Taktyczne Podsumowanie Ekstraklasy – Podbeskidzie

Styl w którym Podbeskidzie awansowało do Ekstraklasy i było bliskie osiągnięcia finału Pucharu Polski mógł się podobać. W taki sam sposób gracze z Bielska – Białej postanowili zawojować boiska najwyższej klasy rozgrywkowej. Okazało się jednak, że nie jest to takie proste.


Ustawienie

W kilku pierwszych spotkaniach Podbeskidzie próbowało gry takiej, jak ligę niżej. 4-4-2 z ofensywnie usposobionymi skrzydłami i asekurującym te wyjścia środkiem. W pięciu meczach przyniosło to ledwie trzy punkty, Po osmiu straconych golach w dwóch meczach jeden z pomocników był wycofany tuż przed obrońców. Kolejnym manewrem było przejście na 4-2-3-1, którego alternatywą w starciu z silniejszymi rywalami było 4-3-2-1.

Taktyka

Robert Kasperczyk, podobne jak jego piłkarze, gry na najwyższym poziomie musiał się uczyć. Odważne nastawienie, które sprawdziło się w I lidze, nie zdawało jednak egzaminu w wyższej klasie rozgrywkowej. Jakkolwiek organizacją gry od pozostałych zespołów Podbeskidzie nie odstawało (porażka 0-6 z Bełchatowem to mieszanka zabójczej skuteczności GKSu i umiejętności Kosowskiego), tym niemniej piłkarzom, którym Kasperczyk chciał dać szanse, nie prezentowali jeszcze umiejętności na miarę ekstraklasy.

Podbeskidzie w tym czasie zdobywało sporo goli, jednak spore odległości między zawodnikami czyniły ten zespół podatnym na ataki rywali, zwłaszcza w sytuacji, kiedy któryś z nich mógł wykorzystać indywidualne umiejętności. Wówczas z łatwością jednym minięciem można było zrobić przewagę, a przy chaotycznej defensywie, wykorzystać przy tym, któryś z błędów. Tak właśnie wyglądało to w starciu z Bełchatowem.

To był moment, który zmusił Kasperczyka do gry bardziej asekuranckiej. Nadal w kolejnych meczach trzymał się 4-4-2, tyle, że w dość nietypowej formie – z jednym pomocnikiem defensywnym i drugim bardzo defensywnym (jak Koman z Widzewem), operującym tuż przed defensywnym kwartetem. Przyniosło to trochę spokoju i ugaszenie pożaru, ale po kolejnym meczu z trzema straconymi golami, Kasperczyk zmienił podejście na jeszcze bardziej zrównoważone.

Optimum szkoleniowiec bielszczan znalazł w 4-2-3-1, w którym dwójka defensywnych pomocników miała zadania stricte defensywne, natomiast trzeci z środkowych pomocników dość mocno również angażował się w defensywę. Gdy nie brał udziału w rozgrywaniu, natychmiast stara się znaleźć za linią piłki. Stopniowo rezygnowano z obiegania skrzydłowych przez bocznych obrońców, celem wzmocnienia defensywy. Widoczne to było zwłaszcza na lewej flance, gdzie korzystano z ultradefensywnego Króla. Czasami dodatkowo na prawym skrzydle występował mogący grać także jako obrońca Sokołowski.

Celem było właściwie stałe formowanie w defensywie dwóch rzędów po czterech graczy, w dodatku możliwie blisko ustawionych względem siebie. Przebicie się przez takie zasieki stwarzało problem właściwie dla każdej ekipy. Dodatkowo zaś nierzadko były one formowane dość wysoko, co pozwalało Podbeskidziu na uruchomienie kontr jednym podaniem.

Ataki bielszczan były przeprowadzane zwykle tylko czwórką zawodników i finalizowane możliwie szybko. Atakujący starali się szybko wymieniać piłkę, co prowadziło do tego, że posiadanie piłki do mocnych stron Podbeskidzia się nie zaliczało. Akcje były konstruowane raczej nieskładnie i opierały się na (momentami nawet zaskakującej) kreatywności piłkarzy.

Innowacje

Cała gra Podbeskidzia byłą dla tego zespołu innowacją. Przez całą rundę zespół uczył się schematów zupełnie różnych od tych, do których przywykł klasę niżej. Nowe ustawienie i nowe nastawienie zostało poprawnie wdrożone i przyniosło zespołowi stabilność i umożliwia optymalne wykorzystanie potencjału. Największą ciekawostką była gra trójką defensywnych pomocników, niemal w linii (jak mecz z Lechem) oraz dodatkowe wsparcie dla defensywy w ustawieniu 4-4-2 w postaci grającego tuż przed kwartetem jednego z pomocników.

Stałe fragmenty gry

Podbeskidzie jest w czołówce zarówno jeśli idzie o gole zdobyte po SFG (8), jak i o gole w ten sposób stracone (10). Zwłaszcza statystyka goli straconych po rogach (6) przykuwa uwagę. Po dwóch jednak golach straconych w ten sposób z Bełchatowem, sytuacja wygląda trochę lepiej, tym niemniej jednak nadal pozostaje tutaj spore pole do szukania udoskonaleń. Mimo dobrego wyniku, można również myśleć nad szukaniem nowych rozwiązań przy rzutach wolnych. Podbeskidzie to z uwagi na styl rozgrywania przez nich akcji zespół często faulowany (229 razy, drugie miejsce po Wiśle), co utrudnia im grę z kontry (tylko dwa gole w ten sposób), a przełożyło się tylko na dwie bramki z rzutów wolnych.

Podsumowanie

Podbeskidzie z początku sezonu i z końcówki rundy to dwa zupełnie inne zespoły. Trudno odmówić mu solidności, zdarzają się momenty ciekawego rozgrywania piłki w ataku, jednak wyciśnięcie więcej z tego składu z dużą dozą prawdopodobieństwa okaże się niemożliwe. Możliwości organizacyjne klubu z Bielska-Białej nie rzucają na kolana i ciężko będzie ściągnąć zawodników, którzy wyciągną ten zespół na wyższy poziom. Prędzej szanse w lepszym klubie dostanie trener Kasperczyk, który w stabilnych warunkach wykonuje bardzo dobrą pracę. Jeśli zaś zostanie dłużej z Podbeskidziem, klub ten ma wszelkie dane, aby ustabilizować się na najwyższym poziomie rozgrywek.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama