Arsenal – Man Utd 1-2: cierpliwości, Sir

Manchester przyjechał ze spokojnym nastawieniem, by wygrać ten mecz wyczekując na błędy rywala. Potrzebował pół godziny, żeby zrozumieć, że szkoda czasu na czekanie i postanowił te błędy wymusić. Po zdobyciu gola wydawało się, że wróci do pierwotnego założenia. Zamiast tego wolał jednak dokończyć dzieła i… gdyby rywal był tego dnia lepiej dysponowany, goście mogliby wracać do Manchesteru bez zwycięstwa.


Ostrożność vs. asekuracja

Wenger poszedł w kierunku 4-5-1 z czekającym na swoje szanse na szpicy van Persie, i dość mocno rozstrzelonym środkiem pola, nastawionym bardziej na uzyskanie szerokości i zmniejszanie odległości dopiero w momencie, kiedy po dłuższym podaniu piłka znajdowała się na połowie Man Utd. Sporo piłek Szczęsny adresował bezpośrednio za linię środkową boiska (tradycyjnie bez większych efektów). W defensywie Arsenal formował dwa rzędy po czterech zawodników, jednak mimo to asekuracja była niewystarczająca, zwłaszcza po prawej stronie, gdzie Djourou bez wsparcia Walcotta miał zadanie, którem podołać nie mógł.

Alex Ferguson zdecydował się na coś pomiędzy 4-2-3-1 a 4-4-1-1, gdzie trudnością do sklasyfikowania tego ustawienia jest tradycyjnie rola Wayne’a Rooneya, potrafiącego być zarówno podwieszonym za napastnikiem, jak i dość głęboko cofającym się pomocnikiem. Rozgrywającymi zostali Giggs i Carrick, niepokjenie obrońców rywala przypadło w udziale Welbeckowi.


Bez pośpiechu

Jeśli ktoś poczuł się znudzony oglądaniem pierwszych 30 minut spotkania, z czystym sumieniem można go rozgrzeszyć. Teoretycznie tempo dyktował Arsenal, ale robił to na tyle rachitycznie i nieudolnie, że z rozbijaniem ataków goście nie mieli problemów. Jedyne realne zagrożenie w osobie van Persiego było bardzo dobrze kontrolowane przez stoperów Man Utd. Tyle, że ostrożne jednak nastawienie gospodarzy nie pozwalało na wyprowadzanie szybkich kontr. Arsenal w ofensywie był jednak dość mocno rozstrzelony, co utrudniało mu zwarcie szeregów w defensywie. Początkowo Man Utd nie wykorzystywał tego, ale z biegiem czasu zaczęli wykorzystywać ten atut, szybko przenosząc piłkę z jednego miejsca na drugie i szukając okazji do pojedynków 1 vs 1. Ponieważ Djorou ewidentnie nie dawał sobie rady po swojej stronie, większość akcji w ostatnim kwadransie kierowano właśnie na lewą flankę.

Arsenal nijak nie uczył się na swoich błędach, nie wzmacniał w żaden sposób asekuracji, a napór Manchesteru ostatecznie skończył się golem.

Brak środka

Zaskakujące było to, jak łatwo Arsenal odpuścił walkę o środek pola. Giggs i Carrick nie wydawali się rywalami nie do powstrzymania, jednak gospodarze nie decydowali się na utrudnianie im życia, co pozwalało im na spokojne rozgrywanie akcji. Dodatkowo dynamiczny Rooney pozwalał na rozciąganie i tak nadwyrężonych szeregów Arsenalu. Ani Rosicky ani Ramsey nie są typem zawodników nastawionych na destrukcję, a ponieważ w pewnym zakresie na taki system zdecydował się Wenger, nie działało to zbyt dobrze.

Wenger na plus

Szkoleniowiec Arsenalu zmienił w przerwie Djourou, wprowadzając szybszego Yennarisa. Rozwiązywało to choć trochę problem na prawej flance i pozwalało na nieco większe skupienie się na ofensywie. Szkoleniowiec Arsenalu, aby wzmocnić nieco potencjał ofensywny, wydał polecenie przesuwania się za akcją Koscielnemu. Temu, choć do Ricardo Carvalho czy Pepe jeszcze pod tym względem trochę brakuje, udało się kilka razy obiec środkowych i rozprowadzić akcję. Francuz przesuwał się w drugiej części meczu do przodu znacznie więcej razy niż w pierwszych 45 minutach

Dobrze układała się jego współpraca z Oxlade-Chamberlainem. Lewy pomocnik Arsenalu stanowił zdecydowanie największe zagrożenie w ekipie Arsenalu, jego też akcja pozwoliła van Persiemu wyrównać.

Wenger na minus

Na kwadrans przed końcem Oxlade-Chamberlain został jednak zdjęty. Podobno był zmęczony. Jeśli to prawda to Arszawin, który zajął jego miejsce, ukończył chyba chwilę wcześniej wyścig Dakar, biegnąc za samochodem Hołowczyca. Rosjanin wpasowywał się w grę Arsenalu z pierwszej połowy. Był powolny, ociężały i zupełnie nieprzydatny dla zespołu. Być może jakoś uszłoby mu to na sucho, ale jego „interwencja” przy drugiej bramce dla Man Utd nie zostanie mu raczej na Emirates zapomniana.

Ferguson na plus

Wprowadzenie Arszawina w takiej dyspozycji pozwolił Manchesterowi atakować dwójką zawodników na prawej flance. Wprowadzony Park mógł absorbować uwagę Vermaelena, podczas gry z głębi wchodził cofnięty na pozycję obrońcy Valencia. Dodatkowo wprowadzenie Scholesa ułatwiało nieco opanowanie sytuacji w środku. Choć wypchnęło to Giggsa na skrzydło, ten ustawiał się bardziej wąsko w defensywie niż Nani. Choć zaliczył bardzo słabą drugą połowę, obecność dodatkowego zawodnika w tym sektorze dobrze wpływała na powstrzymanie akcji Arsenalu.

Ferguson na minus

Po powyższym akapicie można by stwierdzić, że Szkot odniósł taktyczne zwycięstwo. Częściowo będzie to prawda, zagadką jedna pozostaje czemu wychodząc z ostrożnym nastawieniem, po zdobyciu bramki przy słabym rywalu po prostu się go nie trzymał. Prawdopodobnie spokojnie utrzymałby to prowadzenie do końca, wykorzystując nieporadność rywala, być może nawet jeszcze samemu go skontrować. Tymczasem sam nadział się na szybką ofensywę i szala zwycięstwa na korzyść Fergusona przechyliła się dopiero, gdy jego oponent popełnił błąd większy niż ten Szkota.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

  • Anonymous

    slabiutka ta analiza..

  • Kolega tu pewnie pierwszy raz, więc poinformuję. Tu rozmawiamy konstruktywnie. Czyli nie zastanawiamy się nad tym czy się podoba czy nie, tylko co się (nie) podoba. Z chęcią tak autor, jak i zapewne Czytelnicy, przeczytają uwagi i uzupełnienia.

  • Panie Andrzeju, analiza jak najbardziej na plus, wszystko wyłożone kawa na ławę i napisane zrozumiałym językiem. Jednak trochę szkoda, że są błędy w nazwiskach jak: Vermaalene czy Djorou. Pozdrawiam 🙂

  • Skorygowane, przynajmniej w tekście. Obiecuję się poprawić, samych zainteresowanych jak i Czytelników przepraszam 😉

Reklama