Premier League do Tablicy III

Ten (mniej więcej) cotygodniowy dział został stworzony dla tych, którzy wierzą w liczby. Wierzą, że są pewne warunki dzięki którym można spojrzeć na przegląd podań jednego zawodnika i przynajmniej starać się wytłumaczyć co zrobił dobrze, a co źle. I tak samo jest ze strzałami, wybiciami, pojedynkami główkowymi, dryblingami i innymi statystykami, które w powiązaniu z kilkoma złożonymi zdaniami mogą nam wyjaśnić pewne piłkarskie trendy zauważone na boiskach Premier League. Wszystko jasne? To czas na trzeci odcinek Premier League do Tablicy.


Derby Merseyside zawsze powodują, że kibice skupiają swoją uwagę na ostrych wślizgach i, jak to ładnie Anglicy ujmują, latających łokciach. Oczywiście, my również powinniśmy pamiętać o tym, że wślizg Rodwella w piłkę (nie Suareza) dla niektórych nie zasługiwał nawet na atencję sędziego Martina Atkinsona, który jednak wyciągnął od razu czerwoną kartkę… Nie minęło nawet pół godziny i Everton musiał grać w dziesiątkę – Liverpool od razu zaatakował i koniec końców zasłużenie wygrał.

Nie znaczy, że przyszło im to łatwo. Kenny Dalglish sporo kombinował w tym sezonie z wyjściowym składem i napastnikami. Raz grał Suarez, czasem partnerował mu Kuyt, innym razem był to Carroll… Wielu ekspertów twierdziło, że bez wysokiego snajpera Liverpoolowi szło najlepiej. Przez znaczną większość derby Carroll był schowany w tylniej kieszonce Distina lub Jagielki – mimo to zdobył kluczową dla losów meczu bramkę i zebrał pochlebne recenzje, mimo raczej znikomego użytku ze swojego wzrostu. Może więc za jego słabszą postawę winę ponoszą inni, dorzucający piłki? Liverpoolu dośrodkowania (z gry) były tego dnia wyjątkowo kiepską bronią – zaledwie 2 na 22 próby trafiły w czoło zawodnika w czerwonej koszulce. Na grafice zobaczycie również jak wielu zawodników próbowało takiego zagrania (ja naliczyłem ośmiu!), więc nie może być raczej mowy o przypadku w dobraniu takiej taktyki przez Dalglisha. Może więc grać dołem? To przecież po ładnej akcji Enrique i płaskim dośrodkowaniu zrobiono użytek z siły i techniki Carrolla, niekoniecznie gry głową…

Świetny start Newcastle w tym sezonie jest sporą niespodzianką, ale, po prawdzie, nie stoi za nimi żadne nowoczesne taktyczne rozwiązanie Alana Pardew – skomponowany przez niego zespół jest po prostu bardzo skuteczny i, łącząc to z cechami typowymi dla ligowych przeciętniaków, póki co wykorzystuje błędy rywali bezlitośnie co daje im punkty windujące ich w tabeli. Co do stylu gry, to nadal jest raczej gra długą piłką bardziej niż rozgrywanie jej od obrony z tuzinami krótkich podań – świadczyć może o tym załączona grafika prezentująca wygrane pojedynki główkowe w zwycięskim meczu z Wolverhampton na wyjeździe.

Jak widzicie, większość z nich została wygrana na połowie przeciwnika, co więcej, wiodącą postacią był Leon Best, robiący wiele, by zastąpić w sercach kibiców Andy’ego Carrolla. Nie dołączyłem tej statystyki, ale możecie sami sprawdzić, że Newcastle lepiej radziło sobie w tym elemencie gry… na połowie rywala, niż pod własnym polem karnym. Strefa w której podopieczni Alana Pardew dominowali, patrzymy wciąż na atak, świadczy o przyjętym stylu, a nawet kierunku zagrań długich podań od obrońców i bramkarza. Dobra praca wykonana przez Leona Besta nie powinna być również przeoczona.

Manchester City znów łatwo wygrał ze słabszym rywalem, tym razem na wyjeździe z Blackburn Rovers. Cztery bramki i kilka fajnych akcji… ja jednak skupiam się na ich grze obronnej. Co bowiem zadecydowało, że Rovers nie zdobyli ani jednej bramki, gdy z Arsenalem udało im się to czterokrotnie? Porównałem oba spotkania i jednym z wyjaśnień na pewno jest liczba przegranych pojedynków w pobliżu własnego pola karnego. Blackburn w obu meczach grało przeciętnie, ale agresywnie w ataku, walecznie, nie odpuszczając w żadnej strefie, jednak City poradziło sobie dużo lepiej od Kanonierów – zaledwie cztery pojedynki przegrane na własnej połowie to malutko w porównaniu do dziesięciu Arsenalu, w tym trzech we własnym polu karnym. Pomógł także fakt, że Citizens lepiej utrzymywali się przy piłce i rywal tylko za futbolówką biegał, nawet na połowie rywala – Kanonierzy w tym sezonie mają z tym problem i zwłaszcza sporo niedokładności w środku pola wywoływało sytuacje w których tracili oni piłkę, narażali się na zagrożenie oraz, cóż, stracone bramki. Na poprawę niwelowania zagrożenia na pewno Mancini zwrócił uwagę po ciężkim pojedynku z Boltonem na wyjeździe i można powiedzieć, że efekt był dobrze widoczny już na Ewood Park.
Dramatyczna postawa Queens Park Rangers w spotkaniu na Craven Cottage jest łatwa do przewidzenia, zwłaszcza patrząc na wynik – sześć bramek Fulham, hat-trick Andy’ego Johnsona (pięć bramek w ciągu kilku dni, licząc mecz w Lidze Europy!)… Neil Warnock i jego naprędce klecona ekipa powinna się wstydzić. I słusznie, jest za co. Fulham było drużyną wybitnie słabą na starcie tego sezonu ligowego, nieskuteczną – przed meczem niedzielnym zdobyli zaledwie cztery bramki w sześciu meczach. Skąd więc taka poprawa? Cóż, pomogli rywale – kto pozwala na oddanie trzynastu strzałów we własnym polu karnym, blokując skutecznie zaledwie dwa, naraża się straszliwie, a Fulham po prostu to wykorzystało. Wszystkie bramki podopiecznych Martina Jola padły po uderzeniach z szesnastki – nie zawsze rywal będzie tak skuteczny, ale i tak przy klasie napastników jakich mają drużyny z Premier League, QPR stawia się z góry na przegranej pozycji. Czy był to jednak słabszy dzień w pracy podopiecznych Neila Warnocka, czy po prostu początek kłopotów – zobaczymy w kolejnych rundach spotkań.
Ostatnia grafika na dzisiaj dotyczy meczu Norwich City z Manchesterem United na Old Trafford. Goście byli w defensywie przez większość spotkania jednak długo dosyć skutecznie niwelowali wszelkie zagrożenie ze strony mistrzów Anglii. Jak zwykle kluczem okazała się koncentracja we własnym polu karnym – trzydzieści sześć wybić z szesnastki może świadczyć o desperacji, jasne, ale też o dobrej koncentracji w defensywie, ustawianiu się i zawężaniu pola, zabieraniu rywalom miejsca, zmuszania ich do błędów wynikających ze zniecierpliwienia. Co więcej, przez dłuższy okres Norwich miało swoje szanse – pomimo zwycięstwa United dopuścili do oddania aż siedemnastu strzałów na własną bramkę, dali beniaminkowi kilka rewelacyjnych szans. Może to wynikać z tego, że w dotychczasowych meczach United aż dziewięć razy Ferguson wystawiał inną linię obrony, ale w końcu na Old Trafford przyjedzie zespół, który wykorzysta te błędy i zabierze z Manchesteru cenne punkty. Na te dwie ciekawostki z tego meczu chciałem zwrócić waszą uwagę.

Pamiętajcie, że możecie przesyłać własne propozycje Chalkboardów Guardiana, które ja sprawdzę i opiszę w Premier League do Tablicy w następnym tygodniu – wystarczy, że swoje sugestie zostawicie w komentarzach lub przyślecie na jeden z dwóch adresów mailowych – mój (mzachodny@gmail.com) lub taktyczny (taktycznie@gmail.com). Czekam z niecierpliwością!

Reklama