Premier League do Tablicy IX

Jak może zauważyliście, z tym działem Taktycznie staramy się również przebić na Weszło, choć oczywiście nie zamierzamy odpuszczać tego na naszej stronie. Dlatego też Premier League była, jest i będzie tu tłumaczona za pomocą Chalkboardów Guardiana co kolejkę, możecie być spokojni. W tym tygodniu zajmujemy się poszukiwaniami napastnika przez Chelsea, spadkiem formy Stewarta Downinga, bocznymi obrońcami Manchesteru United i Nicklasem Bendtnerem.


Zaczynamy od snajperów Chelsea. Nie od wczoraj trwa dyskusja o słabszej formie Torresa i o przemijającej karierze Drogby, co zresztą odzwierciedla się na grze drużyny Andre Villasa-Boasa. Ten preferuje grę z jednym z nich „na szpicy”, tylko raz w tym sezonie wystawiając jedenastkę bez bohaterów tego wpisu. Po meczu z Wolverhampton bronił stylu swojego zespołu, wskazując na skuteczność swoich piłkarzy. Problem w tym, że dotyczy ona wszystkich zawodników z tego zespołu… oprócz wspomnianej dwójki.
Na grafice widzicie dorobek strzelecki Drogby z ostatniego spotkania oraz… ostatnie celne uderzenie głównego napastnika Chelsea w meczu ligowym – była to próba Torresa z meczu z Arsenalem, prawie miesiąc temu. Nic dziwnego, że nieoficjalnie na Stamford Bridge szukają snajpera, który mógłby rozwiązać ten problem Chelsea. Anelka poszedł już dawno w odstawkę, ale i on częściej grywał na pozycji skrzydłowego. Z kolei Lukaku jeszcze nie do końca zaadaptował się do stylu gry w Anglii, a Sturridge, choć preferuje grę na środku, ostatnio najskuteczniejszy jest grając na pozycji prawoskrzydłowego – z ośmiu jego celnych uderzeń padło w tym sezonie aż sześć bramek. Może on powinien udzielać lekcji Torresowi i Drogbie?
Teraz przyjrzymy się pojedynkom główkowym Nicklasa Bendtnera. Jego transfer czasowy do Sunderlandu był na rękę wszystkim zainteresowanym stronom, a po utracie Gyana, Steve Bruce nie został z pustymi rękoma przy wyborze składu. Póki co Duńczyk grał nieźle, aczkolwiek nie przekłada się to na bramki – zdobył ich zaledwie dwie. Sunderland ma jeden z gorszych dorobków bramkowych w lidze i być może odpowiedź na pytanie dlaczego pod wodzą Steve’a Bruce’a im idzie tak słabo w tym sezonie, wcale nie jest tak skomplikowana.
Sunderlandowi brakuje zawodników kreatywnych, zwłaszcza na skrzydłach. Ich gra w tym sezonie jeszcze bardziej opiera się na długich zagraniach od obrońców do napastników – głównie Bendtnera – i to zwłaszcza w meczach, gdy rywal lepiej sobie radzi z rozegraniem piłki. Nawet w meczu z Wigan podopieczni Bruce’a mieli te problemy. Zresztą popatrzcie na dowody – Nicklas Bendtner w strefie do której najczęściej posyłane były piłki od obrońców wygrał swoje wszystkie cztery pojedynki główkowe. Niestety dla Czarnych Kotów te wygrane w powietrzu piłki trafiały zwykle do obrońców Wigan, którzy spokojnie przechodzili do rozgrywania własnych akcji. Dobra gra Bendtnera w tym elemencie świadczy o złej taktyce Bruce’a – by nie było tak różowo w sprawie Nicklasa to jego słaby dorobek strzelecki może wynikać z tego, że już w polu karnym nie wygrał żadnego pojedynku główkowego w szesnastce gości, mimo dwóch prób…
Teraz spojrzymy na mecz Liverpoolu z Manchesterem City w wykonaniu Stewarta Downinga. Po spotkaniu pojawiło się wiele opinii, które mówiły o tym, że był to najgorszy mecz w jego wykonaniu i jest to odzwierciedlone w statystykach piłkarza. Jako boczny pomocnik na osiem prób dośrodkowania, zaledwie jedna była celna. Przegrał on wszystkie swoje próby dryblingu. Trzykrotnie faulował na własnej połowie. Oddał trzy strzały (jeden celny), ale wszystkie z bardzo dobrych pozycji w polu karnym – co więcej, każde uderzenie oddał lepszą (lewą) nogą, więc nic dziwnego, że raczej ocenia się jego występ jako słaby w którym zmarnował kilka szans na zdobycie cennych trzech punktów z liderem tabeli. Downing nie cieszy się najlepszym startem do swojej kariery na Anfield Road – dosyć powiedzieć, że nie zaliczył jeszcze ani jednej asysty, ani nie zdobył premierowej bramki… Przypominam tylko, że kosztował on Liverpool dwadzieścia milionów funtów.
 
Kończymy spoglądając na grę bocznych obrońców Manchesteru United w meczu z Newcastle. Co prawda gospodarze nie cieszyli się znaczną przewagą posiadania piłki, lecz i tak można zaobserwować kilka ciekawostek w grze Patrice’a Evry i Fabio Da Silvy. Przede wszystkim porównajmy ich statystykę podań – różnice są niewielkie, ale zauważalne. Brazylijczyk jest zawodnikiem, który nie trzyma się tak kurczowo linii bocznej jak Francuz, lecz ten drugi, przede wszystkim z racji doświadczenia i umiejętności, zdecydowanie lepiej radzi sobie bliżej bramki rywala.
Więcej mówi nam jednak porównanie ich pojedynków. Da Silva znacznie lepiej radził sobie pod własnym polem karnym, lecz wynikało to z taktyki obranej przez NewcastleAlan Pardew ocenił, że łatwiej będzie jego zawodnikom wygrać rywalizację z Brazylijczykiem, niż z Francuzem. Stąd wrażenie, że to ten pierwszy miał więcej pracy w defensywie. Z kolei Evra zwykł szybciej dążyć do odbioru piłki i jest to widoczne w jego statystykach pojedynków główkowych i na murawie – z sześciu przegrał tylko jeden. Co więcej, na połowie rywala próbował czterech dryblingów i trzy razy pokonał rywala. Statystyka Da Silvy była gorsza – z dwóch takich pojedynków wygrał raz.

Reklama