Taktyczne Podsumowanie Ekstraklasy: ŁKS Łódź

W historii naszej Ekstraklasy żaden zespół nie miał tylu problemów organizacyjno-personalnych co ŁKS. I aż dziw bierze, że pomimo wszystkich zawirowań drużyna z al. Unii nie zamyka ligowej tabeli! W niniejszej analizie przyglądamy się bliżej temu zjawisku.


Ustawienie


Mogłoby się wydawać, że skoro skład ustalało w rundzie jesiennej aż 5 różnych trenerów, to i ustawień będzie przynajmniej tyle. Tymczasem jesienią ŁKS był ustawiany w 4 różnych formacjach, lecz tylko dwie mogą być uznane za „etatowe”:
W rundzie jesiennej ŁKS prezentował się w ustawieniach: 4-2-3-1 (12 razy), 4-4-2 (3 razy), 4-3-1-2 (1 raz), 4-3-3 (1 raz). Jednak konsekwencja w formacjach wcale nie oznaczało stabilizacji pozycji na boisku. Dla przykładu Dariusz Kłus rozpoczynał sezon na prawej stronie pomocy, później był widywany w roli defensywnego pomocnika, by pod koniec rundy zagrać na środku obrony, a później wrócić do drugiej linii.

Najczęściej jednak ŁKS pokazywał się w 4-2-3-1 i to zarówno u Probierza jak i Tarasiewicza. Z wszystkich 5 szkoleniowców to Probierz najczęściej zmieniał formacje. Rozpoczął od 4-4-2 z Mięcielem i Saganowskim z przodu (przeciwko Cracovii)i tak też kończył (przeciwko Koronie). W pozostałych meczach częściej korzystał na szpicy z „Miętowego”, którego z drugiej linii wspomagał Saganowski.

Największą stabilnością charakteryzowała się defensywa, szczególnie w środku (Łabędzki i Klepczarek). Na lewej stronie najczęściej grywał Kaczmarek i to właśnie ta strona była bardzej ofensywna. Na przeciwległej flance były większe problemy z wyborem.

Choć zdecydowanie przeważającym ustawieniem było 4-2-3-1, to tylko niektórzy piłkarze mieli ściśle określoną pozycję. Poniższa grafika została zaczerpnięta ze strony Football-lineups i prezentuje pozycje, na jakich grali w rundzie jesiennej łksiacy. Warto zwrócić uwagę na fakt, że wielu piłkarzy „zwiedziło” aż 4 różne pozycje na placu gry jak chociażby Saganowski, Szałachowski, Bykowski, Romańczuk, Stefańczyk czy Kłus. I choć w niektórych przypadkach docenia się uniwersalność, to w tym bardziej w oczy rzuca się bałagan.

Taktyka


Jeśli zespół jest prowadzony przez 5 różnych szkoleniowców, to za każdym razem pomysł na grę jest inny. W przypadku ŁKS trzeba wziąć pod uwagę stan posiadania i możliwość modelowania zarówno składem jak i taktyką.
Najczęściej było widać wyraźny podział na zawodników zajmujących się budowanie ataku (4) i tych odpowiedzialnych za zabezpieczenie dostępu do własnej bramki (6). W większości z przodu brakowało wsparcia drugiej linii, więc atak musiał opierać się na 4 zawodników, co było niewystarczające do stworzenia zagrożenia. Dlatego gra ŁKS opierała się głównie na czyhaniu na kontry z udziałem szybkich Szałachowskiego na skrzydle oraz Kaczmarka na bokach obrony.

ŁKS ustawiał się na własnej połowie skracał pole gry utrudniając grę pozycyjną, na którą przeciwnicy byli z reguły „skazani”. Był jednak w tym wszystkim pewien problem – konsekwencja taktyczne i przesuwanie formacji. Znamiennym przykładem jest mecz w Poznaniu z Lechem. ŁKS wybrał podobną taktykę jak grający tydzień wcześniej na Bułgarskiej Widzew, z taką różnicą, że podopieczni Radosława Mroczkowskiego wygrali, a ŁKS zebrał baty 0-4. Różnica polegała na tym, że Widzew bardzo dobrze przesuwał formacje i był konsekwentny przez cały mecz. ŁKS pękł już po 13 minutach i cała taktyka strzeliła w łeb. W tamtym meczu podopieczni Ryszarda Tarasiewicza próbowali dalekimi piłkami uruchamiać zawodników ofensywnych.

Oparcie taktyki na kontrze i stałych fragmentach ma swoje potwierdzenie również w statystykach drużyny. Najwięcej strzałów na bramkę oddali napastnicy i…obrońcy. Brakowało wsparcia z drugiej linii, które z reguły jest nieodzowne w atakach pozycyjnych (strzały z dystansu). Warto zwrócić uwagę na rolę Saganowskiego w budowaniu ataku: 3 bramki, 3 asysty, oznaczają bezpośredni udział w 50% bramek zespołu.

Największym problemem była gra obronna. ŁKS co prawda poprawił ją za Probierza, ale i tak dawali przeciwnikom szanse do stworzenia zagrożenia. Co więcej przeciwnicy łódzkiej ekipy zanotowali najwyższą efektywność strzałów – 18 %, które wynikają z faktu stracenia 34 bramek przy 188 strzałach. Dla porównania rywal zza miedzy przy podobnej liczbie strzałów rywali stracił prawie 3 razy mniej goli.

Warto również zwrócić uwagę na 5 goli straconych w pierwszym kwadransie gry. Żadna inna ekipa nie straciła tylu bramek na otwarcie meczu. To z góry utrudniało ŁKS zdobywanie punktów.

Innowacje


Taktycznych nowinek w wykonaniu ŁKS nie zanotowaliśmy. Trudno było szkoleniowcom błysnąć i pokazać coś nieszablonowego przez 2 kolejki…Może za Probierza ekipa z Łodzi lepiej wykonywała stałe fragmenty gry. Rzuty rożne czy wolne były kombinowane i często zaskakiwały rywali.

Stałe fragmenty gry


Im poświęcimy więcej czasu, ale uzasadnienie znajdziemy w liczbach. Z 12 strzelonych ogółem bramek, ŁKS aż połowę zdobył właśnie po stałych fragmentach gry, co świadczy o ich wadze dla zespołu. Gdyby nie one „Rycerze Wiosny” przypuszczalnie nie plasowaliby się nad strefą spadkową.

Ideę wspomnianych wyżej kombinowanych stałych fragmentów gry w okresie dowodzenia przez Probierza najlepiej opiszą nam dwie sytuacje, obie były dla rywala kompletnym zaskoczeniem. Pierwsza to bramka zdobyta po rzucie wolnym w meczu z Cracovią.
Defensywa „Pasów” była całkowicie zdezorientowana przy tym rzucie wolnym, który w efekcie przyniósł komplet punktów.

Druga sytuacja to bramka na 2-0 w meczu w Kielcach z Koroną.

Sfg przyczyniły się jeszcze do zwycięstw ŁKS w prestiżowych derby Łodzi, w potyczce z drugim beniaminkiem Podbeskidzem oraz do remisu w spotkaniu z Jagiellonią już za Tarasiewicza. Ogółem sfg przyniosły ŁKS-owi plon w postaci aż 10 punktów!

Tyle, że sfg w obronie wypadły już 2 razy gorzej. ŁKS stracił po nich 12 bramek – najwięcej w lidze. Pomimo speców od gry głową (Saganowski, Łabędzki, Łukasiewicz) ŁKS nie potrafił zabezpieczyć tyłów, ale miał także problemy z grą w powietrzu. Drużyna z Łodzi straciła 9 goli po strzałach głową. Stracili najwięcej w lidze bramek po rzutach rożnych – 6. Przy 101 kornerach wykonywanych przez przeciwników daje to wynik gol stracony co 16 rogów, czyli 3 najgorszy wynik w Ekstraklasie. Bardzo często rywalom zdarzało się napoczynać ŁKS właśnie po sfg – Śląsk, Legia, czy Ruch, inne zespoły po sfg pozbawiały ich prowadzenia czy nawet remisu – Wisła, Jagiellonia, Śląsk.

Abstrahując od liczb warto zwrócić uwagę na rolę Kaczmarka przy okazji wszystkich sfg. Niski wzrost sprawiał, że zawodnik nie przydawał się w pojedynkach w powietrzu ani przy rzutach wolnych, ani rożnych, ale świetnie potrafił dograć piłkę w punkt. Innym atutem był fakt korzystania z obu nóg.

Poniższy schemat wykonywania rzutów wolnych wprowadził Ryszard Tarasiewicz. Piłka dochodząca w światło bramki, a 5 zawodników nabiega na linię piłki z 16-11 metra.

Powyższa grafika prezentuje wykonanie rzutu wolnego, po którym padł gol w meczu ze Śląskiem. Mamy tu do czynienia z wrzutką górnej piłki dochodzącej do bramki na wysokość 6-7 metra. Tam piłka jest strącona przez Łukasiewicza, co w efekcie przynosi bramkę.

Poniżej z kolei widać moment, w którym ŁKS objął prowadzenie w meczu z Jagiellonią.

Również mamy do czynienia z piłką dochodzącą do bramki. Ponadto zaznaczyliśmy zawodników skupionych w polu karnym. Przy takich rzutach wolnych zawsze brało udział 5 piłkarzy czekających na dogranie piłki w obręb 16 metrów, co stanowiło jedną z opcji rozegrania tego stałego fragmentu.

Istniał też pomysł (opcja 1 i 2- zaznaczone na powyższej grafice), który miał poluzować liczbę zawodników broniących w polu karnym. To ustawienie dwóch zawodników przed polem karnym, tak aby stanowili dwie dodatkowe opcje rozegrania tego samego sfg.

Schemat widać przy okazji kolejnego rzutu wolnego z tego samego meczu z Jagą. 5 piłkarzy w polu karnym i dwójka (drugi niestety poza screenem) przed nim tworząc opcję rozegrania krótkiego rzutu wolnego.

Warto zwrócić uwagę, że przy pierwszym rzucie wolnym (grafika powyżej) jeden z zawodników „Jagi” wybiega z pola karnego w kierunku zawodników przed nim ustawionych. Poniżej widać, że ekipa z Białegostoku wyciągnęła wnioski z poprzedniego rzutu wolnego, bowiem nie ma już piłkarzy asekurujących strefę przed polem karnym.

W tym przypadku Kaczmarek próbował piłki dochodzącej do bramki, przy tym dość mocno bitej – przypuszczalnie w zamyśle miał to być strzał, który mógłby również zamienić się w dośrodkowanie. Jagiellonia wyszła z tego obronną ręką.

Ocena taktyczna

Biorąc pod uwagę potencjał osobowo-finansowy, a także cyrki jakie miały miejsce w trakcie sezonu, to lokata ponad strefą spadkową jest dobrym osiągnięciem. Jednak jeśli rzucimy okiem na liczby, to okaże się, że dorobek punktowy jest praktycznie zasługą Michała Probierza.

Tylko za jego „rządów” w ŁKS panował tylko jeden bałagan – finansowy. W pozostałych przypadkach były dwa zarzewia nędzy i rozpaczy, uzupełnione przez brak organizacji na boisku i taktycznej konsekwencji. Nawet Tarasiewicz nie potrafił nad tym zapanować, lecz nie każdy potrafi zrobić coś z niczego, tym bardziej, że odziedziczył drużynę rozbitą psychicznie. Być może przepracowanie z drużyną okresu przygotowawczego przyniosłoby lepsze efekty niż 1 punkt w 4 meczach, lecz już teraz wiemy, że tego szkoleniowca nie będzie na łódzkiej ławce wiosną.

Nie ma wątpliwości, że „Rycerze Wiosny” będą musieli na nowo odbudować wiarę w swój przydomek, jeśli chcą uratować ligowy byt. W tej chwili jednak są najpoważniejszym kandydatem do degradacji.

O dziwo zimą do zespołu z Al. Unii przybyli Łobodziński i Bonin, co powinno stworzyć nowe możliwości konstruowania ataków bokami boiska. To jedyny powiew optymizmu w kontekście odejść kilku podstawowych zawodników jak Kaczmarek, Szałachowski, Golański czy Stefańczyk. Do uniknięcia degradacji potrzebny będzie albo cud albo…Probierz. Chyba, że Świerczewski…znaczy się Pyrdoł zaskoczy wszystkich i ujawni taktyczne talenty na miarę sensacji sezonu…

Reklama