Premier League do Tablicy VI

Z niewielkim poślizgiem, ale jednak i w tym tygodniu Taktycznie spogląda na angielską Premier League poprzez Chalkboardy udostępniane darmowo przez stronę Guardiana. Tym razem tematem przewodnim są napastnicy i to wcale niekoniecznie ci, którzy mocno wbili się w pamięć po tym weekendzie. Przypominamy, że możecie przysyłać swoje propozycje Chalkboardów na adres e-mailowy Taktycznie lub pisząc w komentarzach. Tymczasem, zapraszamy do lektury Premier League do Tablicy.


Mecz Evertonu z Manchesterem United nie był spotkaniem fascynującym, a goście z ulgą przyjęli wynik, zwłaszcza po porażce w derby sprzed tygodnia. Gospodarze z kolei już nie raz w ostatnich latach napsuli Czerwonym Diabłom krwi i w tym meczu byli temu bliscy – możemy uznać, że zabrakło precyzji, może nawet szczęścia przy wykańczaniu akcji. Co mnie najbardziej zaciekawiło z sobotniego pojedynku to zmiany w ataku obu drużyn, to ile dały. Dimitar Berbatow to świetnie wyszkolony zawodnik, z kolei Apostolos Velios to wciąż anonimowy dla większości kibiców piłkarz z Grecji.
Velios wszedł na ostatni kwadrans oraz czas doliczony i, po raz kolejny zresztą (7 meczów ligowych, tylko raz w pierwszym składzie!), spisał się wyśmienicie. Z zaciekawieniem obserwuję jego rozwój w tym sezonie i choć w sobotę bramki nie strzelił to był bardzo przydatny dla czasem desperacko atakującego Evertonu. W zaledwie dwadzieścia minut zaliczył on trzy podania w polu karnym rywali, każde tworzyło okazje dla kolegów – sam również oddał strzał w decydujących minutach. To ciekawe, że piłkarz kupiony za ćwierć miliona funtów staje się powoli jokerem w talii Davida Moyesa i mimo młodego wieku imponuje mądrością w boiskowym zachowaniu, wyrachowaniem. Porównałem go do Berbatowa, ponieważ obaj weszli w końcówce spotkania – nie twierdzę, że Bułgar zaprezentował się słabo, lecz widać było, że United raczej się bronili i przydatność swoją ograniczył do przytrzymania piłki jak najdalej od pola karnego lub rozegrania kontry. Warto wspomnieć, że dwa z niecelnych jego podań dały groźne akcje Evertonowi…
Demba Ba to, podobnie jak i całe Newcastle, rewelacja tego sezonu. Strzelił osiem bramek i jeśli spytać kibiców o największe zagrożenie ze strony Srok, pewnie w ciemno wspomną nazwisko właśnie Senegalczyka. Hat-trick ze Stoke City był jego drugim w tym sezonie, pierwszy zaliczył w meczu z Blackburn – motywacja jednak w meczu poniedziałkowym była podwójna, ponieważ jak wspomniał sam zainteresowany, był o krok od dołączenia do zespołu z Brittania Stadium. Pytanie jednak jaką rolę odgrywa on w Newcastle?
Odpowiedź jest prosta i doskonale widoczna na zaprezentowanej grafice – typowego snajpera, egzekutora, zawodnika, który dostawia nogę/głowę w kluczowym momencie. Osiem bramek, które strzelił do tej pory padło z pola karnego, z odległości nie większej niż jedenaście metrów – właśnie ten karny ze Stoke City był strzałem Ba oddanym z największego dystansu. Co więcej, Senegalczyk nie błyszczy w trakcie meczu, nie przydaje się w rozegraniu – nie jest znany z dobrego (ani nawet średniego) rozegrania akcji, kiepsko utrzymuje piłkę… Lecz jego ruch i zachowanie w polu karnym są najwyższej jakości. Pierwszy gol dla Newcastle z poniedziałku to idealny przykład – w miarę rozwoju akcji raczej truchtał on w stronę bramki Stoke, lecz widząc cień szansy, perfekcyjnie przyspieszył i to wcale nie po prostej, lecz właśnie w to miejsce, gdzie spadła piłka. Idealne wyczucie snajpera, bez którego o wyniki Newcastle byłoby dużo trudniej.
Ostatnim napastnikiem, którego biorę dzisiaj pod lupę jest Emmanuel Adebayor, który w moim przekonaniu zaliczył swój najsłabszy mecz w barwach Tottenhamu, choć wcale nie oznacza to, że… zagrał bardzo słabo. Po prostu wystarczy spojrzeć na jego statystyki – większość pojedynków przegranych (z czego główkowych 6 na 12), z kolei skuteczność również zostawiała wiele do życzenia. Sześciokrotnie dochodził do sytuacji strzeleckich w polu karnym rywala, lecz tylko raz oddał on uderzenie celne co jak na napastnika jego kalibru jest wynikiem po prostu słabym. Tottenham nie miał oczywiście problemu z pokonaniem QPR, zwłaszcza przy świetnej grze Garetha Bale’a, lecz widać było pewien brak w płynności, który zwykł ostatnio Adebayor swoim kolegom zapewniać – w niedzielę więcej niż jedna trzecia jego podań była niecelnych (13), zresztą on sam w dziewięćdziesiąt minut zaliczył ich mniej niż zwykle (35).

Reklama