ŁKS – Polonia W. 0-2: Świr bez szaleństw

To miał być mecz, który da odpowiedź na pytanie, jak źle jest z ŁKSem. Najbliżej poprawnej odpowiedzi byli ci, którzy przewidywali najgorsze. Choć wynik nie brzmi tragicznie, między oboma zespołami istniała różnica klas, a bardzo przeciętnie grająca Polonia była i tak dwie klasy lepsza od chaotycznych gospodarzy.


ŁKS wyszedł w czymś pomiędzy 4-4-2 a 4-4-1-1. Choć w składzie znajdowało się dwóch napastników, Mięciel był tym ustawionym na szpicy, zaś Saganowski schodził do tyłu, żeby wspomagać rozegranie. Z dwójki pomocników Laizans ograniczał się głównie do destrukcji, zaś Iwański miał dbać o to, by piłki docierały do napastników i do ofensywnie usposobionych skrzydłowych.

Polonia zaś nie zaskoczyła ustawieniem. 4-2-3-1 to standard dla tej ekipy. Niespodzianką był umieszczenie głębiej Jeża, środkowym ofensywnym pomocnikiem został Bruno. Tradycyjnie też bardzo zadanie bardzo intensywnego podłączania się do gry otrzymali boczni obrońcy.

Od samego początku widać było, kto w tym pojedynku będzie rozdawać karty. Polonia była zespołem lepiej ułożonym i taktycznie i technicznie. W żadnym wypadku nie można mówić, że pokazała coś wielkiego, ale tak bywa że przeciętny zespół dostosowuje się poziomem do słabszego rywala. A ŁKS w tym spotkaniu wypadł dramatycznie źle.

Łodzianie nie mogli znaleźć żadnego sposobu na sforsowanie drugiej linii gości. Największy problem polegał na tym, że ta druga linia składała się de facto aż z siedmiu graczy. Bardzo wysoko grali Brzyski i Todorovski, a do tego dochodziła piątka pomocników. ŁKS nie był w żaden sposób w stanie obejść tej zapory, musiał więc starać się szukać dłuższych piłek na Mięciela, czy wspomagającego go od czasu do czasu Saganowskiego. Dostarczona przez InStat Football statystyka intensywności podań (zaznaczono interakcję powyżej 10 podań między zawodnikami w danym kierunku), nie pozostawia złudzeń.


Problem jednak w tym, że w każdej sytuacji przy tego typu rozegraniu przewagę mieli warszawiacy. W sytuacji, kiedy drugi napastnik ŁKSu też czekał na dłuższą piłkę, do tyłu schodził Trałka, a linia pomocy przesuwała się nieco głębiej. Problem łodzian polegał na tym, że zdobytego w ten sposób miejsca nie wykorzystywali, nie mając innego pomysłu na rozegranie tak czy inaczej szukając dalszego zagrania.

Widać, ze był to wariant ćwiczony, gracze ŁKSu mieli tyle samo długich podań, co Polonia, i mieli nieco lepszą celność tych podań. Problem w tym, że nawet jeśli te podania docierały, defensywa gości bez trudu była w stanie podwoić krycie na zawodniku, który je otrzymał. W pozostałych statystykach podań, pod każdym względem Polonia miażdżyła rywali.


Równie źle wygląda dla gospodarzy statystyka utrzymywania się przy piłce. ŁKS starał się rozgrywać piłkę szybko, ale nie wychodziło to najlepiej, stąd mnóstwo strat. Polonia, choć też starała się szukać szybkich akcji, dużo bardziej szanowała piłkę. Przy lepszej dokładności podań przełożyło się do na dużo lepsze statystki jej posiadania. Dłuższe utrzymywanie się przy piłce możliwości ŁKSu zaś przekraczało.


Problem z utrzymywaniem się przy piłce w połączeniu z wysoką drugą linią gości musiał zaowocować stratami. Głównym problemem jednak ŁKSu było to, że przytrafiały się one nierzadko na własnej połowie, a także w newralgicznych sektorach w okolicy pola karnego. Polonia grała bardzo ospale i zdołała wykorzystać tylko dwie sytuacje. Gdyby jednak w ten sposób zagrał np. błyskawicznie kontrujący Śląsk – pogrom byłby nieunikniony.


Łodzianie mieli duże problemy z ustawieniem spójnej linii defensywy. Pozwalało to Polonii na wymienianie podań bez większego problemu i nawet na tle tak słabego meczu, jak przyszło nam oglądać, sposób, w jaki piłka krążyła między zawodnikami Polonii nie pozostawiał złudzeń, jak to spotkanie się kończy. Gracze ze stolicy ustawiali się w ten sposób, że zwykle mieli możliwość rozegrania piłki, natomiast zespół ŁKSu nie za bardzo wiedział, jak im to utrudnić.


Nie bez znaczenia był też fakt, że ŁKS, który miał problemy w okresie przygotowawczym, zwyczajnie źle zniósł to spotkanie kondycyjnie. O ile jeszcze w pierwszej godzinie, gra nosiła znamiona pewnego wyrównania, tak druga część to pod każdym względem dominacja przyjezdnych.


Narzędzie InStat Index wyróżnia szczególnie Bruno i Trałkę, za dużą celność podań i dużą liczbę zagrań, które w wyraźny sposób otwierały akcję. Warto jednak zwrócić też uwagę na grę Brzyskiego. Jak już wspominaliśmy na wstępie, skrajni obrońcy ŁKSu dostają polecenie wysokiej gry i podłączania się pod akcję. Lewy obrońca Polonii doskonale wpasowuje się w ten schemat, będąc często motorem napędowym zespołu. Przy dość wąskiej ofensywie Polonii, także i on nie trzyma się kurczowo linii bocznej boiska. Wykorzystuje po prostu kanał przewidziany dla skrzydłowego, którego w ustawieniu Polonii brakuje. Z racji tego, że nie musi on nikogo obiegać, może pozwolić sobie na grę bliżej środka.

Podsumowując, ŁKS nie pokazał w tym spotkaniu nic, co pozwalałoby mieć nadzieję, że będzie wyglądać lepiej niż pod koniec poprzedniej rundy. Przy słabszych rywalach jest szansa, że z tego chaosu wyłoni się kilka akcji, które pozwolą uciułać kilka punktów, choć nie zmieni to faktu, że na utrzymanie się nie zanosi. Polonia za to zagrała bardzo pewnie i spokojnie kontrolowała sytuację, choć za zupełny brak forsowania beznadziejnego tempa meczu, o oklaski dla jej postawy trudno.

Statystyki dostarcza firma InStat Football, dostarczająca klubom na całym świecie (w tym także od niedawna w Polsce) analiz taktycznych i statystycznych. Zapraszamy na ich stronę i zachęcamy do współpracy: http://www.instatfootball.com

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama