Taktyczne Podsumowanie Ekstraklasy: Lechia Gdańsk

12 miejsce w Ekstraklasie i zaledwie 3 punkty przewagi nad strefą spadkową to wynik, o który nie podejrzewalibyśmy przed sezonem gdańskiej Lechii. Niestety trenerzy młodego pokolenia Kafarski i Ulatowski w tej rundzie mocno rozczarowali. Z drugiej strony nie wszystko zależy od trenerów, bo jak dowiemy się z poniższej analizy w grze Lechii można znaleźć wiele pozytywnych aspektów taktycznych.


Ustawienie


Biorąc pod uwagę wszystkie 17 rozegranych w tym sezonie kolejek Lechia najczęściej prezentowała się w ustawieniu z trzema napastnikami: 4-3-3 (10 razy). Innymi wariantami były 4-4-2 (4 razy), 4-2-3-1 (3 razy).
W 13 kolejkach pod wodzą Kafarskiego – 4-3-3 (8 razy), 4-4-2 (4 razy), 4-2-3-1 (1 raz), a po przejęciu stanowiska szkoleniowca przez Ulatowskiego – 4-3-3 (2 razy), 4-2-3-1 (2 razy).

Pierwsza modyfikacja ustawienia z 4-3-3 na 4-4-2 nastąpiła w 5 kolejce, kiedy po 2 porażkach i 2 remisach Kafarski doszedł do wniosku, że coś w tym ustawieniu nie gra. W Krakowie w 4-4-2 Lechia wywalczył komplet punktów. Wspominaliśmy o tym przy okazji naszego rankingu trenerów, że Kafarski dziwnie wrażał ustawienie 4-3-3, gdyż jego drużynie brakowało szerokości w grze. Pierwszy lepszy podręcznik taktyczny na wstępie podkreśla zasadę, że aby wykreować sytuację należy maksymalnie rozszerzyć pole gry. Lechia w ofensywie grała dość wąsko. Benson mógł grać tylko na środku ataku, bowiem z boku nie był już tak przydatny. Traore najczęściej wystawiany po prawej stronie i tak schodził do środka.

Ulatowski dostrzegł jego zapędy i rozpoczął od 4-2-3-1, z Razakiem właśnie w środku „trójki”, ale po zaledwie 2 spotkaniach przekonał się do 4-3-3. Niestety ani jedno, ani drugie ustawienie jego posady nie uratowało.

Taktyka


Za Kafarskiego Lechia wygrał 3 mecze, 5 zremisowała i tyle samo schodziła z boiska pokonana. Bilans bramkowy w 13 meczach to 6-8. Solidność w obronie i nędza w ataku.

Zdaniem prezesa Lechii niepowodzenia w ofensywie były spowodowane kiepskim przygotowaniem fizycznym zawodników oraz przewidywalnością taktyczną budowanych ataków. Oczywiście, że można całym problemem obarczyć napastników, lecz należy wziąć też pod uwagę fakt, że tym nie stworzono zbyt wielu okazji. Lechia oddała 145 strzałów w minionych 17 kolejkach z efektywnością zaledwie 5,5 %. Oznaczało to, że zespół średnio musiał oddać 18 strzałów, by piłka wpadała do bramki.

Faktycznie Traore nie był już tym samym zawodnikiem, co w poprzednim sezonie, Benson nie spełniał pokładanych w nim oczekiwań, a Lukjanovs, Tadić czy Wiśniewski byli mało produktywni. Kafarski widział, że Lechia nie potrafi zaskoczyć przeciwnika poprzez rozegranie piłki pod jego bramkę, więc w pewnym momencie położył większy nacisk na strzały z dystansu. Miało to swoje odbicie w statystykach dotyczących celności strzałów – 41% (średnia ligi 44%). Z drugiej strony to dzięki uderzeniu zza pola karnego udało się pokonać Zagłębie. Poza tym zespołowi brakowało jeszcze 3 wymiaru, bowiem podania najczęściej wymieniane były po ziemi. W powietrzu Lechia praktycznie nie istniała (ani jednego gola po strzale głową).

Grając 4-3-3 Lechia dawała rywalom większą swobodę w środkowej strefie boiska. W Polsce większość drużyn gra piątką w środku, co zagęszcza centralną część boiska. Lechii trudno było się przebić przez środek, więc kreowali też mniej szans do zdobycia gola. Jednocześnie mniejsze zacietrzewienie w środku pola odcisnęło piętno na płynności gry.

Na dowód możemy powołać się na statystykę fauli, która powie nam, że w meczach z udziałem Lechii grę przerywano najrzadziej. Zależność fauli do ustawienia świetnie uświadomi nam kilka liczb z meczów zespołu pod wodzą Ulatowskiego. W spotkaniach z Legią i Ruchem Lechia zagrała w ustawieniu 4-2-3-1. Gdańszczanie popełnili w tych konfrontacjach kolejno 11 i 15 przewinień. W kolejnych dwóch meczach z Polonią i Jagiellonią Ulatowski zdecydował się na 4-3-3 i wówczas zanotowano po fauli zawodników Lechii.
Siłą Lechii Kafarskiego była bardzo dobra gra w obronie.

Miało to swoje dwie przyczyny: 1) dobra koordynacji linii obrony oraz 2) znakomita forma bramkarzy Małkowskiego oraz Pawłowskiego. Temat trzymania linii szerzej poruszymy w dziale „innowacje”, natomiast poniżej kilka przykładów rewelacyjnych interwencji bramkarzy „biało-zielonych”, dzięki którym aż 7 razy udało się zachować czyste konto.

Ile dla Lechii zrobił Małkowski
1. Interwencja w 4 minucie konfrontacji z Cracovią
2. Zatrzymanie Bitona w 45 minucie meczu z Wisłą
3. Obrona w meczu z Górnikiem
4. Druga dobra interwencja w meczu z Górnikiem w 74 minucie
5. Interwencja w 23 minucie meczu z Podbeskidziem

Ile Lechia zawdzięcza Pawłowskiemu
1. Interwencja z Bełchatowem w 21 minucie
2. Dwie świetne interwencje z Bełchatowem w 53 minucie
3. Kapitalna obrona z Zagłębiem w 94 minucie
4. Dobra parada w meczu z Lechem w 85 minucie
5. Interwencja z Polonią w 78 minucie
6. Obrona w meczu z Jagiellonią w 31 minucie

19-letni bramkarz wiosną zagra swoje ostatnie mecze w barwach Gdańskiego klubu, bowiem od 1 lipca będzie zawodnikiem Udinese. Włoska ekipa zainteresowała się nim m.in. po występie przeciwko Lechowi.

Innowacje


Jak wspomnieliśmy powyżej Tomasz Kafarski skupił się na defensywie. Może poszczególne formacje w drużynie nie były skoordynowane ze sobą tak jak w Widzewie, ale w Lechii dobrze ze sobą współpracowała linia obrony.

Trudno uznać, że trener Kafarski wymyślił „trzymanie linii”, ale za jego rządów Lechia nie miała sobie równych w liczbie zawodników złapanych w pułapki ofsajdowe. Pod koniec rundy gdańszczan dogonił Widzew i obecnie wspólnie liderują w klasyfikacji łapania na spalonym (obie drużyny po 54, co daje średnią 3,18 na mecz).

Na tle pozostałych ligowców 54 spalone to wartość bardzo duża. Dość powiedzieć, że piłkarze Lechii łapali swoich przeciwników na spalonym ponad 3 razy częściej w rundzie jesiennej niż zawodnicy Górnika Zabrze. Jednak ten element taktyczny wynikał z ustawienia Lechii (4-3-3) i konieczności wysokiej obrony (patrz grafiki).

Obok przedstawiamy dowody na dobrą koordynację defensywy z meczów z Cracovią, Górnikiem, Podbeskidziem oraz Polonią, a to tylko nieliczne. W większości są to sytuacje z drugiej połowy, a wiadomo, że im dalej w mecz tym założenia taktyczne są realizowane w coraz mniejszym stopniu. Tym bardziej należy pochwalić ekipę z Wybrzeża za konsekwencję w tym elemencie gry.

Oczywiście zdarzały się im wyjątki od reguły, że obrońcy kompletnie nie trzymali linii. Najpoważniej tą formacją targała Cracovia, która dysponując bardzo szybkimi skrzydłowymi co chwilę wychodziła z groźną kontrą. „Pasy” sprytnie wykorzystywały próby zastawienia pułapek ofsajdowych.

Stałe fragmenty gry


Krótko, bo praktycznie nie ma o czym pisać. Bilans sfg w 17 kolejkach to 2-5. Bramki zdobyte po rzucie karnym oraz po rzucie rożnym w 2 tempo właściwie po zamieszaniu pod bramką Jagiellonii. Takie liczby i okoliczności nie mogą budzić wielkiego zachwytu.
Nie ma też co pastwić się nad obroną przed sfg, bo choć wynik 5 goli straconych w ten sposób nie jest tragedią, to jednak wciąż to 1/3 wszystkich strat Lechii.

Ocena taktyczna


Jeśli drużyna z potencjałem na poziomie pierwszej piątki plasuje się tak nisko, a w dodatku wiosną będzie bronić się przed spadkiem to nie można Lechii wystawić pozytywnej oceny taktycznej. Trener Kafarski uporządkował drużynę w obronie i poprawił ten element gry, to jednak uczynił to kosztem ofensywy. Cóż po 7 meczach z czystym kontem, skoro samemu nie strzela się gola w 10 ligowych spotkaniach? Czy po takich informacjach chciałoby się komukolwiek przejść na bodaj najpiękniejszy obiekt piłkarski w Polsce? Wymagania od Lechii to nie tylko zdobywać punkty i utrzymywać kontakt z czołówką, ale także atrakcyjna gra. To dla niej kibice pojawiają się na trybunach.

Najgorsze jest jednak to, że budowa zespołu w Gdańsku rozpoczyna się na nowo. Trener Ulatowski nie widział w Lechii ludzi z charakterem, zatem wzmocnienia są nieuniknione. Przede wszystkim entuzjazm musi wrócić u Traore, bowiem wokół niego można zbudować grę ofensywną. Pytanie tylko czy po wydarzeniach z lata 2011 roku będzie mu się jeszcze chciało za Lechię „umierać”? Z takimi problemami przyjdzie się teraz mierzyć Pawłowi Janasowi.

Reklama