Taktyczne Podsumowanie Ekstraklasy: Lech Poznań

Ustawienie


Najczęściej jedenastka Lecha występowała w ustawieniu 4-1-4-1 oraz 4-2-3-1 z odwróconymi skrzydłowymi – Stilić z prawej strony, a Wilk, później Tonev z lewej. W tym wariancie Bośniak często schodził do środka, przez co robił miejsce dla obiegającego z prawej strony Wojtkowiaka. Na przeciwległej flance Wilk i Tonev operowali zdecydowanie bliżej linii bocznej, częściej dośrodkowując i wymieniając krótkie podania z Henriquezem i Kriwcem.

Na przestrzeni całej rundy jesiennej mogliśmy obserwować ewolucję ustawienia z 4-2-3-1 na 4-1-4-1. Wiązało się to z defensywnymi zadaniami pomocników.

W grze obronnej środkowi pomocnicy i skrzydłowi wycofują się, tworząc 4-1-4-1. Na szpicy Rudniev wysoko zaczyna pressing, który następnie wzmacnia się w pomocy – Murawski i Kriwiec są osłaniani przez Injaca.

Środkowa linia przy tym nie zawsze wyglądała tak samo. Dotykała ją spora rotacja. Niekiedy na lewej stronie pojawiał się Kriwiec, który podobnie jak Stilić ustawiany na prawej flance schodził do środka boiska. Można to wytłumaczyć brakiem klasycznego prawoskrzydłowego.

Chociaż zarówno trener Bakero jak i oficjalna strona Lecha Poznań twierdziły, że ekipa z Bułgarskiej grała trójką napastników, to na boisku praktycznie tylko Rudniev był ustawiony w pierwszej linii. Stilić i Tonev grali za plecami Łotysza, wspomagając go gdy Lech był w ofensywie.

Obsadzenie „skrzydeł” miało niebagatelne znaczenie dla usposobienia bocznych obrońców. Gdy po bokach grali Stilić i Kriwiec, wówczas skrajni defensorzy wychodzili bardzo wysoko. Jednakże w momencie, gdy na flance do gry desygnowany był Tonev lub Wilk, rola bocznego obrońcy nie była już tak ofensywna.

Najbardziej stabilne były pozycje napastnika na szpicy oraz lewego obrońcy. Z jednej strony kto chciałby zmieniać Henriqueza i Rudnieva, skoro niemal w każdym meczu spisywali się bardzo dobrze. Inna sprawa, że na tych pozycjach w Lechu brakowało konkurencji.

Taktyka

Kolejorz gra piłką, cierpliwie budując ataki od własnej bramki. Środkowi obrońcy, częściej Wołąkiewicz, nadają ton grze i przekazują piłkę do Murawskiego, który napędza Lecha w środkowej strefie. Injac ustępuje mu miejsca i cofa się do linii obrony. Boczni defensorzy, wypychani przez środkowych, podchodzą wyżej. W ten sposób Lech realizuje „koncepcję barcelońską”, o której przeczytacie nieco niżej.

Na tym nie koniec katalońskich naleciałości. Trener Bakero jest bowiem wierny filozofii swojego byłego klubu także pod innym względem. Wielu piłkarzy to zawodnicy lubujący się w grze piłką – Murawski, Kriwiec, Możdzeń czy Stilić lubią poklepać ją na małej przestrzeni. Swego czasu zastanawiano się, po co Barcelonie Fabregas, skoro mają takich magików jak wspomniany Busquets, Iniesta czy Xavi, jednak odpowiedź jest prosta – łatwość utrzymania się przy piłce. Nic więc dziwnego, że Lech, uzyskuje posiadanie piłki w okolicach przekraczających 60% na mecz i to niezależnie od przeciwnika, z którym się mierzy.

Nie wszystko jednak wygląda tak niebiesko-bordowo jak mogłoby się wydawać. Podobnie jak Barcelona, Lechici mają ogromny problem z przeforsowaniem dobrze zorganizowanych, broniących się głęboko na własnej połowie drużyn. Tym samym z posiadania piłki nie wynika nic. Schemat ten często powielał się jesienią ubiegłego roku, co najlepiej można było zobaczyć w meczu Dumy Wielkopolski ze Śląskiem. Podopieczni Lenczyka frustrowali Lechitów zwartym ustawieniem, by po odzyskaniu piłki ruszyć do błyskawicznego kontrataku.

Z nieumiejętnością przełożenia posiadania piłki na bramki związany jest ruch bez piłki, a właściwie jego brak. Oglądając mecze Lecha w rundzie jesiennej często byliśmy świadkami długich fragmentów, w których piłka kopana przez obrońców Lecha toczyła się wszerz boiska by po kilkudziesięciu sekundach zostać posłana górą do osamotnionego w przodach Rudnieva. I to właśnie błysk geniuszu Łotysza w połączeniu z niefrasobliwością obrońców rywali często zapewniał Kolejorzowi punkty.

Zupełnie osobną kwestią są z kolei personalia poznańskiej lokomotywy. Pozycje, na których widzi niektórych piłkarzy Bakero mogą być przedmiotem ostrych dyskusji. Stilić jest jakościowym piłkarzem, który jednak do sprinterów nie należy. Ustawienie go na skrzydle może więc powodować pewne komplikacje: a) Bośniak nie „szarpie”, wchodząc do środka – często jednak ma do czynienia z przeciwnikami, na których technika i trochę sprytu wystarczą b) angażując się w indywidualne pojedynki narażony jest na łatwą stratę piłki c) zostawia za sobą korytarz, który może wykorzystać w tym przypadku lewy obrońca drużyny rywali d) po stracie Stilić nie ściga włączającego się do kontry bocznego obrońcy. Wreszcie zdarza się i tak, że Stilić wędruje do środka bez piłki, niepotrzebnie dodatkowo zawężając grę.

Faktem jest natomiast, że Bośniak jest najbardziej kreatywnym piłkarzem Lecha. Dobrą alternatywą dla Stilicia jest z pewnością sprowadzony latem Tonev. Bułgar niekiedy sprawia wrażenia jeźdźca bez głowy, co być może jest przyczyną tego, że częściej niż na boisku zaczyna mecz na ławce. Wówczas wpuszczony na plac gry chce na siłę pokazać swoje umiejętności, co dość często kończy się utratą piłki. Jego umiłowanie do dryblingów nie sprzyja z kolei taktyce gry na 1-2 kontakty. Atutem młodego skrzydłowego jest szybkość, która pozwala na dynamiczne ścięcia do środka lub ucieczkę przy wyprowadzaniu kontry. Wówczas Stilić mógłby urzędować między liniami rywali w poszukiwaniu luk w ustawieniu obrońców. Jednak Tonev lepiej czuje się po lewej stronie boiska, choć nie ma wątpliwości, że mógłby przystosować się do przeciwległej strony. Co więcej Bakero często nakazywał wymiany poziome i na prawej stronie Tonev też spisywał się całkiem nieźle.

Jednak przerzucenie go na prawą stronę powoduje problem na drugim skrzydle. Wilk jest nieprzekonywujący, Kriwiec natomiast zdecydowanie lepiej czuje się w środku. Lepiej idzie mu rozdzielanie piłek i dyktowanie tempa niż wojaże w roli skrzydłowego, w której występuje gdy Lech próbuje zagrać w 4-3-3.

Innowacje

Największa innowacją trenera Bakero jest zdecydowanie powierzenie jednemu z pomocników coraz popularniejszej w Europie roli libero, którą znamy z gry ekip takich jak Barcelona czy AS Roma. Ponieważ pisaliśmy o tym zagadnieniu na naszych łamach, zapraszam do lektury tego tekstu, w którym rola libero wyjaśniona jest właśnie na przykładzie Lecha.

Stałe fragmenty gry

Trudno piać z zachwytu jeśli zespół zdobywa jedynie 17% goli po sfg. Jednak wielu szkoleniowców twierdzi, że sfg to nie sposób na wygrywanie meczów, a jedynie dodatek do taktyki. Po liczbach można stwierdzić, że powyższe dotyczy „Kolejorza”, ale po przeanalizowaniu kilku stałych fragmentów w wykonaniu poznaniaków dojdziemy do odmiennych konkluzji.

W pierwszej kolejności można wziąć na warsztat rzuty rożne. 78 kornerów wykonywanych jesienią przyniosło plon w postaci 3 zdobytych bramek. To wynik daleki od potentatów europejskich w tej kategorii, ale jak na polskie warunki i tak nie jest źle. Spora ich część wykonywana była na 2 tempa i widać, że Lech popracował nad tym elementem gry. Wykonawcami byli Stilić i Kriwiec. Obaj mogli dośrodkować zarówno z prawej jak i z lewej strony, w zależności czy Lech zdecydował się na piłkę dochodzącą czy odchodzącą od bramki.

Zabrakło za to zagrożenia po rzutach wolnych i to zarówno pośrednich jak i bezpośrednich. Pamiętamy jeszcze kilka sezonów temu Stilić potrafił zagrać delikatną piłkę dochodzącą do bramki z prawej strony boiska, tak, że nawet nie dotknięta przez żadnego z kolegów lądowała w siatce. Wówczas takie rzuty wolne były jedną z broni Lecha, teraz jednak tego zabrakło.

W trakcie rundy obserwowaliśmy również próby Wojtkowiaka dalekich wrzutów z autu w pole karne a’la Rory Delap. Efekt bramkowy był znikomy, lecz trzeba dodać, że nie w każdym meczu prawy obrońca Kolejorza w ten sposób wykonywał auty.

W porównaniu z poprzednimi sezonami Lech zdecydowanie poprawił grę w obronie przy stałych fragmentach. Poznaniacy stracili jedynie 3 bramki w ten sposób, co do spółki z Legią jest najlepszym wynikiem w Ekstraklasie. Obok Górnika jest też jedynym klubem w Ekstraklasie, który nie stracił gola po rzucie wolnym.

Podsumowanie

Początek sezonu to zdecydowanie czas Lecha. Z wysokich zwycięstw można było wnosić, że Kolejorz od samego początku gra tylko i wyłącznie o mistrzostwo. Jednak w miarę rozkręcania się sezonu, z Lechitów uszło powietrze. Ponadto przeciwnicy szybko złapali filozofię gry zespołu z Poznania i znaleźli na nią „antidotum”. Przekonali się, że niski pressing i zagęszczenie środka pola na przestrzeni 20-40 metra od własnej bramki często przynosiło efekty: spotkania z Lechią, Podbeskidziem i Widzewem przyniosły Kolejorzowi razem zaledwie 2 punkty.

Na pochwałę zasługuje na pewno próba implementacji nowoczesnych rozwiązań taktycznych na naszym wciąż zacofanym podwórku. Szanowanie piłki i cierpliwość w rozgrywaniu to hołd dla hiszpańskiej filozofii, jednak pamiętajmy, że musiały upłynąć lata zanim ten pomysł na grę w końcu zaczął wygrywać trofea.

Do minusów zaliczyłbym zdecydowanie reakcje Bakero w czasie meczu – Hiszpan niestety zbyt często nie potrafi odpowiednio zareagować na wydarzenia toczące się na boisku. Problemem wciąż pozostaje komunikacja. Nawet jeśli piłkarze właściwie odbierają uwagi na boisku to niemożność porozmawiania w 4 oczy z pewnością pozostawia ślad z tyłu głowy.

Tekst: Adam Wysocki i Bartosz Gazda

Grafika: Adam Wysocki

Bartosz Gazda
Największe odkrycie scoutingowe Ojca Założyciela. Wypatrzony na swoim malutkim blogu traktującym o taktyce w Serie A, dziś pisze o piłce na krotkapilka.pl i olemagazyn.pl.

Reklama