Premier League do Tablicy XV

Wracamy do oceniania występów drużynowych i indywidualnych z najbardziej ekscytującej ligi na świecie. Za zawodników oraz zespoły zabieramy się mając do swojej dyspozycji udostępnianą na stronach Guardiana aplikację Chalkboards oraz wszystkie statystyki, które znacie i nie wygenerowane przez Opta Sport i znajdujące się na serwisie EPL Index.


Zaczynamy od spadku formy Manchesteru City, który we wtorkowy wieczór poniósł porażkę na Goodison Park w starciu z Evertonem. Wedle zgodnej opinii obserwatorów, Robert Mancini musi ratować uciekający im tytuł przywracając swojej drużynie swobodę gry, która cechowała Citizens w pierwszej części sezonu. Wbrew pozorom z Evertonem radzili sobie bardzo dobrze w defensywie, lecz problem zaczynał się od przekroczenia linii środkowej – David Moyes doskonale wie jak zneutralizować rywala i ustawić zespół w obronie.
Czy zawiedli piłkarze ofensywni? Można tak powiedzieć – z czwórki Dżeko, Silva, Nasri i Aguero tylko ten ostatni wygrał drybling  na połowie przeciwnika, a pozostałe dwa Milner i Kompany. Aż czternaście pojedynków w tej strefie Citizens przegrali (patrz grafika). To jednak nie znaczy, że było gorzej z kreowaniem szans – siedemnaście z nich to wynik wyższy niż średnia meczowa City w tym sezonie, lecz gorzej było z uderzeniami. Prawie dwukrotnie rzadziej oddawali oni strzały celne co miało przełożenie na wynik.
Wtorek był dla Citizens ważny również z innego powodu – Roberto Mancini wypożyczył z Romy Davida Pizarro, którego zna doskonale z Interu. Jego rola będzie podobna do tej, którą obecnie wypełniał Gareth Barry. Chodzi o pozycję tzw. „deep-lying midfielder”, zawodnika odbierającego piłkę i skutecznie otwierającego akcję. Na grafice widzicie również niecelne podania angielskiego środkowego pomocnika i jasno widać, że właśnie z tego typu zagraniami ma on problem. Mając wkrótce do swojej dyspozycji Toure, który świetnie gra w defensywie i rajdami wspiera ofensywę, przyda się zawodnik, który rozgrywanie z własnej połowy potrafi rozpocząć celnym podaniem prostopadłym, nie do boku. Pizarro, według Manciniego, takim krótkoterminowym (sześciomiesięczne wypożyczenie) rozwiązaniem będzie idealnym.
Mark Davies był jednym z kluczowych zawodników Boltonu w bezbramkowym remisie z Arsenalem. W ustawieniu, które zastosował Coyle (4-5-1), on był tym zawodnikiem, który był najwyżej wysuniętym środkowym pomocnikiem, choć trudno nazwać jego rolę „ofensywnym” – bardziej rozgrywającym. Jego rajdy były równie ważne co podania (patrz grafika) – z racji tego, że w środkowej strefie niepodzielnie rządził Song, Bolton robił wszystko, by rozgrywać akcję skrzydłami, tam, gdzie ostatnio Arsenal miał najwięcej problemów.
Davies rozprowadzał akcje Boltonu w te strefy idealnie – jego wszystkie podania do przodu na połowie rywala były dokładne. Jednak nie tylko zajmował się on nadawaniem kierunku akcjom swojej drużyny, był również kreatorem szans, których Bolton miał kilka – on stworzył 3 z 8 ich sytuacji. Wygrał również sześć z siedmiu pojedynków (co widać na grafice) i, choć rywale pięć razy odbierali mu piłkę, on sam również tyle razy przejmował jej posiadanie.
Sunderland fenomenalnie spisuje się pod wodzą Martina O’Neilla – tabela od momentu gdy przejął on stery na Stadionie Światła nie kłamie, jego zespół jest pierwszy i przegrał zaledwie dwa spotkania, z Tottenhamem i Chelsea. Fenomenalnie prezentują się w ataku z kontry (druga i trzecia bramka z Norwich), rewelacyjne bramki padają po uderzeniach z dystansu (gole ze Swansea i pierwsze trafienie z Norwich), wreszcie są solidni w defensywie. Jedną z zasług O’Neilla było odkrycie w rezerwach Sunderlandu Jamesa McCleana, który jest szybkim lewym pomocnikiem z niezłym dryblingiem, choć jeszcze słabo wykańczającym akcje. Dziwić może jednak decyzja, że to właśnie w jego kierunku rozpoczynane były ataki drużyny O’Neilla – nie jest on wysokim zawodnikiem, a takie „celowanie” trwało cały mecz i tego akurat menedżer nie zmieniał.
Na grafice widzimy podania bramkarza Sunderlandu, Simona Mignoleta oraz pojedynki w powietrzu lewego pomocnika tej drużyny – było ich całkiem sporo, znaczna większość przegranych. Oczywiście menedżer drużyny liczy na to, że to właśnie tym skrzydłem uda się jak najszybciej uruchomić cały zespół w ataku, więc większość zagrań bramkarza kierowanych jest w strefę przy linii bocznej. Oczywiście wadą rozwiązania w meczu z Norwich było to, że akurat zespół Paula Lamberta jest najlepiej grającym zespołem w powietrzu – stąd niepowodzenie w tym planie i choć Sunderland zdecydowanie spotkanie wygrał, nie zawdzięczał tego akurat takiemu rozwiązaniu taktycznemu. Martin O’Neill może cieszyć się, że zespół nie zawiódł w innych strefach, przy realizacji innych założeń.
Na koniec przyglądamy się pojedynkowi lewego obrońcy Tottenhamu z prawym obrońcą Wigan. Mimo zdecydowanego i łatwego zwycięstwa posiadających mistrzowskie aspiracje gospodarzy, spadkowicze zaprezentowali się nieźle w drugiej części meczu. Uwagę obserwatorów przykuł Ronnie Stam, który odważnie atakował swoją stroną, mimo tego, że musiał również ścierać się z Garethem Balem. Może nie widać tego na grafikach, ale Assou-Ekotto miał z Holendrem niemałe problemy co postaram się przedstawić i uargumentować bez uciekania się do prezentacji materiałów video.
Na grafice da się zauważyć, że Assou-Ekotto całkiem nieźle radził sobie w pojedynkach na własnej połowie, przegrywając zaledwie raz, a i Ronnie Stam nie jest imponującym dryblerem – z trzech prób wygrał zaledwie jedną. Jednak to nie znaczy, że lewy obrońca nie miał z nim problemów. Z racji tego, że jego strona była mocno odsłonięta (przez ofensywne nastawienie Bale’a) Stam miał więcej miejsca, a kluczem do wrażenia, że zagrożenie wynikało bardziej z jego strony była współpraca z Jamesem McCarthym. To właśnie ten zawodnik dobrze przemieszczając się, wyciągając ze swojej pozycji Assou-Ekotto, robił miejsce Stamowi. Dzięki temu miał on więcej miejsca, a Kameruńczyk był do niego często spóźniony.
Co daje podstawy, by tak myśleć? Przede wszystkim na grafice podań Stama widzimy sporo nieudanych dośrodkowań – aż dziesięć przy tylko jednej udanej próbie. Jednak to i tak ponad połowa wszystkich prób Wigan w tym meczu mimo tego, że większy ciężar ofensywny spoczywał na lewej stronie (odpowiednio: Beausejour, Figueroa i Moses) co pokazują również procenty – 21% akcji gości przeprowadzono lewą flanką, 11% prawą. Mimo że jedyne trafienie Wigan padło po akcji lewą stroną (i, co ciekawe, jednym z niewielu ataków tą flanką w którym uczestniczył i skutecznie wykończył McCarthy!), więcej zagrożenia było z prawego skrzydła, choć dośrodkowania Stama pozostawiały wiele do życzenia. Jednak ciekawe próby szybkiego rozegrania piłki w tych strefach świadczą o potencjale Wigan, choć niekoniecznie pozwalającym myśleć o wygraniu spotkań z tak silnymi rywalami jak Tottenham. Zwłaszcza, gdy tak dobrze grają stoperzy wybijający i blokujący skutecznie próby dośrodkowań.

Reklama