Real Madryt 1-3 FC Barcelona: Bardziej otwarty Real zmniejsza dystans do Barcy

Po raz pierwszy od dawna,w starciu tych dwóch potęg hiszpańskiej i europejskiej piłki, w roli faworyta stawiany był Real. Nie do końca pasowało to Mourinho, gdyż znaczna część jego przedmeczowej mobilizacji piłkarzy, opiera się na budowaniu poczucia walki „my przeciw całemu światu”, na doniesieniach prasowych, w których to Real stawiany jest za Katalończykami. Obawiając się zbytniego rozluźnienia swoich piłkarzy, przypomniał o spotkaniach z zeszłego sezonu.


Obaj trenerzy chcieli zaskoczyć rywala, jednak ciężko o niespodziankę w meczach, w których obaj rywale znają się bardzo dobrze. Opiekunowie obu zespołów jednak do samego końca trzymali w niepewności, co do ustawienia (Real w 4-3-3 czy w 4-2-3-1? Barcelona w 4-3-3 czy 3-4-3?), jak i personaliów.

Ostatecznie, Móurinho postawił nominalnego lewego obrońcę, Fabio Coentrao, po prawej stronie, w miejsce wracającego po kontuzji Arbeloi. Ustawienie lewonożnego zawodnika, przy prawej linii bocznej, pozwalało teoretycznie zabezpieczyć się przed wejściami w środek pola (przykładowo, charakterystycznymi dla Villi). Ponadto, Portugalczyk postawił „tylko” na 2 defensywnych pomocników. Co odzwierciedlało postęp „Królewskich”w stosunku do spotkań z poprzedniego sezonu. Przekaz był prosty, Real gotowy jest na bardziej otwartą grę.

Jak na pomeczowej konferencji przyznał sam Guardiola, zakładał on rozpoczęcie meczu z czwórką obrońców, aby wprowadzić w błąd rywala i później szybko przejść na grę trójka; system, który wbrew wielu opiniom, wcale nie jest żadną nowością dla wychowanków katalońskiej szkółki.
Stracona bramka zmieniła jednak te plany i opóźniła przejście Daniego Alvesa na pozycję bliżej bramki rywala.

Początek spotkania to zaskakujący, wysoki, pressing Realu. Barcelona nie chciała panikować i będąc wierną swej filozofii, cierpliwie wyprowadzała piłkę spod własnej bramki. Fatalny błąd Valdesa postawił jednak Barcelonę w naprawdę trudnej sytuacji. Fantastyczny start dodał gospodarzom skrzydeł i przez kolejne minuty obserwowaliśmy nieustanne próby odbioru futbolówki już pod bramką rywala. Niepewny start Valdesa na pewno nie pozostał bez wpływu na psychice piłkarzy, gdyż później przytrafi mu się podobny kiks.
Niedawno napisałem kilka słów o zachowawczym podejściu Mourinho, więc teraz muszę pochwalić widoczną zmianę w grze jego piłkarzy. Postanowił zaryzykować i to właśnie to ryzyko pozwoliło skorzystać na błędzie golkipera „blau-grany”, a także przy odrobinę lepszej skuteczności, zaowocowałyby dwubramkowym prowadzeniem po sytuacji Ronaldo. Gdyby tak właśnie potoczyły by się losy meczu, prawdopodobnie Real spotkania by nie przegrał i stalibyśmy przed zupełnie inną rzeczywistością ligową.

Piłkarze Barcelony grali zgodnie z swoim „credo”, i to właśnie niezachwiana wiara w swoje ideały, z pomocą błędów rywala, pozwoliła odwrócić losy meczu. Przykładem niech będzie tutaj gra nogami Valdesa. Po kolejnym błędzie, nie dość, że sam golkiper nie bał się podjąć ryzyka mając piłkę przy nodze, to nie lękali się grać do niego również koledzy z drużyny. Pozwalało to utrzymywać się częściej przy piłce, a przy wysokim pressingu rywala, umiejętne wychodzenia spod takich ataków, potęgowało zmęczenie u przeciwnika i stwarzało przestrzeń w którą wbiegać z piłką mógł Messi.

Chwilę po niewykorzystanej okazji, głęboko na własną połowę wrócił Messi, przeprowadził długi rajd, uciekając trójce rywali i perfekcyjnie podał do Sancheza. Grający na kilku pozycjach równocześnie, biegając i po lewym skrzydle i w centralnej części boiska, staczający wiele pojedynków z Pepe, Chillijczyk zagrał bardzo dobre spotkanie i miał też swój udział w tym, że Brazylijczyk zagrał znacznie słabsze spotkanie niż na wiosnę.

Zmiana taktyczna w ustawieniu Alvesa, pozwoliła poskromić zapędy Marcelo, osłabiając potencjał ofensywny Realu, a także sporo wniósł w grę Barcelony, przykładem asysta przy bramce Fabregasa. Poświęcenie jednego z defensywnych zawodników, na rzecz ofensywy przyniosło efekt w stworzeniu większych możliwości dla rywali w rozgrywaniu piłki, ale dzięki temu sami gospodarze mieli także więcej szans na bramki. Gdyby inaczej zaprezentowali się pod tym względem, znacznie inny byłby też wynik.

Barcelona pokazała swoją grą, że nie jest w optymalnej dyspozycji, szczególnie widoczne było to w początkowych fragmentach gry, gdy piłkarze Guardioli ustępowali rywalom w kwestiach poziomu fizycznego. Biegali mniej i wolniej.Później jednak, po bramce na 1-1 i fantastycznej postawie Messiego, odrodzili się przejęli kontrolę nad meczem. Kolejne Clasico potwierdziło, że różnica między rywalami zmniejszyła się, a wielcy trenerzy tych drużyn potrafią też zawsze zaskakiwać, nawet będąc wiernymi swojej filozofii gry.

Reklama