Widzew 0-1 ŁKS: Nieoczekiwana zmiana miejsc

Przed tym meczem faworyt był jeden. Za Widzewem stał okazały dorobek punktowy, wyżej ceniona kadra, a także kibice (spotkanie odbyło się bez udziału fanów gości). Po dziewięćdziesięciu minutach większość obserwatorów musiała zrewidować swoje poglądy na temat sił obu jedenastek. Szkoda tylko, że stało się to po nudnym, momentami niezwykle chaotycznym meczu.


Mroczkowski wypuścił swój zespół w tradycyjnym ustawieniu. 4-2-3-1 z dwójką defensywnych pomocników. Gospodarze, co może dziwić, nastawieni zostali na kontry – skrzydłowymi byli Adrian Budka oraz Krzysztof Ostrowski, a za wysuniętym napastnikiem biegał jeszcze Dżalamidze. Ta trójka szybkich, przebojowych piłkarzy miała za zadanie błyskawiczne przejście z obrony do ataku po odbiorze piłki i w pierwszych fragmentach meczu parę razy się to udało.

Ustawieniem zaskoczył za to Michał Probierz. Ełkaesiacy rozpoczęli niezwykle ofensywnym 4-3-3. Takie rozwiązanie dało w tym meczu gościom niemal same plusy. Przede wszystkim zarówno Marcin Mięciel, jak i Sebastian Szałachowski czują się tym lepiej, im bliżej bramki rywala. I chociaż przesuwanie dwójki pomocników do ataku teoretycznie zabiera wiele możliwości rozegrania, to Probierz najwyraźniej kalkulował w ten sposób, że jego piłkarze i tak nie mają takich umiejętności jak widzewiacy, więc nie będą długo rozgrywać akcji, a jeśli już uda się szybkim podaniem przedostać w pole karne rywala, to lepiej tam mieć trzech zawodników niż jednego. Dodatkowo wymieniona ofensywna trójka starała się utrudniać rozgrywanie piłki już obrońcom Widzewa.

Obraz gry w pierwszych minutach mógł zdziwić. Nastawieni na kontrataki gospodarze nie byli w stanie (z nielicznymi wyjątkami) przedostać się w pole karne gości, ci z kolei czynili to bez problemu, wymieniając w środku pola dwa-trzy szybkie podania, nierzadko z pierwszej piłki. Nagle okazało się, że frużyna, o której mówiło się, że ma za słaby skład na ekstraklasę, dobrze radzi sobie z zespołem będącym rewelacją rozgrywek, przegrywającym po raz pierwszy dopiero w poprzedniej kolejce.

Po pierwszych minutach z przewagą gości do głosu doszedł na chwilę Widzew. Najpierw znakomitą okazję do kontrataku zmarnował fatalnym podaniem Ostrowski. Potem jednak na lewej flance, po której biegał, jego zespół przeprowadził dwie świetne, niemal bliźniacze akcje. W każdej z nich najpierw piłka wędrowała do Dudu, ten natychmiast oddawał ją partnerowi i biegł w stronę bramki rywala, by po chwili otrzymać podanie na wolne pole. Pierwsza z tych akcji przyniosła gospodarzom rzut rożny, druga – stuprocentową sytuację Dżalamidze (Gruzin prawdopodobnie polemizowałby z jej „stuprocentowością”, jako że udało mu się ją wprost koncertowo spartolić).

Wyrównana pierwsza połowa z szansami obu zespołów rozbudziła nadzieje kibiców na ciekawe widowisko. Te nadzieje zgasił sędzia, dając Grzelczakowi drugą żółtą kartkę. Komentatorzy uznali sytuację za kontrowersyjną, niektórzy twierdzili nawet, że zawodnik nie zasłużył na żadną z indywidualnych kar. Grać trzeba było jednak dalej. Widzewiacy zareagowali na stratę piłkarza cofnięciem się do obrony. Mroczkowski próbował jeszcze zmienić sytuację, za kiepskiego tego dnia Dżalamidze wpuścił świeżego i szybkiego Okachiego, ten jednak mógł liczyć tylko na długie podania i nierówną walkę z przeważającymi obrońcami rywala. Osłabieni gospodarze stracili ochotę do gry, czego przez długi czas nie był w stanie wykorzystać ŁKS. Właściwie wszystko o przebiegu tej połowy mówi jej statystyka – dwa strzały gości okazały się jedynymi celnymi, zaś bramka głową Mięciela padła po fatalnym błędzie w kryciu.

Łódzkie derby okazały się spotkaniem dziwnym. Bardziej ofensywnie usposobiony był zespół nie tylko pełniący rolę gości, ale i posiadający mniejszy potencjał piłkarski. Probierz, trochę przy pomocy sędziego, trochę po błędach rywali sprawił, że między zespołami nie było widać większej różnicy. Z kolei Mroczkowski nie wyciągnął wniosków ani z ostatniego, przegranego meczu, ani z przebiegu tego spotkania. Widzew ma obecnie tylko jeden pomysł na grę i jakakolwiek wyrwa w tym planie (w tym wypadku czerwień Grzelczaka) skutecznie uniemożliwia mu realizację taktyki. Wynik jest sprawiedliwy o tyle, że do tej pory dorobek punktowy gospodarzy był nieco ponad stan, zaś gości – poniżej ich potencjału (choć również niewiele). W tej chwili w lepszej sytuacji jest trener Probierz. Jego zespół wygrał dwa ostatnie mecze, zawodnicy próbują grać kombinacyjną piłkę i nawet, jeśli w następnej kolejce polegną z Wisłą, nikt nie będzie miał o to pretensji. Widzew po dobrym starcie znalazł się w sytuacji niewesołej – przegrana z Ruchem, zmarnowana przez Mroczkowskiego przerwa reprezentacyjna i w efekcie druga porażka, a w następnej kolejce wyjazdowy mecz z Legią. Szkoleniowiec drużyny ze stadionu przy Alei Piłsudskiego przeżywa właśnie najtrudniejsze chwile w swojej krótkiej karierze ligowego trenera i najbliższe tygodnie pokażą, czy zdoła udowodnić, że mimo niewielkiego doświadczenia jest już fachowcem dojrzałym.

Reklama