Górnik – Śląsk 0-2: Wygrać bez napastników

Po przyjeździe do Zabrza Orest Lenczyk zdradził dziennikarzom ciekawostkę. „Dzisiaj postawiliśmy na grę” – ujawnił wrocławski szkoleniowiec, czym od razu wzbudził zainteresowanie nie tylko wśród sympatyków Śląska, ale także miłośników taktyki.


Do myślenia dało ujawnienie pierwszej „11” ekipy z Wrocławia. W składzie nie zmieścił się żaden nominalny napastnik. znalazło się za to miejsce dla skrzydłowych: Madeja, Ćwielonga oraz Soboty, którzy w tym sezonie po raz pierwszy w takim zestawieniu wystąpili na boisku. Nominalny skład Śląska to 5 obrońców i 5 pomocników. Nasuwa się zatem pytanie: czy można wygrać bez napastników?

Dotychczas w większości Śląsk swoją grę opierał głównie na stałych fragmentach gry i na kontratakach, co znajduje swoje potwierdzenie w statystykach zdobywanych goli. Do 16 kolejki wrocławianie zdobyli 10 goli po sfg i w tej klasyfikacji ustępowali tylko Ruchowi Chorzów. Jednak w klasyfikacji bramek zdobytych z kontry drużyna Oresta Lenczyka nie miała sobie równych – 10 goli.

Co zatem miała oznaczać wypowiedź „dzisiaj postawiliśmy na grę”? Czyżby prawidłowo funkcjonująca drużyna zaczęła niepokoić 69-letniego absolwenta wrocławskiego AWF? Może mecz z Wisła uzmysłowił Lenczykowi braki jego drużyny, a może trener stwierdził, że Górnik właśnie gry z kontry będzie się spodziewał po sobotnim przeciwniku.

W tym meczu można było się spodziewać, że stałe fragmenty gry będą stanowić broń o wielkim znaczeniu. O osiągnięciach Śląska w tej dziedzinie już wspomnieliśmy, ale dodajmy, że i Górnik po sfg nie jest kulawy. Drużyna Adama Nawałki zdobyła w ten sposób połowę z 18 strzelonych w tym sezonie goli.

Śląsk był i tego świadomy i to właśnie tej wiedzy zawdzięczamy pewną innowację w grze obronnej. Goście maksymalnie skracali pole gry w każdym możliwym elemencie gry.
Na dowód kilka grafik.

Oto sytuacja z 31 minuty. Obrona Śląska ustawiona na 25-30 metrze w momencie rozgrywania piłki przez Górnika. Należy przy tym dodać, że goście nie stosowali w tym meczu wysokiego pressingu, tylko pozwolili podopiecznym Adama Nawałki na rozgrywanie piłki przy środkowej linii, czyli w okolicach 60-55 metra. To daje zespołowi atakującemu 35-25 metrów pola gry, które w tym przypadku przez Śląsk została maksymalnie skrócone. Sygnał do wyjścia wyżej dawali pomocnik defensywny (Sztylka) i półdefensywny (Dudek). To oni mieli być punktem odniesienia dla Pietrasiaka i Fojuta.

Na kolejnej grafice widać początek tej akcji Górnika. Lewy obrońca – Magiera otrzymuje piłkę i w obliczu skróconego pola gry i dwóch zawodników Śląska w pobliżu zagrywa długą piłkę na wolne pole do Gołębiewskiego. W dalszej części tej akcji napastnik Górnika dochodzi do podania, ale nie udaje mu się wykorzystać sytuacji, gdyż jest zatrzymywany (nieprzepisowo) przez bramkarza Śląska.
Cała sytuacja ma pokazać w jaki sposób Śląsk zmusił Górnika do gry długą piłką. Chociaż niewykluczone, że też taka była taktyka Górnika. Gołębiewski to wysoki zawodnik, który miał walczyć o górne piłki z obrońcami z Wrocławia.

W 12 minucie z kolei mogliśmy zaobserwować wspomnianą już innowację przy bronieniu przy sfg. Śląsk wyszedł wysoko, na 17-18 metr, skrócił pole gry, lecz pozostawił spory pas (całe pole karne). Wymusił w ten sposób zagranie długiej piłki, a brak zawodników w polu karnym miał ułatwić interwencję Gikiewiczowi. Warto zwrócić uwagę na ten zabieg taktyczny w kolejnych meczach z udziałem wrocławskiego zespołu.

Górnik niejako był skazany właśnie na te długie podania, czy to z gry czy przy stałych fragmentach.
Śląsk z kolei do momentu zdobycia pierwszego gola starał się utrzymywać przy piłce i raczej kierował akcje na skrzydła i doprowadzać do dośrodkowań w pole karne, na które wbiegali na zmianę Ćwielong, Madej oraz Sobota. To oni na zmianę pełnili w tym meczu rolę „napastnika”. Jeden z nich zawsze wychodził na szpicę, a pozostali oskrzydlali rywala, stosując przy tym wymiany poziome.

Mimo słów Lenczyka goście ograli Górnika starą metodą – stałymi fragmentami oraz kontrą. Zresztą do gry z kontry Lenczyk ma doskonałych wykonawców – wspomniani Ćwielong, Madej i Sobota potrafią nawet na krótkim dystansie odjechać praktycznie każdemu obrońcy, z kolei Mila podejmuje trafne decyzje przy podaniach. Potrafi rozegrać krótko lub też sprezentować długie podanie na pędzących do ataku skrzydłowych.

Śląsk gola zdobył po rzucie rożnym. Siódmego w tym sezonie w taki sposób, ale to przestaje dziwić jak spogląda się na umiejętności gry głową takich zawodników jak Fojut, Celeban, Sztylka czy Pietrasiak. Rywala dobił kontrą po pięknym golu Soboty, ale to wynikało już z większego zaangażowania Górnika w grę ofensywną.

Skrócenie pola gry okazało się zabiegiem wystarczającym na poczynania przetrzebionego kontuzjami Górnika, który na małej przestrzeni nie mógł w pełni wykorzystać walorów szybkiego i będącego ostatnio w gazie Nakoulmy.

Z drugiej strony zespół Lenczyka nie ustrzegł się błędów i jednak nie był konsekwentny do końca w grze obronnej. Gdyby w 56 minucie przy stanie 0-1 Wodecki wykorzystał okazję, pewnie zupełnie inaczej ocenili byśmy grę taktyczną Śląska.

Reklama