Athletic Bilbao – Barcelona 2-2: O czerwoną kartkę od tryumfu

Rozegrany w mocno deszczowych warunkach mecz, zapowiadany był szumnie, w szczególności, jako pojedynek dwójki bliskich sobie trenerów. Fantastycznie grająca drużyna Bielsy bardzo skutecznie neutralizowała Barcę i gdyby nie chwila dekoncentracji po czerwonej kartce, gospodarze zdobyliby trzypunktowy łup.


Bardzo niecierpliwie wyczekiwałem tego spotkania, gdyż po raz pierwszy miałem zobaczyć Bilbao pod wodzą Bielsy. Słyszałem wiele dobrego na temat tego szkoleniowca. Przed wszystkim stawia on na tzw. futbol pro-aktywny, a więc ciągłą chęć do wpływania na przebieg meczu, poprzez aktywne przeszkadzanie rywalowi, chęć jak najszybszego odbioru piłki i dążenie do stwarzania sobie kolejnych sytuacji strzeleckich. Argentyńczyk jest szkoleniowcem z wyrazistą osobowością, bezkompromisowym i potrafiącym zawsze odcisnąć swoje piętno na prowadzonej drużynie.

Ceniony jest do tego stopnia, że jego wizja Bilbao porównywana jest właśnie z Barceloną Guardioli. Guardiola po meczu sam ocenił, że Baskowie byli najintensywniej grającym rywalem z jakim przyszło się mu zmierzyć w trakcie całej swej pracy na Camp Nou!. Poruszyć tu należy kolejną kwestię ideologiczną. Podejście Mourinho do spotkań z Blau-Graną, i proszę tutaj kibiców 'Królewskich' o nietraktowanie tego, jako ataku na ich i tak przecież wspaniałą drużynę, ocenić można jako tchórzowskie, gdyż postawił on na 100% antyfutbol. Cała grą energia Realu w tych spotkaniach zużyta była na zabezpieczanie się przed atutami Barcy. Bielsa powinien otrzymać tutaj nagrodę za promowanie tego tzw. futbolu pro-aktywnego (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, jest to tłumaczenie popularnego angielskiego zwrotu pro-active, którego przeciwieństwem jest styl re-active).

Mając pełną świadomość przewagi w umiejętnościach indywidualnych i opanowanych schematach taktycznych na korzyść Barcy, nie zawahał się nakazać zawodnikom stałego pressingu na rywali i ciągłego dążenia do kolejnych akcji bramkowych. Rzadko widzieliśmy sytuacje w której piłkarz Barcelony, znajdujący się akurat w posiadaniu futbolówki, miał czas na podjęcie decyzji. Częściej, tak jak na załączonym obrazku, do przeciwnika doskakiwało kilku podopiecznych 'El Loco' Bielsy.

Samo spotkanie było wyrównane i opiekun gospodarzy na pomeczowej konferencji przyznał, że bardzo żałuję że nie udało się wygrać, do czego zabrakło raptem 3 minut, pomimo, że jest świadom, że na zwycięstwo nie zasłużyli. Obie drużyny stworzyły sobie podobną liczbę okazji bramkowych. Bilbao dwukrotnie obejmowało prowadzenie. Po bramkach tych jednak, w obu przypadkach następował jednak okres dominacji zawodników 'Dumy Katalonii'. Analizujący mecz w studio stacji SkySport, Guillem Balague, zwrócił uwagę, że obie stracone bramki poprzedziły błędy raczej obce Barcelonie. Najpierw niedokładne wybicie bramkarza, a druga wpadła po rzucie rożnym, spowodowanym niedokładnym wycofaniem piłki przez Mascherano.

Sam Messi, pomimo, że strzelił wyrównującą bramkę, to przez długie okresy gry był niewidoczny. Miał piłkę przy nodze zdecydowanie rzadziej niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Zmuszony był też wracać jeszcze głębiej , niż ma to w zwyczaju.
W grze Barcelony nie do końca funkcjonowała gra na skrzydłach, tym motywowana była zmiana Xaviego na Alexisa już w 60. minucie. W grze Bilbao szczególnie wyróżnić należy dwójkę środkowych defensorów, strzelca bramki Herrerę, sprawiającego sporo kłopotów obrońcom Barcy w pojedynkach zarówno technicznych jak i siłowych, Llorente, oraz typowanego na przyszłą gwiazdę, Muniaina.

Ten ostatni, wraz z Susaetą, rozciągali defensywę Barcelony i stwarzali okazję dla Llorente i reszty kolegów. Każdy z zawodników gospodarzy włożył w mecz mnóstwo energii i pokazał, że komplementy jakie spływały na Athletic z okazji serii 9 meczów bez porażki, teraz przedłużonej do 10 gier, nie były przesadzone. Na początku sezonu, gdy niektórzy z komentatorów zaczynali mieć wątpliwości, po niezbyt udanym starcie do rozgrywek, jego były podopieczny, Claudio Bravo, bronił szkoleniowca i tłumaczył, że po prostu należy dać mu czas, aby efekty pracy stały się widoczne. Chyba musimy się zaczynać przyzwyczajać do komplementów, jakie będą spływały w kierunku Kraju Basków.

Reklama