Taktyczne Podsumowanie Ekstraklasy: Jagiellonia Białystok

10 miejsce i 22 punkty w dorobku okazały się zbyt skromnym wynikiem, by ocalić pracę Czesława Michniewicza, mimo, że w grze jego drużyny można było znaleźć wiele pozytywów. 42-letni szkoleniowiec jako jeden z nielicznych w naszej Ekstraklasie często próbował ustawienia z dwójką napastników. Drużyna niestety miała sporo problemów ze stałymi fragmentami gry, a sam Michniewicz nie potrafił znaleźć na to właściwej recepty. Z problemami Jagiellonii będzie się teraz mierzył Tomasz Hajto.


Ustawienie


W rundzie jesiennej Czesław Michniewicz ustawiał swój zespół w 3 różnych konfiguracjach. Najczęściej, bo aż 9 razy Jagiellonia prezentowała się w formacji 4-2-3-1, która jest najpopularniejszą w Ekstraklasie. Oczywiście to żadna niespodzianka, że aż 13 razy na szpicy mecze rozpoczynał Frankowski.
Siedmiokrotnie Michniewicz jednak zdecydował się desygnować do pierwszej linii partnera dla „Franka”. Frankowski zagrał w ataku we wszystkich meczach, w których „Żubry” wychodziły w ustawieniu 4-4-2. Wówczas partnerowali mu: Plizga, Pawłowski i Rasiak.
Tylko raz, w spotkaniu z Podbeskidziem, Michniewicz spróbował ustawienia 4-1-4-1. Jagiellonia była awizowana w ustawieniu 4-2-3-1, lecz w praktyce tylko Hermes trzymał się z tyłu, a Arłukowicz i Cetković grali w linii przed nim. Eksperyment nie wypalił, bo Jagiellonia przegrała 0-2.

Środek pola był w drużynie z Białegostoku ustabilizowany. Etatowymi stoperami byli Skerla i Cionek, w środku pola Hermes z Grzybem, a z przodu Frankowski. Na bokach było różnie. Sytuacja była w miarę przejrzysta na prawej flance, gdzie w defensywie obserwowaliśmy Bartczaka, a na skrzydle w pomocy Kupisza. Skrajnym lewym obrońcą najczęściej był Alexis, ale czasami zmieniał go Pejović.

Najmniej konsekwentnie wyglądała sprawa na lewej stronie pomocy. W praktyce to dość częsty problem nie tylko w naszej lidze, bowiem deficyt w klasowych lewonożnych pomocnikach panuje na całym świecie. Na lewej stronie w Jagiellonii Michniewicz próbował czasami Kupisza, ale grali tam także Pejović, Cetković, Seratlić oraz Kukol. Raz na lewą stronę desygnowany był Plizga, Pawłowski oraz Tymiński.

Pod koniec października Jaga wpadła w dołek, w trakcie którego nie wygrała 5 meczów z rzędu, lecz trzeba przyznać, że 4-4-2 w miarę upływu czasu wyglądało coraz lepiej. W ostatnim meczu rundy przeciwko Lechii Michniewicz wykorzystał Houllierowski pomysł z parą napastników wysoki-niski (Rasiak-Frankowski).

Taktyka


Posiadając szybkich Kupisza z prawej i Plizgę w środku, wspieranych przez zawodników (również szybkich) z lewego skrzydła oraz lewitującego na połowie przeciwnika przez zdecydowaną większość meczu Frankowskiego Jagiellonia miała bardzo dobre warunki do gry z kontry i taka była też najczęściej stosowana taktyka. W ten sposób Jaga zdobyła 9 z 20 bramek (45% wszystkich trafień) i pod tym względem zespół prowadzony w rundzie jesiennej przez Czesława Michniewicza uplasował się na 2 miejscu, tuż za Śląskiem (12 goli po kontrze). Dla porównania dodajmy, że to tyle co Polonia, Ruch i Wisła razem wzięte. Jednocześnie żaden zespół nie osiągnął takiego wyniku procentowego udziału kontr co Jagiellonia.

Widać było, że szybkie ataki wychodziły im bardzo dobrze. U podstaw powodzenia legła postawa defensywnych pomocników. Gdy przeciwnik wyprowadzał piłkę, w okolicach linii środkowej Grzyb i Hermes na zmianę wychodzili do zawodnika posiadającego piłkę mocno go naciskając. Nie zawsze po takich odbiorach padały bramki, lecz ta postawa stała się elementem kładącym podwaliny pod udaną kontrę.

Postawienie na grę z kontry odcisnęło swoje piętno na liczbie wykreowanych sytuacji i strzałów drużyny. 145 uderzeń w kierunku metalowego prostokąta to 3 od końca wynik w Ekstraklasie.

Pressing defensywnych pomocników miał też swoje skutki negatywne. Jeśli zakończył się niepowodzeniem, a piłka przechodziła linię pomocy w Jagiellonii zaczynała się panika w szeregach obronnych. Więcej miejsca sprawiało, że rywale mogli swobodniej rozgrywać piłkę, a Jaga dość łatwo traciła bramki po ataku pozycyjnym – 10 z 27 goli straconych w ten sposób.

Nie tylko bilans bramkowy 21-27 mówi nam, że Jagiellonia miała problemy z bronieniem. To jedyny zespół w Ekstraklasie, który pozwolił przeciwnikom na oddanie większej ilości strzałów celnych niż niecelnych. W Ekstraklasie tylko Śląsk ma wskaźnik celności strzałów powyżej 50% w ataku. W obronie tylko przeciwnicy Jagiellonii zanotowali statystyki powyżej 50%. Na bramkę Jagi oddano 179 strzałów, z których 27 zatrzepotało w siatce, 68 zostało obronionych przez golkiperów (razem 95 w światło bramki), a 84 w bramkę nie trafiło.

Powyższy wykres porówna wynik drużyny z Podlasia z innymi ekipami Ekstraklasy. Dlaczego akurat z tymi drużynami? Cracovia – bo jej rywale zanotowali najgorszą procentową celność strzałów (blisko 39), Legia – bo pozwoliła przeciwnikom na oddanie najmniejszej liczby strzałów na swoją bramkę (131) oraz Widzew – bo jego rywale musieli oddać aż 15 strzałów, żeby pokonać ich bramkarza (6,67% efektywności strzałów przeciwnika).

Pomimo tego Jagiellonia dobrze potrafiła zabezpieczyć się przed długimi podaniami. Skerla i Cionek dbali o to, żeby napastnicy rywali nie mieli okazji przejąć górnej piłki, natomiast długie podania po ziemi przecinali defensywni pomocnicy.
Wspomnieliśmy wyżej o pressingu Hermesa i Grzyba na rywalach. Taka gra w obronie wymagała dobrego przygotowania kondycyjnego. Nie chodzi o to, że Jaga była źle przygotowana, lecz o fakt, że plany taktyczne wymagały olbrzymich sił i konsekwencji. Niekiedy w końcówce ich brakowało o czym dokładnie powie nam rozkład bramek straconych przez Jagiellonię – większość padła w ostatnim kwadransie meczu.

Innowacje


W żołnierskich słowach innowacja Michniewicza to sposób odbioru piłki, który opisywaliśmy wyżej przy okazji analizy taktyki Jagiellonii. Warto dodać, że były już szkoleniowiec ekipy z Białegostoku miał dobrze rozpracowanych swoich rywali, co znaczy, że bank informacji działał bardzo dobrze. Jego piłkarze dobrze wiedzieli co i jak mają robić, by blokować poczynania przeciwników. Kiedy Jaga grała z zespołem skupiającym siły w środku pola defensywni pomocnicy grali wąsko. W przypadku, gdy rywal często grał skrzydłami, Hermes i Grzyb rozszerzali, asekurując boczne sektory boiska. Ten ostatni zabieg zaobserwowaliśmy przy okazji analizy meczu ze Śląskiem.

Warto wspomnieć o jeszcze jednym elemencie. Michniewicz nigdy nie bał się wprowadzać do składu wyróżniających się juniorów. To czyniło jego zespół nieprzewidywalnym, gdyż przeciwnicy nie mogli znać walorów piłkarskich zawodników, których wcześniej nie obserwowali. Trudno było usposobić obrońców na grę Arłukowicza czy Pawłowskiego.

Stałe Fragmenty Gry


Czesław Michiewicz doskonale zdawał sobie sprawę ze słabych stron swojej drużyny. Niejednokrotnie podkreślał, że Jaga ma problem z grą w powietrzu, a co za tym idzie przeciwnicy stwarzają spore zagrożenie po sfg. Powyższe znajduje swoje odzwierciedlenie w liczbach. Jagiellonia straciła 11 z 27 bramek właśnie po nich (40%). Sporą ich część stanowią rzuty rożne, po których ekipa z Białegostoku straciła aż 6 goli. Statystycznie zatem Jagiellonia traciła gola co 14 kornerów.„Żółto-czerwoni” stracili również 2 gole po wznowieniach z autów, co może też świadczyć o braku odpowiedniego ustawienia drużyny w obronie.
W ataku również nie było kolorowo, choć 6 trafień po sfg ujmy nie przynosi. Połowa tego dorobku to efekt rzutów wolnych, a spory w tym udział miał Skerla. Litwin trafił do siatki w meczu z Lechią oraz z Polonią.
W obu przypadkach kluczową sprawą było zgubienie krycia, bo w momencie oddawania strzału Skerla był niekryty. Takiego rozwiązania Jagiellonia starała się szukać praktycznie przy każdym rzucie wolnym. Niebagatelny był tutaj również kunszt Plizgi, który umiejętnie podkręcał piłkę.
Przy rzutach rożnych było zdecydowanie gorzej i po rundzie jesiennej Jaga jest jedną z trzech drużyn w Ekstraklasie, które nie potrafiły rogu zamienić na bramkę.

Cały bilans sfg drużyny z Białegostoku wyniósł -5, a to tylko jeden gol lepszy wynik niż najgorszego w tej kategorii ŁKS-u.

Ocena taktyczna


Michniewicz jest świetnym motywatorem i jego drużyny nigdy nie spalały się w meczach nawet z dużo silniejszymi rywalami. Jak wspominaliśmy już przy okazji rankingu trenerów Ekstraklasy stosował nieszablonowe metody jak wspólne oglądanie filmu mającego natchnąć zespół do walki lub też „karny trening”, kiedy piłkarzom nakazał stać przez 90 minut na boisku – „doskonaląc taktykę z meczu z Ruchem Zdzieszowice”.

Jagiellonia została trochę skrzywdzona w Krakowie, gdzie przegrała z Wisłą, choć mogło być zupełnie inaczej. Decyzja o jego zwolnieniu została podjęta najprawdopodobniej po porażce z Podbeskidziem, lecz już wcześniej było widać, że taktycznie Jaga funkcjonowała całkiem nieźle.

Z drugiej strony potencjał osobowy ekipy z Białegostoku, szczególnie po pozyskaniu Plizgi był zdecydowanie większy niż 10 miejsce w tabeli. Hajto na początku swojej drogi pokazuje, że nie będzie się bać eksperymentów taktycznych, ale czy przypadkiem nie zweryfikuje go ligowa rzeczywistość? Ustawienia wykorzystywane przez Schalke w poprzedniej dekadzie mogą nie okazać się najlepszym pomysłem.

Reklama