Ranking Trenerów Ekstraklasy – Runda jesienna 2011/12 (cz. I)

Niekiedy w dyskusjach poświęconych piłce pojawia się problematyka „dobrych trenerów, niemających wyników”. Brzmi to nieco jak oksymoron, ale wbrew pozorom – tacy istnieją. Niech bowiem każdy z prezesów i (tam, gdzie są) dyrektorów sportowych uderzy się w pierś i powie: stworzyłem trenerowi idealne warunki do działania, dałem mu szansę i czas na działanie. Niewielu nie miałoby sobie nic do zarzucenia. Trenerzy w większości klubów ekstraklasy są zmuszeni lawirować między zadowoleniem kibiców, piłkarzy, dziennikarzy i prezesów, bo na dobrą sprawę przedstawiciele każdej z tych grup są w stanie doprowadzić do pozbawienia go stanowiska. By ocenić, jak prezentują się kompetencje poszczególnych trenerów w zakresie przygotowania zawodników do gry, w oderwaniu od innych mających na to wpływ czynników, przeprowadzamy nasz pierwszy ranking szkoleniowców Ekstraklasy.


Ranking powstał na podstawie typowania przeprowadzonego przez czwórkę z naszych redaktorów. Każdy z nich oceniał poszczególnych trenerów w dziesięciostopniowej skali, uzasadniając w kilku zdaniach swoją decyzję. Kryterium była praca trenera w poprzedniej rundzie, braliśmy pod uwagę styl gry drużyny, dobór ustawienia i wykonawców, a także osiągane rezultaty w stosunku do możliwości prowadzonego klubu.

Ostateczna klasyfikacja powstała na podstawie:

– średniej ocen wystawionych przez jurorów
– gdy ta była równa, decydowało wyższe miejsce na większej liczbie list
– gdy i to nie rozstrzygało, odbywało się dodatkowe głosowanie decydujące o spornych miejscach

To pierwsze tego typu kompleksowe podsumowanie pracy trenerów Ekstraklasy. Będziemy przeprowadzać je co rundę, by w regularnych odstępach czasu móc oceniać postępy w pracy szkoleniowców naszej ligi. Wszelkie uwagi i sugestie dotyczące formy naszego rankingu będą jak zawsze mile widziane.

W pierwszej części prezentujemy miejsca 25-16

Andrzej Pyrdoł, Tomasz Wieszczycki, Dariusz Bratkowski, Paweł Janas, Rafał Ulatowski, Kazimierz Moskal – nieklasyfikowani

Części trenerów, z konieczności, nie klasyfikowaliśmy. Ich wpływ na drużynę był zbyt trudny do ocenienia, z uwagi zbyt krótki okres ich urzędowania i brak możliwości odciśnięcia piętna na grze drużyny. Skrajnymi przypadkami są Pyrdoł i Wieszczycki. Obaj zanotowali po jednym meczu, oba te spotkania zakończyły się kompletną klęską. Dariusz Bratkowski mógł pochwalić się podobnym wynikiem, pomnożonym jednak przez cztery mecze, co w połączeniu z jednym wielkim chaosem przy ustalaniu zestawienia zespołu sprawia, że za szybko na ławce w Ekstraklasie raczej ponownie nie zasiądzie. Jeden mecz więcej, ze zbliżonymi do poprzedników rezultatami wytrwał Paweł Janas, mimo to na początku kolejnej rundy zobaczymy go u sterów Lechii. Cała ta czwórka wiele czasu na wykazanie się nie miała, ale też nic nie wskazuje na to, aby jeszcze kiedykolwiek mieli się zapisać złotymi głoskami w historii ekstraklasy. Na tym poprzestaniemy, przychylając się częściowo do głosu Michała Zachodnego – „Niesklasyfikowani: Tarasiewicz, Wieszczycki, Pyrdoł, Janas, Bratkowski – im mniej o nich tym lepiej dla polskiej piłki. Ulatowskiego oszczędzę”. Mamy nadzieję, że Pan Rafał, kiedy już wróci z zagranicy, gdzie wyjedzie, jak sam twierdzi „ze szkodą dla wszystkich polskich zespołów, żeby pokazać swoją prawdziwą wartość”, będzie pamiętać, że Michał w niego wierzył.

Nieco inaczej rzecz się ma z Kazimierzem Moskalem. Michał Zachodny podkreśla, że „po odejściu Maaskanta na boisku zmieniło się w Wiśle niewiele”, zaś lepsze rezultaty dostrzega jak do tej pory głównie w szczęściu „do wyników, losowań oraz wracających po kontuzjach piłkarzy”. Innowacji należy szukać głównie w mentalności graczy, którzy sprawiają wrażenie bardziej zaangażowanych niż za Holendra. Zmian w organizacji gry szukać próżno, nawet lekkie próby przejścia w 4-1-4-1 są na chwilę obecną mgliste. Trzeba też wspomnieć, za Michałem Jagiełką o dwubiegunowości poczynań Wisły – „było zwycięstwo nad Śląskiem i niesamowity come-back w Lidze Europejskiej, ale też porażki z Górnikiem i Polonią”. Jako jedyny z nieklasyfikowanych przez nas graczy ma wyniki i podstawy, by ocenić go w miarę pozytywnie, sami jednak przyjmiemy wariant defensywny i zgodzimy się z Michałem Jagiełką, że „bezpieczniej będzie pozostawić go bez oceny”.

19. Pavel Hapal (średnia ocen: 2,67)
„Czyżby dowód, że w Lidze Mistrzów trenować zespół może każdy?” – ironicznie zagrzmiał Michał Zachodny. Adam Wysocki nie wyklucza tego, ale nieco odkłada w czasie rozstrzyganie o tym – „dopiero na wiosnę dowiemy na ile awans do ligi Mistrzów z Żyliną był przypadkiem czy perfekcyjną realizacją planu”. Rozwijając temat, Adam dostrzega poprawę: „Namiastkę filozofii trenera było widać w spotkaniu z Polonia i Bełchatowem, kiedy drużyna grała szybką wymianą krótkich podań na 1-2 kontakty. Później jednak coś się zacięło”. Wspomina jednak też o zbyt dużej rotacji: „Praktycznie każdy mecz Zagłębie grało innym składem i ustawieniem. Hapal potrzebuje czasu na lepsze poznanie swoich piłkarzy, a przerwa zimowa powinna być spełnieniem jego potrzeb”. Nie wiadomo jednak, czy w obliczu słabych wyników i problemów dyscyplinarnych dotrwa do jej końca. Podobne okoliczności zwolniły Bratkowskiego z ŁKS-u. Michał Zachodny widzi w dyscyplinie klucz do poprawy wyników: „Wszystko zależy ile dostanie władzy, by rozpędzić obecną, zblazowaną ekipę Zagłębia”, jednak jego redakcyjny imiennik nie jest pewien, czy usuwanie zawodników ze składu to dobry pomysł – „Decyzja o odsunięciu czterech piłkarzy od drużyny może oznaczać bezsilność”. Ryzyko w przetrzebianiu składu jest tym większe, że w tej drużynie możliwości jednak drzemią. Adam widzi zespół bardzo wysoko: „Miedziowa Jedenastka posiada potencjał osobowy, który uprawnia ją do walki o miejsce w pierwszej szóstce”. Nawet jeśli pierwsza szóstka przekracza możliwości Zagłębia, nie zmieni to faktu, że w stosunku do możliwości, zespół Hapala znajduje się dużo za nisko.

18. Ryszard Tarasiewicz (średnia 3)
Szkoleniowiec ŁKSu to przypadek trudny. Ciężko mu odmówić wiary we własne umiejętności, gorzej jednak, że końcówka w Śląsku dość mocno podkopała tę wiarę u innych. Nie jest łatwo odnaleźć póki co metodę w działaniu Tarasiewicza. Wydawało się, że będzie stawiał na 4-2-3-1, czyli coś zbliżonego do systemu z czasów jego ostatnich sukcesów. W meczu z Jagiellonią jednak, jak zauważa Adam, zaskoczył: „Wypróbował ustawienie 4-1-2-3, które przyniosło mu jedyny punkt, jaki zdobył. Mimo to, nie chciał korzystać z tego ustawienia w innych spotkaniach”. Po odejściu ze Śląska stwierdził, że wobec kryzysu z wynikami, podobnie jak jego następca, planował spróbować gry ostrożniejszej. W ŁKSie jednak, mimo porównywalnych problemów, nie przekonuje się zbytnio do takiego rozwiązania i próbuje balansować ofensywę i defensywę. Efektem jest rezultat identyczny do tego, który osiągnął pożegnany bez żalu Bratkowski. Na niekorzyść Tarasiewicza działa też fakt, że w rundzie wiosennej prowadzone przez niego zespoły zwykły spisywać się słabiej. Jak do tej pory niechętnie wyciągał wnioski z własnych błędów, ma być może ostatnią szansę na tym szczeblu, aby to zrobić.

17. Tomasz Kafarski (średnia 3)
Wynik katastrofalnie słaby, choć gra tylko połowicznie. Zdaniem Adama: „trener Kafarski dobrze ustawiał zespół w obronie. Przede wszystkim jego Lechia imponowała w trzymaniu linii z tyłu. W ten sposób często niweczyli wysiłek przeciwnika łapiąc go na spalonym. W 13 meczach zespół Kafarskiego stracił tylko 8 goli. Inna sprawa, że zdobył wówczas tylko 6”. Słaba gra w ofensywie jest już jednak trudniejsza do wytłumaczenia. Kafarski w dość dziwny sposób wdrażał 4-3-3, w bardzo wielu momentach zespołowi brakowało szerokości przy rozegraniu. Można było odnieść wrażenie, że Lechia za jego panowania w sytuacji, kiedy grę trzeba było nieco rozciągnąć, czekała tylko na moment, żeby jak najszybciej znaleźć się ponownie jak najbliżej siebie i schować za gardą. Zdaniem Michała Zachodnego: „atakować jego zespół po prostu się oduczył”. Pokazuje to, że ciężko zbilansować na bardzo dobrym poziomie defensywę i ofensywę. Kafarski wyszedł z założenia, że drużynę buduje się od tyłu, ale budowę przodów rażąco zaniedbał.

16. Jurij Szałatow (średnia 3,33)
Tu już o większej dyscyplinie mowy nie było, w drużynie natomiast zostawił anarchię, której początki Michał Jagiełka widzi jeszcze w poprzednim sezonie: „Nie odcisnął większego znaku na grze Cracovii, do utrzymania potrzebne były ogromne pieniądze i zaciąg piłkarzy, nie wyróżniających się na tle Ekstraklasy”. Wystarczyło to krótkoterminowo, bo kiedy przyszło budować coś długoterminowo, Szałatow zawodził. Już samo stworzenie spójnego systemu gry sprawiało mu duże trudności. Adam wylicza: „W 7 kolejkach sezonu 2011/12 skorzystał z trzech różnych ustawień (4-2-3-1, 4-3-2-1 oraz 4-4-2). Żadne z nich nie przyniosło 3 punktów, a trzykrotnie grając 4-4-2 Cracovia trzy razy przegrała. Szatałow miał w klubie cieplarniane warunki, ale nie miał gotowego pomysłu jak i co grać. Nie było nawet etatowych wykonawców sfg, bowiem ci często się zmieniali. Co więcej dokonywał niezbyt trafionych korekt wprowadzając nic nie wnoszących do gry zawodników. Inna sprawa, że kontuzje w obrońców pokomplikowały mu nieco plany. Tym niemniej 2 punkty w 7 meczach, były ewidentnym dowodem, że jego taktyka w Cracovia nie działała”. Problemem Szałatowa było to, że nie miał zbyt wielkiego wpływu na dobór zawodników do kadry. Z braku zawodników kreatywnych do gry w środku szukał oparcia na skrzydłach, które łatwo odcinano od rozegrania, zaś przy mało ruchliwym centrum, jego zespół miał ogromne problemy z jakimkolwiek rozegraniem akcji. O ile jeszcze jako tako udawało się ryglować środek pola, tak po jego ominięciu, chaotyczna defensywa nie stanowiła dla rywali problemu. A przy liczbie strat, z którą przy tego typu grze Cracovia musiała się liczyć, okazji do skorzystania na błędach krakowskiej defensywy, rywale mieli sporo.

W głosowaniu udział wzięli:
Andrzej Gomołysek (twitter: @taktycznie)
Michał Jagiełka (twitter: @Mjagielka)
Adam Wysocki (twitter: @napikaj)
Michał Zachodny (twitter: @mzachodny)

Zdjęcia: wikipedia

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama