Premier League do Tablicy XI

Chelsea i zmiana po dwudziestu pięciu minutach, Antonio Valencia, koncentracja Tottenhamu i desperacja Queens Park Rangers – to będzie dosyć ekspresowy przegląd tego co wydarzyło się w ten weekend w Premier League, za pomocą Chalkboardów Guardiana, oczywiście. Sprawdźmy zatem kto zasłużył na taktyczną burę, a komu kibice powinni bić brawo.


Manchester United odpadł z Ligi Mistrzów i zdecydowanie potrzebował mocnej odpowiedzi po katastrofalnym meczu z Basel. Sir Alex Ferguson na pewno o tym wiedział i kandydat do zbicia był idealny – słabo radzące sobie na wyjazdach Wolverhampton. Mecz był oczywiście jednostronny, ale jeśli można kogokolwiek z drużyny gospodarzy zdecydowanie wyróżnić, to nie strzelców czterech bramek, lecz tego, który im podawał. Luis Antonio Valencia „wyprodukował” trzy bramki dla Manchesteru i zdecydowanie rządził na prawej flance – niech o jego dominacji w tej strefie świadczy fakt, że zaledwie 13% podań wykonał na własnej połowie.
Co więcej, wygrał cztery pojedynki w powietrzu, co przy doskonale znanym nam stylu gry było równie ważne dla Manchesteru. Jego trzy asysty mówią o niezwykłej i często niedocenianej inteligencji boiskowej skrzydłowego United. Każdą z nich poprzedziło krótkie prowadzenie piłki, szybka ocena sytuacji oraz dogranie – za pierwszym razem przerzut na drugą stronę, dwie kolejne asysty to już świetnie rozegrane akcje schematyczne. Valencia w drugiej połowie zrobił to samo – otrzymał piłkę na skrzydle, ściął w narożnik pola karnego, ocenił sytuację, przyspieszył prowadzenie piłki i dograł w miejsce, gdzie wiedział, że będzie jego kolega. Proste, ale diabelsko skuteczne.
Teraz czas przyjrzeć się dominacji Liverpoolu w meczu z QPR. Gości interesował tylko i wyłącznie punkt i przez długi czas byli bliscy osiągnięcia tego po co przyjechali na Anfield Road, choć powiedzenie, że bronili dobrze byłoby nadużyciem. To The Reds marnowali seryjnie sytuacje i to takie doskonałe – jak widzicie, sam Suarez miał kilka doskonałych okazji do zdobycia więcej niż tylko jednej bramki. W sumie Urugwajczyk oddał siedem strzałów z wszystkich dwudziestu pięciu oddanych przez Liverpool – to tyle co cały zespół rywali. Musi on poprawić swoją skuteczność, jak widać na zaprezentowanej grafice, to były naprawdę bardzo klarowne szanse, a to tylko tablica… Co ciekawsze, aż dziesięciu piłkarzy gospodarzy próbowało swojego szczęścia w meczu z QPR i także ilość strzałów zablokowanych (dziesięć pod bramką gości i tylko dwa pod bramką Reiny!) świadczy o desperackiej defensywie zespołu z Londynu.
W poniedziałkowym meczu pomiędzy Chelsea a Manchesterem City działo się sporo, ale najwięcej w pierwszej fazie meczu – wysoki pressing gości od pierwszego gwizdka spowodował, że gospodarze kompletnie się pogubili i do mniej więcej dwudziestej piątej minuty nie potrafili się przebić przez pierwszą linię rywali. Jak sam Villas-Boas przyznał, Chelsea wyszła na mecz z linią defensywy ustawioną na średniej wysokości, co jednak się nie opłaciło jego drużynie i po krótkim czasie nastąpiła zmiana – menedżer kazał Terry’emu odkleić się od Balotelliego, przejął krycie go Romeu, a stoperzy mieli trochę zbliżyć się do własnej bramki. Zadziałało i Chelsea pewniej poczuła się przy piłce.
Jak już wspomniałem, zajęło im to dwadzieścia pięć minut i taki też okres porównałem na grafice. Jest to heatmap podań kapitana Chelsea, który pokazuje tę zmianę – w pierwszej części zawodnicy The Blues grali bardzo blisko siebie, wymieniali nerwowe podania w obronie, nie wychodziło im rozgrywanie piłki i radzenie sobie z wysokim pressingiem rywala. Gdy sami, obniżając linię obrony, zrobili sobie więcej miejsca na grę, zmuszając napastników City do większego wysiłku, nagle mieli również czas do przyjęcia futbolówki, rozejrzenia się i dokładnego podania. Także dzięki temu do gry częściej zaczęli włączać się boczni obrońcy i w ich strefę wchodził właśnie stoper – co widać na zamieszczonym porównaniu, jak zmieniała się średnia pozycja zagrań kapitana Chelsea po zaledwie dwudziestu pięciu minutach. Także dzięki temu, że Terry miał więcej czasu przy piłce, mógł zagrać kapitalne diagonalne podanie do prawej strony do Sturridge’a, który ograł Clichy’ego, dośrodkował na nogę Meirelesa i Chelsea wyrównała…
Na koniec spojrzymy na podania Tottenhamu, który przegrał ze Stoke City. Mimo ogromnej dominacji w całym spotkaniu, goście dosyć pechowo wyjechali z Britannia Stadium bez punktów, oddając 19 strzałów z czego aż 11 zza pola karnego – co jest dosyć zrozumiałe przez wzgląd na skomasowaną defensywę gospodarzy. Do przerwy Spurs przegrywali 0-2 i Redknapp zdecydował się na zmianę systemu, przechodząc na 3-4-1-2, ściągając z boiska Lennona i wprowadzając Defoe. Walker i Bale zostali bocznymi pomocnikami, „wing-backs” używając lepszego określenia. Jednak Tottenham nie był ekipą dobrze zbalansowaną i widać było ogromny nacisk na Walijskiego lewo nożnego piłkarza, który dwoił się i troił na swojej flance. Bez skutku.
Na załączonej grafice widzicie jak rozkładał się balans podań w grze Tottenhamu w całym meczu – na połowie rywala lewa strona prawie trzykrotnie przebija prawą 41% do 17%. Jeśli jednak spojrzymy na to jak grali w drugiej połowie Walker i Bale, różnica będzie jeszcze bardziej zauważalna. Biorąc pod uwagę udane zagrania w strefach tylko przy linii bocznej, Walijczyk wykonał nie tylko więcej tych podań (21-14), ale też procentowo udział jest dużo większy – 65% do 38%.

Reklama