Polonia W. – Podbeskidzie 2-1: do trzydziestu razy sztuka

Wobec chaotycznie grającej Polonii, po wymarzonym początku Podbeskidzie mogło sięgnąć w Warszawie nawet po pełną pulę. Zbytnie oddanie jednak inicjatywy rywalowi spowodowało, że huraganowe ataki gospodarzy przyniosły w końcu efekt.


Luz w środku


Obaj szkoleniowcy postawili na 4-2-3-1, choć nie oznaczało to wcale ścisku w ścisku w środkowej strefie boiska. Odległości pomiędzy piłkarzami było dość spore, więc na rozgrywanie piłki w centrum boiska było sporo czasu i miejsca. W przypadku Podbeskidzia był to dość świadomy manewr. Podopieczni trenera Kasperczyka wyraźnie rozdzielili się na część ofensywną i defensywną. Jakkolwiek cały zespół próbował przejąć piłkę, tak w konstruowaniu akcji uczestniczyła w znakomitej większości akcji tylko czwórka graczy. Polonia zaś miała problem z opanowaniem sytuacji w centrum, brakowało ruchu, który pozwoliłby na ominięcie duetu defensywnych pomocników Podbeskidzia.

Czwórka Podbeskidzia


Ofensywny kwartet gości był w początkowej fazie spotkania bardzo ruchliwy, co stwarzało duże problemy statycznej defensywie z Konwiktorskiej. Jedynym celem Podbeskidzia było po przejęciu piłki szybkie uruchomienie przodów, tam zaś dobrze rozumiejący się gracze ofensywni z dużą szybkością mogli rozpracować obronę rywala. Ten oto sposób przyniósł bielszczanom prowadzenie, tak długo zaś jak go stosowali, Polonia miała duże problemy ze stworzeniem sobie sytuacji.

Problemy Polonii


Trio Jodłowiec – Trałka – Jeż miało kłopoty z wymienianiem między sobą podań, Łatka i Nather przytomnym przemieszczaniem się na środku boiska, byli w stanie zablokować Polonię w tej strefie. Gospodarze przenieśli się więc na skrzydła. W pierwszej połowie jednak bardzo dobra asekuracja ze strony skrzydłowych gości nie pozawalała warszawianom na precyzyjne dośrodkowanie piłki w pole karne. Spora ilość wrzutek w szesnastkę nijak nie szła w jakość, zaś pojedyncze wyjścia gości, choć nie były groźne, nie pozwalały Polonii skupić się tylko i wyłącznie na ofensywie.

Podbeskidzie cofnięte


Sytuacja zmieniła się jednak po przerwie. Podbeskidzie zaczęło wyraźnie stawiać na obronienie wyniku, zaś piłki zamiast spokojnie wyprowadzane do ofensywnego kwartetu, wybijane były byle dalej od własnej bramki. Polonia atakowała chaotycznie, nadal szukając wrzutek, ale te zaczynały być coraz groźniejsze. Niezbyt dobry dzień miał Sokołowski, który słabo utrudniał rywalom wrzucenie piłki w pole karne, oprócz tego przestały funkcjonować bielskie skrzydła. Pozwoliło to gospodarzom na wykorzystanie ofensywnych wejść bocznych obrońców. Spowodowało to, że zdecydowana większość akcji Polonii kończyła się dośrodkowaniami.

Gra na czas


Trzydzieści kilka razy udało się gościom wybić futbolówkę poza pole karne, sytuacje Polonii były jednak coraz groźniejsze. Gole w takich okolicznościach były tylko i wyłącznie kwestią czasu. Nadzieje Podbeskidzia, że zanim to nastąpi, skończy się mecz, rozwiały dwa gole Caniego. Oba gole padły po błędach w polu karnym. Trzeba jednak stwierdzić, że goście nie mają na tyle zaawansowanych umiejętności, aby nie pomylić się w polu karnym przez kilkadziesiąt minut. Tymczasem piłka w ich szesnastce znajdowała się co kilkadziesiąt sekund. Sytuacje, po których wpadły bramki, nie były pierwszymi błędami Podbeskidzia w tym meczu. Polonia, gdyby jej zawodnicy lepiej zachowywali się w polu karnym, powinni spokojniej wygrać to spotkanie. Podbeskidzie nie zmieniło zachowania po wyrównaniu, zadowalając się jednym punktem. Po utracie drugiej bramki podłamane, nie podjęło dalszych ataków. Grający nadal to samo gospodarze byli bliżej kolejnych goli.

Konkluzje


Podbeskidzie źle rozegrało ten mecz taktycznie. Po wymarzonym początku w pierwszej połowie bardzo dobrze niepokoiło Polonię, nie pozwalając skupić jej się na ataku i skutecznie wyprowadzając szybkie, choć coraz bardziej rwane i mniej liczebne kontry. W drugiej połowie goście zamknęli się praktycznie na własnej połowie, pozwalając miejscowym na kilkudziesięciokrotne wstrzelenie piłki w pole karne. Gospodarze byli w tym na tyle chaotyczni, że gdyby Podbeskidzie tak łatwo nie dopuszczało do zagrań w szesnastkę, mieliby problem ze zdobyciem goli. Goście sprawiali bardzo dobre wrażenie w pierwszej połowie i gdyby podobnie zagrali w drugiej, mieliby duże szanse na wywiezienie zdobyczy punktowej. Trzymając Polonię w szachu i przeprowadzając składniejsze od gospodarzy akcje, po pierwszej połowie mogli nawet myśleć o podwyższeniu prowadzenia.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama