Premier League do Tablicy X

Kolejny fascynujący weekend z piłką angielską za nami, czas więc na kontynuowanie serialu z Chalkboardami Guardiana. W nich nie dostrzeżecie błędów sędziowskich, nie będzie pięknych bramek, kapitalnych asyst też może zabraknąć, ale zapewniamy, że ciekawych niuansów nie zabraknie. Zresztą przekonajcie się o tym sami i sprawdźcie co przygotowaliśmy w dziesiątym odcinku naszej serii.


Zaczynamy od końca, czyli poniedziałkowego meczu Fulham z Liverpoolem. Było to niezłe spotkanie, obfitujące w wiele spornych sytuacji, niezłych akcji, efektownych parad, wpadek piłkarskich i sędziowskich… Skupmy się jednak na uderzeniach. Oba zespoły przyjęły podobną taktykę – wiedziały, że i Fulham, i Liverpool dobrze sobie radzą w obronie, defensywy są skupione w polu karnym, mało jest miejsca, a szanse na wygranie pojedynku główkowego niskie. Stąd też przebijać się przez ten tłum pod jedną czy drugą szesnastką chciano uderzeniami z dystansu. Tych nie brakowało, w sumie było ich na Craven Cottage 39!
Oba zespoły oddały po trzynaście uderzeń zza szesnastego metra i aż dziesięć strzałów było zablokowanych. Ta taktyka opłaciła się jednej ze stron, choć przyczynił się do tego błąd Pepe Reiny, niestety dla kibiców Liverpoolu, wcale nie taki rzadki widok w tym sezonie. To jednak tylko kwestia szczęścia, ponieważ także Schwarzer miał kilka okazji do wykazania się po uderzeniach z dystansu. Ciekawe jednak, że Liverpool dopuścił do tak wielu uderzeń na własną bramkę w pierwszym meczu bez Lucasa Leivy. Przypominam, że z bardziej ofensywnie grającą ekipą Manchesteru City, The Reds pozwolili swoim rywalom na zaledwie… siedem strzałów.
Spojrzymy teraz na rzuty rożne w wykonaniu Blackburn Rovers w meczu ze Swansea. Goście z Walii przegrali to spotkanie, a bohaterem gospodarzy był Yakubu, który zdobył wszystkie cztery bramki. Dwie z nich padły po bardzo podobnie wykonanych stałych fragmentach gry – dosyć agresywne zagranie w okolice piątego i jedenastego metra, zgranie z powrotem na krótki słupek, gdzie już był napastnik Rovers i dobijał z bliska do siatki. Proste i skuteczne, co widać na załączonym obrazku. Warto podkreślić, że to były jedyne rzuty rożne Blackburn w tym meczu…
Przenosimy się do Newcastle i spoglądamy na stałe fragmenty gry gospodarzy w meczu z Chelsea. Wydawałoby się, że piłkarze Alana Pardew będą chcieli wykorzystać słabość przyjezdnych w bronieniu przy stałych fragmentach gry – choćby w meczu Carling Cup z Liverpoolem tak właśnie The Blues stracili drugą bramkę. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że nie była to wina gospodarzy, lecz znaczna poprawa postawy w defensywie zawodników Chelsea. Bronili oni bardzo dobrze we własnym polu karnym, co widać na załączonej grafice – sześć rzutów rożnych Newcastle było zagraniami niecelnymi – czternaście razy piłkarze z Londynu głową wybijali piłkę z własnej szesnastki, przegrywając zaledwie jeden pojedynek główkowy w polu karnym Petra Cecha. Newcastle? Zaledwie trzy celne dośrodkowania przy dwudziestu pięciu niecelnych to katastrofalna statystyka, zwłaszcza, jeśli liczy się na gole Demby Ba, bardzo dobrze grającego głową…
Na sam koniec zostawiłem Theo Walcotta, jednego z najlepszych zawodników Arsenalu ostatnio. Ze słabiutkim Wigan zagrał bardzo dobrze, zanotował jedną asystę (szóstą w sezonie), zaledwie pięć jego podań było niecelnych (z 34), ale jest coś co można zarzucić młodemu Anglikowi – dryblingi. Jak widzicie na załączonej grafice, wygrał zaledwie jeden z pięciu podjętych przez siebie pojedynków z rywalem. To zaskakujące, biorąc pod uwagę kilka aspektów – przede wszystkim jego przyspieszenie, ale również… poziom przeciwnika. Wydawałoby się, że przy takiej przewadze Arsenalu oraz ofensywnej grze jego drużyny, ta statystyka będzie znacznie lepsza. To zresztą połowa przegranych dryblingów całego zespołu w tym spotkaniu. Ciekawe również, że jego asysta przy bramce van Persiego wyszła ze strefy z której już trzykrotnie podawał do kolegów, którzy z kolei zamieniali je na bramkę.

Reklama