodatku „Niebieskich” czekają jeszcze dwa wyjazdy do Warszawy, gdzie zmierzą się z obiema stołecznymi drużynami. Dwa ostatnie spotkania – z Cracovią i ŁKS-em, również mogą okazać się trudne – o ile któraś z tych drużyn będzie jeszcze miała szanse na utrzymanie.

Szanse Ruchu mimo, że trzeciego w tabeli, oceniam najniżej. Dziś siła zespołu opiera się na stałych fragmentach gry (przeżywający kolejną młodość Zieńczuk) oraz dwóch niezłych jak na nasze warunki snajperach (Jankowski, Piech). Jednak Fornalik wie, że zespół jest wyżej, niż wskazywałby na to jego potencjał, do czego przyczyniła się również ogólna słabość ligi. Ponieważ trener chorzowian nie dysponuje ani odpowiednio szeroką, ani silną kadrą, musi opierać się na taktyce. Na razie idzie mu świetnie, ale gdy na ciężkie wyjazdy nałoży się pucharowa walka z Wisłą, może się zdarzyć, że drużynie zwyczajnie zabraknie paliwa.

Szanse na mistrzostwo: 10%

Korona Kielce: czy te mury kiedyś runą?

Mecze do rozegrania: Górnik(W), Lech(D), Zagłębie(D), ŁKS(W), GKS(W), Widzew(D), Legia(W)

Bilans wiosennego otwarcia Korony imponuje – pięć zwycięstw i ledwie jeden remis. Imponuje tak bardzo, że aż budzi zdziwienie. I nasuwa pytanie o to, kiedy ta passa się skończy. No właśnie, kiedy?

W naszym trenerskim rankingu Ojrzyński zajął dopiero 12. miejsce, a większą część poświęconego mu fragmentu tekstu zajmowało psioczenie na ostrą grę i brzydki styl. Jak się okazało, trener kielczan zbroił w ten sposób fundamenty. W przerwie zimowej miał już drużynę skonsolidowaną na tyle, że można było zacząć bardziej przykładać się do taktyki. Efekt: 16 zdobytych punktów na 18 możliwych i okazałe zwycięstwo nad Polonią w ostatniej kolejce.

Terminarz niewątpliwie sprzyja Koronie. Gra w większości z zespołami z dolnej połowy tabeli, Lecha podejmuje na własnym boisku, a do Legii jedzie dopiero w ostatniej kolejce. Pytanie, czy rozpaczliwie potrzebujący punktów ŁKS rzeczywiście będzie rywalem słabym, a Zagłębie i Bełchatów poczują się już bezpiecznie w momencie, gdy przyjdzie im toczyć boje z kielczanami. W przeciwnym wypadku wyjazdy do Łodzi i Bełchatowa z lekkiej przebieżki zmienią się w wojnę. Ale przecież Ojrzyński od samego początku pracy w Koronie sprawia wrażenie człowieka, który swój zespół właśnie na wojnę szykuje.

Szanse na mistrzostwo: 25%

Polonia Warszawa: niespokojny człowiek

Mecze do rozegrania: Śląsk(D), Górnik(W), Cracovia(D), Ruch(D), Lech(W), Zagłębie(D), Podbeskidzie(W)

Początkowo w ogóle nie zamierzałem brać tej drużyny pod uwagę. Sytuacja w tym klubie jest tak niestabilna, że chyba nawet najwytrwalsi kibice Czarnych Koszul nie wierzą w mistrzostwo. Jednak przy obecnej słabości potentatów nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której Śląsk przegrywa przy Konwiktorskiej, Legia przy Reymonta i dystans między stołecznymi zespołami kurczy się do 3 punktów. Do końca pozostaje wówczas 6 kolejek, w których Polonia nie może narzekać na terminarz. Wyjazdowe potyczki z niewalczącym już o nic Górnikiem i Podbeskidziem, domowa z zapewne spokojnym już wtedy o utrzymanie Zagłębiem, do tego Cracovia i Ruch również na własnym boisku. Najgroźniej wygląda właśnie spotkanie z chorzowianami, ale nie są oni mistrzami wyjazdów, za to Polonia spisuje się na własnym boisku naprawdę dobrze.

Pytanie, o jakiej Polonii mówimy. Czy Michniewicz zdoła poprawić grę zespołu na tyle, by wykorzystać tkwiący w nim potencjał? W ostatniej kolejce drużynie starczyło animuszu na pierwszy kwadrans meczu z Koroną. I trudno oprzeć się wrażeniu, że nogi wiąże piłkarzom wybuchowość prezesa, która po prostu musi przenosić się na atmosferę w zespole. Polonię mógłby jeszcze uratować spokój, ale to akurat najbardziej deficytowy towar przy Konwiktorskiej.

Szanse na mistrzostwo: 10%

Ktoś spyta: ale co z Wisłą? Jeśli nawet broniący tytułu krakowianie wygrają dziś z Legią, to nadal będą tracić do rywali osiem punktów. Ale za to do miejsca pucharowego już mniej, a jeśli z kolei… Ok, starczy tego gdybania. Niech przemówią piłkarze. Oby lepszą i bardziej zdeterminowaną niż do tej pory grą.

Reklama